Kolumbia walczy. Walczy z przemocą, z bezsensowną polityką ekonomiczną rządu prezydenta Ivána Duque, walczy także o bezpieczeństwo, o godność ludzką, o lepsze jutro dla wszystkich jej mieszkańców.
Strajk narodowy (el Paro Nacional), który wybuchł 28 kwietnia tego roku i trwa po dzień dzisiejszy, początkowo miał być protestem przeciwko reformie finansowej, dzięki której państwo miało otrzymać nowe fundusze na walkę ze skutkami ekonomicznymi pandemii CoVid-19. Reformie, która teoretycznie miała dotknąć jedynie lepiej zarabiające osoby, a która faktycznie dotykała również większą część społeczeństwa.
Odpowiedź ze strony rządu była jednak bardzo stanowcza i bardzo brutalna. Do pacyfikowania protestów w wielu miastach Kolumbii skierowano specjalne siły prewencji policji (Esmad), które brutalnie zaczęły rozprawiać się z protestującymi. Co więcej, nie obeszło się bez ofiar. Na dzień dzisiejszy mówi się o ponad 60 ofiarach śmiertelnych protestów, jednak organizacje broniące praw człowieka mówią, że jest to liczba zaniżona. Ponadto doliczyć należy kilkaset osób uznanych za zaginione i około 2000 rannych. Sporą część ofiar stanowią młodzi ludzie, walczący o lepsze jutro.
Należy bowiem wspomnieć, że choć rząd dość szybko wycofał się z reformy podatkowej, protesty nie ustały. Ponieważ Kolumbia walczy teraz także o wyższe cele. Kolumbia walczy z brutalnością policji. Kolumbia walczy o bezpieczeństwo i to nie tylko podczas protestów. Również i w życiu codziennym kraju i jego mieszkańców od kilkudziesięciu lat nękanych przez pseudo-lewicowych partyzantów i pseudo-prawicowe oddziały paramilitarne. Kolumbia walczy wreszcie o to, by jej obecni obywatele i przyszłe generacje mogły traktować ten kraj jako swój dom.



