Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Legalny zastępca rzecznika dyscyplinarnego doprowadza do pionu bodnarowskiego nominata

Sędzia Jakub Iwaniec wzywa na ostro sędziego Grzegorza Kasickiego do zwrotu akt dyscyplinarnych, które zostały bezprawnie zagarnięte podczas nalotu Prokuratury Krajowej na Krajową Radę Sądownictwa.
Legalny zastępca rzecznika dyscyplinarnego doprowadza do pionu bodnarowskiego nominata

Jakub Iwaniec to sędzia karnista, który pełni również obowiązki Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Grzegorz Kasicki również jest karnistą. Orzeka w Sądzie Okręgowym w Szczecinie. Przed rokiem decyzją Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara został tzw. rzecznikiem dyscyplinarnym ad hoc, czyli osobistym specprawnikiem dyscyplinarnym ministra.

Niedorzecznik

Zadaniem powoływanych przez ministra rzeczników ad hoc jest albo przejmowanie spraw dyscyplinarnych prowadzonych wobec tzw. obrońców praworządności – np. sędziego Waldemara Żurka, jak również wszczynanie nowych spraw wymierzonych w sędziów, którzy stają w obronie praworządności takiej, jaką ona jest, a nie jak ktoś ją rozumie. Teoretycznie mają oni do tego prawo.

Z Rzecznikiem Dyscyplinarnym Ministra Sprawiedliwości  Grzegorzem Kasickim jest jednak pewien problem. Został on bowiem nieprawidłowo powołany. W prawie karnym, które ma tu zastosowanie, podpis elektroniczny nie jest wiążący, a właśnie w taki sposób Adama Bodnar powołał Kasickiego. Kwestię tę wyjaśnialiśmy szczegółowo we wcześniejszym tekście, dotyczącym nalotu Prokuratury Krajowej na Krajową Radę Sądownictwa, powołują się na orzecznictwo Sądu Najwyższego.

https://wnet.fm/2024/07/03/ciezkie-terminy-przed-prokuratorem-piotrem-myszkowcem/

I właśnie z powodu tego defektu formalnego rzecznicy dyscyplinarni, w tym Jakub Iwaniec, nie chcieli wydać akt rzecznikom ad hoc. Adam Bodnar swojego błędu nie naprawił. Zamiast tego na legalnie funkcjonujące biuro rzeczników, mieszczące się w siedzibie KRS, zorganizowano szturm policji pod egidą prokuratora Piotra Myszkowca z Prokuratury Krajowej. Za pomocą łomów sforsowano szafy pancerne i wyniesiono akta. Wszystko to w ramach śledztwa w sprawie rzekomego ukrywania akt przed rzecznikami ad hoc.

Wytworzone akta dyscyplinarne trafiły, jak można wnosić z informacji medialnych, do rąk nieprawidłowo powołanych rzeczników ad hoc, którzy już zbierają żniwa, umarzając różne sprawy, w tym np. sędziego Żurka. Grzegorz Kasicki zagarnął w ten sposób sprawę o sygnaturze SD 1/24, którą prowadził Jakub Iwaniec.

Game changer: postanowienie TK

I kiedy ekipie od sprawiedliwości „ad hoc” wydawało się, że sprawy są już opanowane, do gry wkroczył Trybunał Konstytucyjny, wydając postanowienie tymczasowe, zamrażające wszelkie działania Ministra Sprawiedliwości, polegające na ingerowaniu w pracę rzeczników dyscyplinarnych, w tym rzeczników ad hoc. Mówiąc łopatologicznie, w sprawie chodzi o zbadanie konstytucyjności tych regulacji, które pozwalają ministrowi sprawiedliwości na ręczne „mieszanie” przy pracy rzeczników. Teoretycznie, jeśli chodzi o deklaracje Bodnara, co do niezawisłości sędziowskiej, sprawa ta powinna być bliska jego sercu.

Postępowanie to zostało zainicjowane przez Krajową Radę Sądownictwa i to właśnie szefowa tego ciała, sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka poinformowała o decyzji TK w mediach społecznościowych.

Wobec takiej informacji sędzia Jakub Iwaniec nie pozostał bierny, kierując do Grzegorza Kasickiego za pośrednictwem maila wezwanie, by powstrzymał się od działań i zwrócił mu akta. Jako datę graniczną zwrotu Iwaniec określił 31 stycznia.

Cięta riposta Grzegorza Kasickiego

Kasicki w odpowiedzi w tonie zgryźliwej drwiny wyraził wątpliwość, czy autorem maila rzeczywiście jest Iwaniec, wobec – wg niego – szeregu uchynień prawnych w treści wiadomości. Rzecznik ad hoc zakwestionował uprawnienia TK do wydania zabezpieczenia w tej sprawie, skrytykował Iwańca za powoływanie się na media społecznościowe, a także stwierdził, że niezależnie od tego, czy takie orzeczenie zabezpieczające TK rzeczywiście zapadło, to i tak nie mogłoby uchylić zapadłych już zarządzeń.

Wymiana ta wyciekła do mediów za sprawą jednego z sędziów ze stowarzyszenia Iustitia, Bartłomieja Starosty.

Jakub Iwaniec nie uznaje miękkiej gry

Radio Wnet zapoznało się z kolejną odsłoną tej wymiany, tym razem dostarczoną już sędziemu Grzegorzowi Kasickiemu pismem do rąk włąsnych. W noszącym datę 30 stycznia pismie Jakub Iwaniec pisze, że „nie przyjmuje do wiadomości odpowiedzi z 27 stycznia na żądanie zwrotu akt sprawy SD 1/24”.

Informuję uprzejmie, że nie jest Pan władny do oceny co jest, a co nie jest orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, a co za tym idzie, nie może Pan ignorować postania tymczasowego TK w sprawie K 16/24. Wręcz przeciwnie, ma Pan obowiązek stosować się do tego orzeczenia, które zgodnie z art. 190 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej jest ostateczne i wiąże podmioty, do którego jest skierowane

– tłumaczy wadliwie powołanemu rzecznikowi legalny rzecznik.

Jak podkreśla Iwaniec, do takiego działania zobowiązuje Grzegorza Kasickiego przede wszystkim treść przyrzeczenia sędziowskiego, które swojego czasu składał.

Warszawski sędzia deklaruje, że zaniechanie zwrotu akt przez Kasickiego będzie skutkowało kontynuowaniem przez niego czynności wyjaśniających w sprawie, włącznie z czynnościami mającymi na celu odtworzenie akt.

Kierując się nadto koleżeńską-sędziowską troską o Pana przyszłość w wymiarze sprawiedliwości, poddaję pod Pana rozwagę zaniechanie pobierania dodatku funkcyjnego z tytułu bezprawnie wykonywanej funkcji rzecznika dyscyplinarnego Ministra Sprawiedliwości

– kończy swój kolejny list do sędziego Kasickiego Jakub Iwaniec.

Komentarz autora

Każdy miał kiedyś wątpliwą przyjemność zetknąć się w życiu z chuliganem. Elementarne doświadczenie uczy, że osoby takie rozumieją tylko język siły. Tego rodzaju sytuacje można przenosić na poziom mechanizmów państowych. I tak na arenie międzynarodowej takim chuliganem jest np. Rosja, która liczy się tylko z tymi, którzy potrafią jej dać „po mordzie”. Tak było na przykład, kiedy Turcja w 2015 r. strąciła rosyjski samolot. Było to pierwsze zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez państwo NATO od kilkudziesięciu lat. I co się stało? Nic. „Niedźwiedź” zrozumiał pokaz siły. III wojna światowa nie wybuchła.

Na naszym krajowym podwórku do tego grona należy niewątpliwie Adam Bodnar i jego nominaci. Wyczyniają niestworzone rzeczy. Jak na przykład kierują zawiadomienie o przestępstwie, którego nie ma. Bo przecież, przypomnijmy, siłowe wejście do KRS i zajęcie akt rzeczników dyscyplinarnych miało miejsce w toku śledztwa z zawiadomienia Grzegorza Kasickiego. Sędziego, który domagał się akt, nie będąc prawidłowo powołanym rzecznikiem ministra.

W ujawnionej korespondencji Grzegorz Kasicki obrusza się między innymi, że Jakub Iwaniec powołał się na wpis na portalu X. Faktycznie, to nie jest standardowa sytuacja. Ale dlaczego obrusza ona sędziego, który służy facetowi, który na podstawie świstka papieru, pozbawionego statusu prawnego, „zdjął” Prokuratora Krajowego? Chodzi o mitycznie „opinie” prawne, dotyczące stanu spoczynku Dariusza Barskiego. O ten kabaret Adama Bodnara. O dewastację państwa.

Za opiniami tymi nic nie stało, poza prawnikami trzeciego garnituru, którzy je napisali za pieniądze. W przypadku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, na które powołuje się Jakub Iwaniec jest inaczej. Sprawdziliśmy to u źródła – rzeczniczka prasowa TK potwierdziła nam, że zabezpieczenie, o którym pisała szefowa KRS, zostało wydane. Ono obowiązuje. To wynika z Konstytucji RP.

„Innymi słowy, oddawaj akta, pakuj mandżur, Panie Kasicki i wracaj do Szczecina” – tyle, jak się zdaje, mówi niedorzecznikowi sędzia Jakub Iwaniec. I bardzo słusznie. Wybrzmiewa w tym przede wszystkim prosty przekaz: nie boję się waszej przemocy i bezprawia. Oby jak najwięcej prawników, w tym tzw. neosędziów, wzięło go sobie do serc. Inaczej nic z Polski nie zostanie po działaniach „obrońców praworządności”.

Jakub Pilarek

Przeczytaj więcej

Lumina Metals i gorączka złota pod Nową Solą. Prof. Pieńkowski ostrzega przed „folderem reklamowym”
Lumina Metals i gorączka złota pod Nową Solą. Prof. Pieńkowski ostrzega przed „folderem reklamowym”
Czarnek: Afera Szpitala Południowego nie polega na wadach systemu. To złodziejstwo i oszustwo
Czarnek: Afera Szpitala Południowego nie polega na wadach systemu. To złodziejstwo i oszustwo
W Szpitalu Południowym był prywatny detoks dla polityków? „Przyjeżdżali odtruć się po alkoholu”
W Szpitalu Południowym był prywatny detoks dla polityków? „Przyjeżdżali odtruć się po alkoholu”