Jolanta Hajdasz
Kilka dni temu, późny wieczór i sms, którego już pierwsze zdanie stawia mnie na równe nogi: „Pani Jolu! Mam wezwanie do stawienia się na przesłuchanie w IPN na najbliższy piątek”.
Wiadomość przysłała dr Małgorzata Kulesza-Kiczka. To ta lekarka, która widziała blizny na plecach abpa Antoniego Baraniaka, sekretarza prymasów Hlonda i Wyszyńskiego, więzionego i torturowanego na Rakowieckiej w Warszawie przez ponad 2 lata. Blizny, które, jak sam powiedział badającym go kilka tygodni przed śmiercią lekarkom, były „pamiątką po pobycie w więzieniu”. [related id=1197]
A więc jednak może jest szansa na wznowienie śledztwa w sprawie jego prześladowania fizycznego i psychicznego? – to moja pierwsza refleksja i najważniejsze pytanie, na które do tej pory odpowiadałam sobie negatywnie. Chodzi o śledztwo, które Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, czyli pion śledczy IPN, umorzyła w 2011 r. m.in. z braku dowodów.
Tymczasem od 6 lat rejestruję te dowody, czyli relacje świadków, w filmach dokumentalnych, ale póki co, żaden z nich nie był wystarczającym powodem do wznowienia tego śledztwa, choć żyło jeszcze pięciu oprawców abpa Baraniaka, którzy powinni za swoje czyny odpowiedzieć przed niezawisłym sądem.
Czyżby coś się zmieniło? Oby wreszcie tak.




