Odpowiedzialnymi za dekadencję francuskiej gospodarki mieli być polski hydraulik i polski szofer. Pracownicy oddelegowani kłusują bowiem na francuskim rynku zatrudnienia i odbierają pracę francuskiemu robotnikowi. Oto przyczyna bezrobocia we Francji.
W jednej z moich Kronik w 2015 roku wyśmiałem te brednie. Uczyniłem to również w języku francuskim podczas spotkania publicznego z panem deputowanym europejskim, Bruno Le Maire’em. Jak pokazały jego późniejsze wypowiedzi, w sprawie szoferów nie zmienił on swojego stanowiska. Przeciwnie, nadymał swój balon z całych sił, chciał nim zalecieć daleko i wysoko. I stało się. Wylądował w fotelu ministra gospodarki. Prezydent Macron zakrzątnął się, żeby rozwinąć tezę o szkodliwości pracowników oddelegowanych. Powołał nawet konferencję europejską w tej sprawie.
Centrala związkowa powołana statutowo do ochrony praw pracowniczych, między innymi szoferów, wydała komunikat, stwierdzając oficjalnie, że polscy transportowcy nie mają żadnego wpływu na stan zatrudnienia szoferów francuskich. Balon ministra i prezydenta pękł. Najgorsze miało dopiero nadejść.
Miliarderzy mieli obiecane przez prezydenta Macrona, że ich majątków się nie ruszy. Niedarmo zrobili składkę na jego kampanię wyborczą. Tymczasem obecnie, po pół roku zaledwie, sytuacja przedstawia się jak w słynnej odpowiedzi Radia Erewań na temat rozdawania samochodów na placu Czerwonym w Moskwie. [related id=43313]


