Gościem Witolda Gadowskiego był Jerzy Gwiżdż, świadek i bezpośredni uczestnik polskiej transformacji. Przed laty był szefem sztabu wyborczego Lecha Wałęsy, posłem, a nawet szefem klubu poselskiego BBWR, przewodniczącym Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. W latach 1990-94 był prezydentem Nowego Sącza. Od 12 lat jest wiceprezydentem tego miasta.
Zapytany o swoją dawną bliską współpracę z Lechem Wałęsą, odpowiedział, że „nigdy nie wstawał po przespanej nocy z myślą o Lechu Wałęsie”. Uważa, że jest to postać bardzo skomplikowana, ale, jak twierdzi, „zawsze, tak jak u św. Pawła, liczy się bilans”. Trzeba uwzględnić wszystkie plusy i minusy i zobaczyć, co z tego zostanie. Najlepiej, jego zdaniem, aby oceną tej postaci zajęli się historycy, a nie współcześni. Jak powiedział, taka jest nasza Polska, że wszyscy mamy do wszystkich pretensje i tym żyjemy. Witold Gadowski wyraził uznanie dla dyplomatycznej zręczności swojego rozmówcy w wybrnięciu z tematu.
Odpowiadając na pytanie o władanie Nowym Sączem, Jerzy Gwiżdż podkreślił, że nie można mówić o „władaniu” miastem – to jest „współwładza”, którą dzierży z jego obecnym prezydentem Nowakiem. Współpraca trwa od 12 lat, co samo w sobie jest świadectwem jej jakości. Natomiast przypomniał, że był prezydentem Nowego Sącza w niezwykle ważnych dla Polski latach, bezpośrednio po „upadku komuny”, i jak mówi, satysfakcji z tej pracy w tym czasie „nikt mi nie zabierze”.
Miasto ma duże osiągnięcia. Bezrobocie w Nowym Sączu wynosi zaledwie 4,5%. Niedaleki Żywiec ma wprawdzie 4%, ale tam, jak przypomniał rozmówca Witolda Gadowskiego, „jest piwo”.



