Kpt. Józefa Gawłowicza uznać można bez cienia wątpliwości za weterana żeglugi nie tylko polskiej, ale i światowej. Zdają się to potwierdzać również same statystyki: 43 lata doświadczenia w zawodzie i brak wypadków lub jakkolwiek niebezpiecznych sytuacji zaowocowały reputacją tzw. „lucky captain”.
Kapitanem byłem 3 lata dłużej, niż kapitan Titanica i nikogo nie utopiłem, więc to uważam za swój życiowy sukces. Ponadto doszedłem do takiej perfekcji, że przez te 43 lata, manewrując, byłem „lucky captain”, pasażerowie bardzo chętnie u mnie pływali, a w czasie dobijania do kei szczęśliwie nie ukruszyłem nawet jednej cegiełki. Jest to rodzaj takiej dumy zawodowej nawigatora.
Co ciekawe, mało brakowało a kpt. Gawłowicz obrałby zupełnie inną ścieżkę zawodową – po skończeniu liceum aplikował bowiem na historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sytuację odmieniło przypadkowe spotkanie z człowiekiem o dużym doświadczeniu na morzu.




