[related id=”33554″] Na początku lipca br. Agencja Reutera poinformowała, że na Krym trafiły dwie turbiny niemieckiego Siemensa, które przyjechały do Rosji i miały zostać wykorzystane w elektrowni w Sewastopolu, a w ostateczności wylądowały na terytoriach okupowanych, to jest na Krymie.
Reuters ujawnił nawet ich symbole, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, bo Siemens nie za bardzo chciał się przyznać do dostarczenia tam turbin, bowiem oznaczałoby to, że złamał unijne sankcje nałożone na Rosję za aneksję Krymu. Po kilku dniach okazało się, że trafiły tam kolejne dwie turbiny Siemensa, co też potwierdzili Niemcy. Firma ostatecznie zainicjowała przeprowadzenie dochodzenia i skierowała sprawę do rosyjskiego sądu arbitrażowego w Moskwie. Zapowiedziała również, że zablokuje możliwość dostaw sprzętu na okupowany Krym i będzie się domagała zwrotu sprzętu już tam dostarczonego. Co ciekawe, pozwy Siemens skierował do trzech rosyjskich firm, wśród których jedna jest określana jako wspólne przedsiębiorstwo Siemensa i firmy rosyjskiej, jednak wcześniej Siemens stwierdził, że nic nie wie na ten temat.
Wczoraj Siemens poinformował, że w wyniku całej tej operacji stracił ok. 100-200 mln euro, i podkreślił, że kontrakt przewidywał dostarczenie turbin na terytorium Federacji Rosyjskiej do elektrowni na półwyspie Tamań. Swoją drogą elektrownia ta miała dostarczać prąd na tereny okupowanego Krymu. Siemens twierdzi, że pozbędzie się udziałów w rosyjskiej spółce, a także wstrzyma wszelkie dostawy sprzętu.
Przypomniał, że zaledwie dwa dni temu nowe sankcje na Rosję podpisał Donald Trump, a szef Komisji Europejskiej już zaznaczył, że Unia może na nie odpowiedzieć, jeśli naruszą one interesy firm europejskich. Przypomniał, że Rosja nie jest w Unii Europejskiej, ale jak widać na przykładzie sprzedaży turbin, są w Unii firmy zainteresowane interesami z Rosją.



