Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Kraskowski oskarża partnera żony. „To była bezwzględna prowokacja”

– Oni byli głęboko przekonani, że ścigają uzbrojonego i skrajnie niebezpiecznego człowieka – relacjonuje w Radiu Wnet dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski. Publicysta, który tydzień temu opuścił areszt, w szczerym wywiadzie odsłania kulisy dramatycznego zatrzymania i wskazuje osobę, która jego zdaniem uknuła spisek, by zniszczyć jego życie.
Kraskowski oskarża partnera żony. „To była bezwzględna prowokacja”

Leszek Kraskowski, fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

Zaledwie tydzień po opuszczeniu murów aresztu śledczego znany publicysta i dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski postanowił ujawnić kulisy sprawy, która wstrząsnęła mediami. Dziennikarz został zatrzymany w wyniku spektakularnej akcji policji pod zarzutem kierowania gróźb karalnych pod adresem komendanta policji w Piasecznie. Dziś Kraskowski twierdzi, że padł ofiarą skomplikowanej mistyfikacji, a prawdziwego sprawcę zdołał namierzyć całkowicie na własną rękę.

Prywatne śledztwo dziennikarza

W ocenie dziennikarza organy ścigania wykazały się w tej sprawie całkowitą bezczynnością. Publicysta twierdzi, że wykonał pracę, którą od samego początku powinny zająć się powołane do tego służby państwowe.

– Przez te siedem dni zrobiłem to, czego nie zrobiły służby specjalne, prokuratura i policja – twierdzi Leszek Kraskowski.

Zdaniem publicysty zebrane przez niego dowody z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wskazują na konkretną osobę. Jako rzekomego autora gróźb Kraskowski wskazuje Pawła Kunca, którego wprost określa mianem „mitomana i podróżnika”, brylującego w przeszłości w mediach głównego nurtu. To właśnie Kunc, według relacji dziennikarza, miał stać za wysłaniem drastycznego maila, który uruchomił policyjną machinę.

– Sprawcą według mnie na 99 procent jest Paweł Kunc – oskarża Leszek Kraskowski.

Przerażające kulisy policyjnej obławy

Dziennikarz śledczy zwraca uwagę na treść wiadomości, która stała się podstawą jego zatrzymania. Prokuratura do tej pory nie zdecydowała się na opublikowanie tego dokumentu. Zdaniem Kraskowskiego mail ten zawierał nie tylko ordynarne wulgaryzmy i groźby śmierci pod adresem komendanta policji w Piasecznie Macieja Cepieli, ale również zapowiedź samobójstwa samego Kraskowskiego.

– W tym mailu było napisane, że jadę zabić komendanta policji w Piasecznie i przy okazji będę usuwać wszystkich tych, którzy mi staną na drodze, a następnie popełnię samobójstwo – relacjonuje Leszek Kraskowski.

W ocenie dziennikarza styl i treść wiadomości wskazują na to, że jej autor może borykać się z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Nic więc dziwnego, że piaseczyńska policja potraktowała sprawę priorytetowo. Funkcjonariusze ruszyli w pościg za Kraskowskim czterema radiowozami, będąc przekonanymi, że ścigają niebezpiecznego, uzbrojonego desperata.

– Oni byli przekonani, że ścigają groźnego świra uzbrojonego w broń ostrą – zaznacza Leszek Kraskowski.

Dziennikarz ma ogromny żal do prowadzącej sprawę prokurator o to, że odmówiła przesłuchania go w charakterze świadka, co umożliwiłoby mu natychmiastową pomoc w śledztwie bez konieczności osadzania go w areszcie.

Nóż na gardle i alibi

Kluczem do powiązania rzekomego sprawcy z wysłaniem maila ma być zdarzenie z 22 maja. Kraskowski twierdzi, że został wtedy fizycznie zaatakowany przez wspomnianego Pawła Kunca, który miał mu grozić śmiercią przy użyciu niebezpiecznego narzędzia.

– On mi przytykał nóż do gardła i powiedział, że jeżeli nie zostawię w spokoju Giertycha i Pińskiego i nie wyjadę za granicę, to mnie dojedzie – wyznaje Leszek Kraskowski.

Służby początkowo odrzuciły te podejrzenia, wskazując, że Paweł Kunc posiada rzekomo niepodważalne alibi. W momencie zakładania konta mailowego na szyfrowanej platformie Proton, z którego wysłano groźby, podejrzewany mężczyzna znajdował się na pokładzie samolotu lecącego do Tajlandii. Dziennikarz śledczy zwraca jednak uwagę na istotny szczegół, który prokuratura mogła przeoczyć.

– Ludzie, którzy podróżują tymi liniami z Warszawy do Tajlandii, mówią, że na pokładzie tego samolotu jest normalnie internet – argumentuje Leszek Kraskowski.

Dramat w cieniu rodziny

Sprawa ma jednak znacznie głębszy i niezwykle bolesny wymiar osobisty. Kraskowski alarmuje, że jego przeciwnik zamieszkał w jego domu i przebywa tam wspólnie z jego obecną żoną. Kobieta od lat znajduje się, jak twierdzi gość Radia Wnet, pod specjalistyczną opieką psychiatryczną, co zdaniem dziennikarza mogło zostać bezwzględnie wykorzystane. Publicysta porównuje zachowanie mężczyzny do metod legendarnego oszusta matrymonialnego o pseudonimie „Tulipan”.

Co więcej, dziennikarz twierdzi, że z wnętrza jego domu są obecnie wynoszone prywatne przedmioty, które mają posłużyć do zdyskredytowania go w oczach opinii publicznej. Kunc miał m.in. opublikować w mediach społecznościowych informację o znalezieniu u Kraskowskiego płyty z neonazistowskimi piosenkami. Dziennikarz tłumaczy, że kupił ją legalnie w 1994 roku na potrzeby głośnego artykułu śledczego w „Życiu Warszawy”.

– Za moment się okaże, że jestem nazistą, hajlującym nazistą i Pan Bóg raczy wiedzieć co jeszcze – ironizuje Leszek Kraskowski.

Prokuratura i teorie spiskowe

Wielotygodniowa batalia o oczyszczenie dobrego imienia powoli dobiega końca. Choć prokuratura zabezpieczyła sprzęt komputerowy oraz telefony dziennikarza na blisko miesiąc, śledczym nie udało się, jak twierdzi Kraskowski, znaleźć absolutnie niczego, co mogłoby powiązać go z wysłaniem gróźb. Kraskowski właśnie udaje się do Pałacu Mostowskich, by odebrać zarekwirowane mienie.

– Dostanę moje komputery i moje telefony z powrotem. Miesiąc szukano w nich czegokolwiek, co by mnie obciążało. I zonk. Nie znaleziono – podsumowuje Leszek Kraskowski.

Wokół zatrzymania dziennikarza narosło wiele teorii spiskowych, rozpowszechnianych m.in. przez innych publicystów. Kraskowski twierdzi, że Jan Piński publicznie sugerował, że za próbą „likwidacji” Kraskowskiego miał stać sam Jarosław Kaczyński, a celem prowokacji było rzekomo wykreowanie politycznej ofiary przed wyborami. Leszek Kraskowski odcina się od tych rewelacji i podchodzi do nich z dużym dystansem.

Więcej szczegółów w tej bulwersującej sprawie ma przynieść oficjalne śledztwo, które po doniesieniach dziennikarza wszczęła właśnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

WSPIERAJ NAS NA PATRONITE

Przeczytaj więcej

Piotr Matczuk alarmuje: „Do końca dekady Polska może zostać rozebrana”
Piotr Matczuk alarmuje: „Do końca dekady Polska może zostać rozebrana”
Gorzkie słowa Jacka Skały. Szef związku zawodowego o lekceważeniu święta prokuratury
Gorzkie słowa Jacka Skały. Szef związku zawodowego o lekceważeniu święta prokuratury
Śnięte ryby i walka z czasem. Zapora Pilchowice w remoncie, a w tle gigantyczna awantura
Śnięte ryby i walka z czasem. Zapora Pilchowice w remoncie, a w tle gigantyczna awantura