– Te obrazy wciąż mam w pamięci. Ośmiu nauczycieli ugotowali żywcem, a ludziom z wioski kazali zjeść ciała. Wiesz, ci rebelianci to byli młodzi chłopcy – te słowa Brendy Aligi, ocalonej z masakry w Ugandzie, mogą służyć za wstęp do dramatycznej historii, która działa się jeszcze w 2007 roku, a w części regionu trwa nadal. Jednak najgorsze jest spustoszenie w umysłach i sercach tego narodu.
O tej tragedii, jej historii oraz politycznym zabarwieniu opowiadał w naszym studiu ks. David Okullu, proboszcz parafii w Pabo, gdzie w czasie rebelii w Ugandzie mieścił się największy obóz przesiedleńczy stworzony przez rząd dla Aczoli.
Jak mówi ksiądz, przed wojną ludzie ufali sobie nawzajem i byli ze sobą solidarni. Ich kręgosłup moralny został złamany przez działania rebeliantów oraz rządu Ugandy – szerzy się prostytucja, kradzieże, jest bardzo dużo samobójstw.




