W piątek została podpisana uchwała odwołująca mnie w trybie obiegowym. Tego samego dnia rano ja postanowiłem nie anulować przetargu na inwestora zastępczego, bo byliśmy po wielomiesięcznym procesie wyłaniania go. Inwestor zastępczy to jest firma, która w imieniu dyrektora, w imieniu inwestora, jakim jest dyrektor Teatru Osterwy (…) pilnuje wszystkich odbiorów, najpierw od projektanta, a później od wykonawcy. Zaczęły się dziać jakieś przedziwne rzeczy. Nie wiadomo z jakiego powodu dostałem informację, że komisja przetargowa, której też byłem członkiem, nagle chce ten przetarg anulować. A ja, wiedząc też, że za decyzję niewłaściwą koniec końców jako dyrektor naczelny odpowiadam, chciałem jeszcze trochę przedłużyć ten proces wyłaniania inwestorów, czy też tej całej procedury; żeby zdobyć jeszcze dodatkowe opinie prawne i taką opinię, nazwijmy to formalno-ekonomiczną — jakie mogą być konsekwencje anulowania przetargu, który już właściwie dokonywał się, czyli był na końcu tej swojej procedury.
Dalej, mówi o zarzutach, które zostały mu przedstawione:
W poniedziałek wkroczył do gabinetu wicemarszałek Bresz z takim panem mecenasem i najpierw się spytali, co z tą procedurą, czy ja zamierzam ją odwołać, czy nie, ten przetarg. Ja powiedziałem, że przedłużyłem właśnie tą procedurę, żeby poczekać na dodatkowe opinie. No i po czym właściwie otworzyła się teczka i tam okazało się, że jest uchwała o odwołaniu mnie. Powody, to był taki właściwie kotlet mielony z różnych tam zaleceń pokontrolnych, formalne rzeczy, rzeczy, które były wielokrotnie przez sam urząd kontrolowane, przez najwyższą izbę kontroli, która nie znalazła w tym nieprawidłowości. Oraz te takie trzy główne zarzuty, które były wcześniej zgłaszane do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych, gdzie on nie znalazł powodów do tego, żeby mnie ukarać.




