Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu – to znane powiedzenie pasuje jak ulał do historii zawiadomienia o przestępstwie, które złożył do Prokuratury Regionalnej w Warszawie prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie Andrzej Piaseczny. Nazywamy go „prokuratorem bodnarowskim”, bo jego kariera wystrzeliła jak z procy po przejęciu resortu sprawiedliwości i prokuratury przez Adama Bodnara. Obecnie Piaseczny pełni prestiżową funkcję Zastępcy Dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie.
Wieniec Komosy
Chodzi o sprawę ścigania Zbigniewa Komosy, mężczyzny, który od 2018 r. kładzie pod pomnikiem smoleńskim wieniec z napisem „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który, ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród Polski. Stop kreowaniu fałszywych bohaterów!”. Przypisanie prezydentowi polecenia lądowania nie znajduje potwierdzenia w żadnych oficjalnych ustaleniach instytucji państwa polskiego.
W ubiegłych latach prokuratura postawiła Komosie zarzut znieważenia pomnika. Zgodnie z art. 261 kodeksu karnego za taki czyn grozi grzywna lub kara ograniczenia wolności.
Na wszystkich etapach sprawy po skierowaniu aktu oskarżenia, od sądu rejonowego po Sąd Najwyższy, śledczy przegrali. Kwestia zasadności lub jej braku tych orzeczeń pozostaje poza tematem niniejszego tekstu.



