Analizy prezentowane w niemieckich mediach gospodarczych, m.in. Handelsblatt i Automobilwoche, wskazują, że scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się zupełnie nieprawdopodobny, staje się realny. Tysiące miejsc pracy są zagrożone, nad fabrykami wiszą czarne chmury, a wokół jednej z nich wybuchł spór, który wykracza daleko poza biznes. W grę wchodzą wielkie pieniądze, polityka i wpływy zagranicznych inwestorów.
Bolesna restrukturyzacja
Według zapowiedzi zarządu koncernu i informacji przekazywanych przez media, cięcia mogą objąć nawet dziesiątki tysięcy pracowników, a część niemieckich zakładów produkcyjnych może zostać zamknięta. Jeszcze do niedawna Volkswagen ograniczał zatrudnienie stopniowo – np. nie zastępował pracowników odchodzących na emeryturę. Teraz jednak sytuacja jest na tyle poważna, że firma rozważa znacznie bardziej radykalne kroki.
Największe emocje budzi przyszłość fabryki w Osnabrück. To zakład o dużym znaczeniu dla Dolnej Saksonii, która posiada około 20 proc. udziałów w Volkswagenie i od lat odgrywa ważną rolę w zarządzaniu koncernem. Dla lokalnych władz utrata fabryki oznaczałaby nie tylko tysiące zwolnień, ale także poważny cios dla regionalnej gospodarki.
W poszukiwaniu ratunku pojawił się nietypowy pomysł. Jak informowały niemieckie media branżowe, rozważano możliwość wykorzystania zakładu do produkcji sprzętu wojskowego we współpracy z izraelską firmą Rafael Advanced Defense Systems. Taki scenariusz wpisywałby się również w szerszy plan zwiększania zdolności obronnych Niemiec po rosyjskiej agresji na Ukrainę.




