Teraz na antenie:
Radio Wnet
Wiadomości

Pitbull porwał PGE Narodowy. Deszcz nie przeszkodził w rozkręceniu imprezy

Deszcz nie był w stanie zepsuć wieczoru fanom Pitbulla. Amerykański artysta udowodnił na PGE Narodowym, że jego koncerty mają przede wszystkim przynosić dobrą zabawę. Tysiace ludzi śpiewało największe hity, a "łyse czepki" po raz kolejny stały się symbolem wydarzenia.
Pitbull porwał PGE Narodowy. Deszcz nie przeszkodził w rozkręceniu imprezy

Pitbull / fot. X_asmiasmina874

Powrót Pitbulla

Warszawski koncert był częścią trasy „I’m back” (tłum. jestem z powrotem), z którą Pitbull wrócił na największe światowe sceny. Jego najpopularniejsze piosenki powstały kilkanaście lat temu, ale wciąż robią furorę. Na Narodowym bawili zarówno starsi fani, jak i młodsi, którzy na nowo odkrywają muzykę Pitbulla.

Deszcz nie zatrzymał wielkiej imprezy

Czwartkowy wieczór w Warszawie upłynął pod znakiem intensywnego deszczu. Dach stadionu był otwarty, z powodów bezpieczeństwa, więc zaczęły tworzyć się ogromne kałuże, a woda zalegała nawet na wysuniętym wybiegu sceny. Mimo tego publiczność nie śmiała rezygnować z zabawy. W pelerynach przeciwdeszczowych, kurtkach, a nawet kaloszach fani przez cały koncert tańczyli i śpiewali wszystkie utwory.

Pitbull docenił zaangażowanie fanów wielokrotnie dziękując im za przybycie. Zwracał się po polsku, wznosił toast słowami „na zdrowie” i podkreślał, że pogoda nie może im przeszkodzić w tym wyjątkowym wyborze.

Największe hity artysty

Artysta przede wszystkim zagrał największe hity. Rozpoczął koncert od piosenki „Don’t stop the party” zaczynając półtoragodzinną imprezę. Publiczność natychmiast zaczęła się bawić. Fani usłyszeli również „International love”, „Rain over me”, „Fireball” oraz finałowe „Give Me Everything”.

Pitbull z tancerkami narzucali tempo, które nie spadało. Każdy kolejny utwór zamieniał stadion w klub, gdzie tysiące osób, wypełniające cały stadion, śpiewało i tańczyło w tłumie.

Łyse czepki znów skradły show

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów koncertu byli sami fani. Na stadionie dominowały białe koszule z czarnymi marynarkami, czarne krawaty, ciemne okulary i czepki imitujące łysinę. Przebranie stało się znakiem rozpoznawalnym koncertów Pitbulla na całym świecie. Moda na przebranie „na Pitbulla” narodziła się w mediach społecznościowych, skąd szybko rozniosła się po świecie.

Jakiś czas temu w Londynie fani pokazali jak silną stanowią społeczność. Na festiwalu BST Hyde Park fani ustanowili rekord Guinnessa. Ponad 22 tysiące osób pojawiło się w charakterystycznym przebraniu. Przeliczenie osób pozwoliło ustalić, że został pobity rekord Guinnessa za największe zgromadzenie osób przebranych w ten sposób.

Pomysł pobicia rekordu narodził się rok wcześniej i szybko zdobył poparcie fanów, jak i samego muzyka.

Stadion Narodowy / fot. X_deireadhf0mhair

Nie tylko muzyka Pitbulla

Wieczór rozpoczął Lil Jon- producent i raper, który dawno temu odebrał ważną rolę w rozwoju kariery Pitbulla. Jego występ przed głównym artystą skutecznie przygotował publiczność do zabawy.

Podczas występu nie zabrakło utworów innych artystów. Ze sceny wybrzmiały największe hity takich wykonawców jak Guns N’ Roses, Europe, The White Stripes. Publiczność bez wahania dołączyła do zabawy.

Fenomen, który trwa

Artysta zagrał w Polsce w 2025r. w Krakowie, czyli 13 lat po ostatnim koncercie. Fani długo prosili, by wrócił do Polski, organizując w 2024r. akcję w mediach społecznościowych pod tytułem „Pitbull come to Poland” (tłum. Pitbull przyjedź do Polski). Wokalista twierdził, że widział te komentarze, stąd jego ostatnie wizyty w Polsce.

Pitbull wypełnia stadiony na całym świecie, a jego koncerty przyciągają fanów w różnym wieku. Warszawski występ pokazał, że jego fenomen nie słabnie.

Przeczytaj więcej

Polska może odzyskać pozycję lidera regionu? Eksperci wskazują, co powinno być priorytetem
Polska może odzyskać pozycję lidera regionu? Eksperci wskazują, co powinno być priorytetem
Skandal wokół Nigela Farage’a i pojedynczy pojedynki z „człowiekiem-koszem”
Skandal wokół Nigela Farage’a i pojedynczy pojedynki z „człowiekiem-koszem”
Spór o SAFE trwa. Gra toczy się o miliardy euro
Spór o SAFE trwa. Gra toczy się o miliardy euro