Zbigniew Stefanik
Do i o Polonii słów kilka
Wizyta urzędującego w Stanach Zjednoczonych Ameryki prezydenta Donalda Trumpa wywołała w Polsce powszechny entuzjazm. Zdaje się również, że znacząca część Polonii (nie tylko tej amerykańskiej) ten entuzjazm podzielała. Wiele mówiono w polskich mediach o tym, że Donald Trump oddal hołd Polakom, polskiej historii oraz trudnemu polskiemu marszowi ku wolności i niepodległości. Jednak jeden element związany z wizytą Donalda Trumpa w Rzeczpospolitej pozostał (jak może się zdawać) w dużej mierze niezauważony przez przeważającą większość środków masowego przekazu.
Amerykański prezydent będąc z wizytą w Warszawie podkreślił kilkakrotnie, iż wielu Polaków oddało na niego głos w zeszłorocznych wyborach prezydenckich. Trump dał wyraźnie do zrozumienia, że jego obecność w Polsce jest związana z tym, iż „Poloamerykanie” masowo udzielają mu swojego poparcia.
W każdej wizycie głowy państwa czy też spotkaniach międzynarodowych głów państw można wyodrębnić dwie sfery składających się na nie elementów. Z jednej strony jest to, co należy do protokołu dyplomatycznego, dobrego tonu i niepisanych reguł; z drugiej to, co można nazwać konkretnym efektem danego spotkania. A więc wizyta Donalda Trumpa uczy nas jednej bardzo istotnej rzeczy: Polonia amerykańska jako taka stanowi istotną grupę, z którą liczy się amerykański prezydent.
To oznacza z kolei, że „Poloamerykanie” mają realną możliwość odziaływania na amerykańskiego prezydenta. Tego zaś bezpośrednią konsekwencją jest możliwość oddziaływania na decyzje głowy północnoamerykańskiego państwa. Krótko mówiąc, zdaje się, że Polonia w Stanach Zjednoczonych to siła, z którą liczą się rządzący w tym kraju. To bardzo duży atut Polski, polskiego państwa i jego rządzących, albowiem amerykańska Polonia może wspomóc polski rząd w realizacji strategicznych celów Rzeczpospolitej przez lobbowanie w USA na rzecz Polski i jej bezpieczeństwa. Niestety w krajach Europy Zachodniej sytuacja wygląda diametralnie inaczej…




