-W PRL-u oskarżono mnie o obalenie przemocą ustroju komunistycznego, za co kilka lat spędziłem w więzieniu, a w czasach III RP zostałem oskarżony o ciężkie przestępstwa, kradzież grosza publicznego – powiedział Romuald Szeremietiew w rozmowie z Witoldem Gadowskim w Poranku Wnet.
Przypomnijmy w lipcu 2001 r. „Rzeczpospolita” napisała, że asystent Szeremietiewa Zbigniew Farmus żądał od firm zbrojeniowych łapówek w imieniu szefa, który miał także bezprawnie dopuścić go do tajnych materiałów. Pisano też, że Szeremietiew wydawał więcej niż zarabiał; kupił m.in. okazały dom pod Warszawą. Szeremietiew – wówczas wiceminister obrony w rządzie Jerzego Buzka – zaprzeczył zarzutom. Po publikacji został zawieszony, a potem odwołany z MON na wniosek ówczesnego szefa resortu Bronisława Komorowskiego. W marcu tego roku Szeremietiew zarzucił Komorowskiemu, że zlecił on wtedy WSI jego inwigilację. Komorowski replikował, że to normalna rzecz, iż kontrwywiad „osłania” wielkie, wielomiliardowe przetargi, poddając szczególnej kontroli ludzi, którzy je organizują. Szeremietiew został oczyszczony przed sądem ze wszystkich zarzutów, a pikanterii sprawie dodaje fakt, że wezwany na przesłuchanie ówczesny prezydent Bronisław Komorowski skorzystał z prawa i uchylił się od składania zeznań.
– Byłem wtedy sekretarzem stanu w ministerstwie obrony narodowej i oskarżono mnie o to, że co najmniej toleruję korupcję i dysponuję majątkiem, z którego nie jestem w stanie się wytłumaczyć – powiedział gość Poranka Wnet. Przypomniał, że autorami owych rewelacji była „pewna para dziennikarska „: Bertold Kittel i Anna Marszałek.



