Zaledwie tydzień po opuszczeniu murów aresztu śledczego znany publicysta i dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski postanowił ujawnić kulisy sprawy, która wstrząsnęła mediami. Dziennikarz został zatrzymany w wyniku spektakularnej akcji policji pod zarzutem kierowania gróźb karalnych pod adresem komendanta policji w Piasecznie. Dziś Kraskowski twierdzi, że padł ofiarą skomplikowanej mistyfikacji, a prawdziwego sprawcę zdołał namierzyć całkowicie na własną rękę.
Prywatne śledztwo dziennikarza
W ocenie dziennikarza organy ścigania wykazały się w tej sprawie całkowitą bezczynnością. Publicysta twierdzi, że wykonał pracę, którą od samego początku powinny zająć się powołane do tego służby państwowe.
– Przez te siedem dni zrobiłem to, czego nie zrobiły służby specjalne, prokuratura i policja – twierdzi Leszek Kraskowski.
Zdaniem publicysty zebrane przez niego dowody z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wskazują na konkretną osobę. Jako rzekomego autora gróźb Kraskowski wskazuje Pawła Kunca, którego wprost określa mianem „mitomana i podróżnika”, brylującego w przeszłości w mediach głównego nurtu. To właśnie Kunc, według relacji dziennikarza, miał stać za wysłaniem drastycznego maila, który uruchomił policyjną machinę.



