Na Dolnym Śląsku wrze. Trwający remont zapory Pilchowice i gwałtowne spuszczenie wody ze zbiornika doprowadziły do dramatycznych scen – z rzeki wyłowiono tony śniętych ryb, a wojewoda dolnośląska wprowadziła restrykcyjne zakazy. Podczas gdy ekolodzy i wędkarze mówią o rzezi, lokalne władze przypominają o dramacie tysięcy ludzi, którzy od lat drżą przed wielką wodą.
Ludzie kontra ryby
Spuszczenie wody z jeziora odsłoniło ponury widok, a media natychmiast obiegły zdjęcia martwych ryb na mulistym dnie. Burmistrz miasta i gminy Wleń, Artur Zych, studzi jednak emocje i apeluje o zdroworozsądkowe spojrzenie na cały problem. Samorządowiec stawia sprawę na ostrzu noża i pyta o nadrzędne wartości w zarządzaniu kryzysowym.
– Za parę lat nikt nie będzie chciał realizować takich zadań, bo każdy będzie się bał odpowiedzialności i medialnego linczu – ocenił Artur Zych.
Włodarz gminy przypomina, że alternatywa dla przeprowadzenia niezbędnych prac była przerażająca. Powstrzymanie inwestycji mogło doprowadzić do katastrofalnego scenariusza w niedalekiej przyszłości.




