Francuski samolot prezydencki eskortowany był w czasie swojego przelotu nad Egiptem przez myśliwce typu Rafale egipskich sił powietrznych, a Emmanuela Macrona witały w Kairze wystrzały armatnie. Nie zabrakło również mniej formalnych momentów w czasie tej wizyty – prezydent Francji wraz z Abdel Fattahem el-Sissim spacerował uliczkami Khan el-Khalili, największego kairskiego bazaru. Udali się również na przejażdżkę trzecią linią kairskiego metra, która jest eksploatowana przez francuską RATP, czyli przedsiębiorstwo komunikacyjne zarządzające komunikacją miejską w Paryżu.
Dzień później do Kairu przybył król Jordanii Abdullah II, który dołączył do pozostałych dwóch liderów.
Podczas tego mini-szczytu omówiono szereg kwestii związanych przede wszystkim z sytuacją w Strefie Gazy, szczególnie w kontekście wznowienia przez Izrael ofensywy lądowej. Liderzy Francji, Egiptu i Jordanii wezwali do jak najszybszego powrotu do zawieszenia broni, podkreślili również konieczność wzmocnienia Autonomii Palestyńskiej, wykluczając jednocześnie jakąkolwiek rolę dla Hamasu po wojnie w Strefie Gazy. Przywódcy połączyli się również z prezydentem Donaldem Trumpem, który miał spotkać się w Białym Domu z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu.
Przypomnijmy, że od czasu wznowienia ofensywy izraelskiej w Strefie Gazy 18 marca zginęło już co najmniej 1500 osób. Co ciekawe, strona francuska nie ukrywa, że celem spotkania w Kairze miało być zbudowanie przeciwwagi dla pomysłów Donalda Trumpa w kwestii przyszłości Strefy Gazy. Przypomnijmy, że prezydent Stanów Zjednoczonych zamierza forsować swój pomysł wysiedlenia ludności palestyńskiej z tego obszaru i zmienienia go w „Lazurowe Wybrzeże Bliskiego Wschodu”.





