Demokraci zapętlili się w tym tożsamościowym szaleństwie. Nie wiadomo, ile jest tam tych płci i orientacji seksualnych, to podobno już dobija do sześćdziesiątki – mówi Paweł Burdzy, zastępca szefa placówki PISM w Waszyngtonie w kolejnej rozmowie z „Wieczorze wyborczym Radia Wnet”.
Jak podkreśla gość Krzysztofa Skowrońskiego, „Amerykanie po prostu nie chcą być różnicowani ze względu na płeć, na rasę, ze względu na narodowość. Oni są Amerykanami”.
Chcą być Amerykanami i chcą mieć zapewnione podstawowe rzeczy. To znaczy to, że mogą kupić podstawowe produkty w sklepach, to, że mogą mieć dom, mogą przynajmniej mieć marzenie o tym, że mogą mieć dom i to, że mogą mieć pracę, z której utrzymają rodzinę. To były elementy decydujące przy wyborach, a nie to, czy ktoś opowiedział o kimś innym, że jest Hitlerem – punktuje błędy demokratów Burdzy.







