Ani guzika
albo o rzekomych uchodźcach
W Polsce nigdy nie było żadnego problemu z przyjmowaniem imigrantów. Dowodem na to jest podejście do Wietnamczyków, a w moim mieście – do Ukraińców czy nawet Chińczyków (których obecność bardzo mnie zaskakuje).
Nikt też (a przynajmniej ja) nie oczekuje, że ci prawdziwi imigranci będą się „integrować”; niech kwitnie tysiąc kwiatów – różnorodność jest piękna i wystarczy, że zachowują się normalnie, według własnych i naszych standardów. Standardów powszechnych.
Inaczej jest z nachodźcami muzułmańskimi. Raz, że ludzie ci bynajmniej nie przyjeżdżają do Polski, a (na ogół) do Niemiec i zatrzymanie ich w Polsce wymagałoby stosowania wobec nich przymusu, zamknięcia, skoncentrowania w obozach. N’est-ce pas?
Gdybyśmy byli tak głupi i ich przyjęli, to za 10, 20 lat nikt już nie będzie pamiętał, od czego się to zaczęło… A konkretnie zaczęło się od szantażu Niemiec. Tak, że: dzięki, ale nie. Mamy swoje życie i chcemy je zachować. Zachowamy też twarz. A najlepsze tradycje koncentrowania ludzi w obozach mają Niemcy.



