Wczesną wiosną 2012 roku grupa zdeterminowanych podwykonawców rozpoczęła protest pod siedzibą Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) w Warszawie. Wówczas zainteresował się tą sprawą jeden z członków sejmowej komisji infrastruktury z ramienia PiS, z którym aktualny szef ministerstwa infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk pojechał, aby udzielić wsparcia protestującym.
– Zobaczyłem grupę biednych, oszukanych, zbankrutowanych w wielu przypadkach osób z wypisanymi na dyktach hasłami, z którymi nikt nie chciał wcześniej rozmawiać – wspomina aktualny minister infrastruktury. Podkreślił, że ludzie ci często zadłużyli się na poczet wykonywanych robót w „obszarze państwowym”, czyli tam, gdzie państwo budowało drogi. Zauważył, że nie byli to „potentaci z rynku”, ale małe firmy, często kilkuosobowe.
– Gdy zaczęliśmy to analizować, okazało się, że mamy do czynienia z dramatyczną sytuacją kilkuset firm podwykonawczych w Polsce – powiedział minister Adamczyk. Sytuacja ta doprowadziła wielu podwykonawców do samobójstw i bezpośrednio związana była z brakiem zapłaty za wykonane roboty.
Inwestor (państwo polskie – przyp.red.) nie wprowadził wówczas żadnych mechanizmów, które zabezpieczałyby wykonawców – powiedział gość Poranka Wnet, który pochwalił się, że dzisiaj sytuacja taka nie będzie miała miejsca ze względu na konstrukcję umów z głównymi wykonawcami.



