Zanim napiszemy nową konstytucję (4)
Siedemnaście złotych. Tyle kosztowało mnie dziś starcie z biurokracją powiatową. Sympatyczny urzędnik zapewnił, że do sprzedaży działki naprawdę nie potrzebuję zaświadczenia o urządzaniu lasów. Na tej działce nie ma ani metra kwadratowego lasu i nie przylega do Lasów Państwowych. Ponieważ naprawdę nie potrzebowałem tego zaświadczenia, ale bez niego jej nie sprzedam, w niecały kwadrans za cenę siedemnastu złotych uzyskałem stosowny dokument i zadowolony wyszedłem ze starostwa.
Niesiony falą sukcesu, poszedłem wprost do Urzędu Skarbowego. Tu uzyskałem kolejne zaświadczenie, że zgodnie z przywołanym przez rejenta przepisem obowiązującej ustawy, zostałem kilka lat temu zwolniony z podatku od darowizny. I znowu kosztowało mnie to siedemnaście złotych. Zastanawiałem się przez chwilę, czy nie potrzebuję zaświadczenia o prawdziwości mojej tożsamości, bo dowód może nie wystarczyć, ale notariusz rozwiał mój niepokój. Odetchnąłem swobodnie.
Tak właśnie działa biurokracja. Aha, przy okazji pobytu w Urzędzie Skarbowym załatwiłem drobną sprawę dla znajomego. Ani mi on brat, ani swat, w związku z czym za pełnomocnictwo z jego sfałszowanym podpisem (proszę to jakoś załatwić, powiedziała przesympatyczna urzędniczka), zapłaciłem kolejne siedemnaście złotych. Sam przejazd autobusem w obie strony kosztowałby go co najmniej pięćdziesiąt, zatem jesteśmy do przodu.
Tak właśnie działa biurokracja. Zatem zanim zaczniemy pisać nową konstytucję i wejdziemy w bitwę na noże o brzmienie preambuły, przyjrzyjmy się jeszcze raz zjawisku o nazwie BIUROKRACJA.[related id=21180]



