Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Śnięte ryby i walka z czasem. Zapora Pilchowice w remoncie, a w tle gigantyczna awantura

„Gdyby ta zapora runęła, nikt dzisiaj nie pamiętałby o rybach” – mówi twardo Artur Zych. Trwający remont zapory Pilchowice wywołał falę oburzenia z powodu katastrofy ekologicznej na rzece Bóbr, jednak burmistrz Wlenia przypomina krytykom, co naprawdę ocalało dzięki tej trudnej inwestycji.
Śnięte ryby i walka z czasem. Zapora Pilchowice w remoncie, a w tle gigantyczna awantura

fot. Burmistrz miasta i gminy Wleń Artur Zych

Na Dolnym Śląsku wrze. Trwający remont zapory Pilchowice i gwałtowne spuszczenie wody ze zbiornika doprowadziły do dramatycznych scen – z rzeki wyłowiono tony śniętych ryb, a wojewoda dolnośląska wprowadziła restrykcyjne zakazy. Podczas gdy ekolodzy i wędkarze mówią o rzezi, lokalne władze przypominają o dramacie tysięcy ludzi, którzy od lat drżą przed wielką wodą.

Ludzie kontra ryby

Spuszczenie wody z jeziora odsłoniło ponury widok, a media natychmiast obiegły zdjęcia martwych ryb na mulistym dnie. Burmistrz miasta i gminy Wleń, Artur Zych, studzi jednak emocje i apeluje o zdroworozsądkowe spojrzenie na cały problem. Samorządowiec stawia sprawę na ostrzu noża i pyta o nadrzędne wartości w zarządzaniu kryzysowym.

– Za parę lat nikt nie będzie chciał realizować takich zadań, bo każdy będzie się bał odpowiedzialności i medialnego linczu – ocenił Artur Zych.

Włodarz gminy przypomina, że alternatywa dla przeprowadzenia niezbędnych prac była przerażająca. Powstrzymanie inwestycji mogło doprowadzić do katastrofalnego scenariusza w niedalekiej przyszłości.

– Co w tym przypadku jest priorytetem? Gdyby ten remont nie został wykonany, za kilka lat mogłaby nastąpić katastrofa, w której zginęłyby setki, a może tysiące ludzi – dodał Zych.

Zapora musiała przejść remont

Stuletnia konstrukcja w Pilchowicach od dawna wymagała gruntownej modernizacji, a ostatnia powódź z 2024 roku obnażyła wszystkie słabe punkty systemu. Robotnicy muszą teraz wymienić przestarzałe, nigdy nienaprawiane urządzenia przepuszczające wodę oraz usunąć nieszczelności. Inwestor, firma Tauron, dąży do tego, aby zapora wytrzymała uderzenie każdej, nawet największej fali powodziowej.

– Naszym najważniejszym celem jest uchronienie ludzi przed kolejnymi powodziami, zabezpieczenie ich życia i zdrowia, by zapora była bezpiecznym miejscem – zadeklarował Artur Zych.

Lekcja z powodzi 2024

Dla mieszkańców Wlenia temat bezpieczeństwa tamy to nie są teoretyczne rozważania akademickie, ale bolesne wspomnienia. Burmistrz doskonale pamięta chwile grozy, gdy przez media społecznościowe przetoczyła się fala paniki wywołana plotką o uszkodzeniu gigantycznej konstrukcji.

– Przeżyłem potworną panikę, która wynikła z fałszywej informacji o pękaniu tamy – wspomina burmistrz.

– Siedziałem w ratuszu o wpół do drugiej w nocy, a rynek był pełen przerażonych ludzi, których musiałem osobiście uspokajać – dodał Artur Zych.

Właśnie dlatego modernizacja musi pójść o krok dalej. Plan zakłada m.in. zwiększenie przepustowości całego systemu o dodatkowe 180 metrów sześciennych na sekundę, co pozwoli na płynne sterowanie falą powodziową. Ta rewolucyjna zmiana, kosztująca około 25 milionów złotych, może ostatecznie zabezpieczyć tysiące rodzin mieszkających poniżej zapory.

Woda w kranach bezpieczna

Sytuacja po zrzucie wody uderzyła rykoszetem w lokalną społeczność, prowokując liczne plotki o zatruciu ujęć pitnych. Służby wojewody wydały prewencyjne zakazy zbliżania się do rzeki Bóbr, zakazując kąpieli, pojenia zwierząt oraz wędkowania. Włodarz Wlenia stanowczo uspokaja jednak wszystkich mieszkańców w kwestii ich codziennego bezpieczeństwa.

– Woda pitna w naszym systemie wodociągowym jest w stu procentach bezpieczna i tu nic złego się nie dzieje – zapewnił Artur Zych.

Gmina na własną rękę zleciła niezależne badania fizykochemiczne wody, obawiając się przede wszystkim polifenoli i metali ciężkich, które przez lata mogły odkładać się w namułach z dawnych zakładów przemysłowych. Pierwsze analizy przynoszą jednak dobre wieści. Najbardziej toksyczne związki chemiczne nie zagrażają mieszkańcom.

Czekamy na wyrok ekspertów

Choć katastrofa ekologiczna Bóbr budzi ogromne emocje, burmistrz Wlenia odmawia uczestnictwa w medialnym sądzie kapturowym. Sprawą zajęła się już prokuratura, a samorząd domaga się rzetelnych, naukowych ekspertyz zamiast przedwczesnego wskazywania rzekomych winnych palcem.

– Nie chcę ferować wyroków i wskazywać winnych palcem, dopóki nie zobaczę oficjalnego raportu przygotowanego przez specjalistów – zaznaczył burmistrz.

Zdaniem włodarza, rzeka powoli wraca do życia, o czym świadczą m.in. obserwacje lokalnych wędkarzy. Delikatne pstrągi żerują normalnie, a bobry nadal bytują w swoich żeremiach, co pokazuje, że natura radzi sobie znacznie lepiej, niż przedstawiają to alarmujące nagłówki.

WSPIERAJ NAS NA PATRONITE!

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Piotr Matczuk alarmuje: „Do końca dekady Polska może zostać rozebrana”
Piotr Matczuk alarmuje: „Do końca dekady Polska może zostać rozebrana”
Gorzkie słowa Jacka Skały. Szef związku zawodowego o lekceważeniu święta prokuratury
Gorzkie słowa Jacka Skały. Szef związku zawodowego o lekceważeniu święta prokuratury
Kraskowski oskarża partnera żony. „To była bezwzględna prowokacja”
Kraskowski oskarża partnera żony. „To była bezwzględna prowokacja”