Teraz na antenie:
Radio Wnet
Społeczeństwo

Afera w Szpitalu Południowym. Rzecznik NIL: „Punkt wyżej to już tylko zabójstwo”

– Zarzuty postawione przez doktora Jędrzejewskiego są praktycznie najtrudniejszymi i najbardziej obciążającymi, jakie można postawić lekarzowi – mówi w Radiu Wnet Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, odnosząc się do wstrząsających doniesień ze Szpitalu Południowego w Warszawie.
Afera w Szpitalu Południowym. Rzecznik NIL: „Punkt wyżej to już tylko zabójstwo”

Szpital Południowy w Warszawie, fot. wikipedia.org/Adrian Grycuk

Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie zatacza coraz szersze kręgi. Po wstrząsających zeznaniach dr. Emila Jędrzejewskiego prokuratura ściąga kolejnych świadków i analizuje stosy dokumentacji. Głos w sprawie zabrała również Naczelna Izba Lekarska (NIL), która od połowy czerwca prowadzi własne, szczegółowe postępowanie wyjaśniające.

Śledztwo w warszawskim szpitalu

Przedstawiciele środowiska medycznego przyznają bez ogródek, że kaliber ujawnionych oskarżeń jest bezprecedensowy. Sprawa dotyczy bezpośrednio bezpieczeństwa pacjentów na oddziale ratunkowym oraz rażących nieprawidłowości organizacyjnych.

– U nas od 15 czerwca jest prowadzone postępowanie w tej sprawie – poinformował Jakub Kosikowski. – Te zarzuty, które pan doktor postawił w kanale Zero, są praktycznie najtrudniejszymi i najbardziej obciążającymi zarzutami, jakie można postawić lekarzowi, bo już punkt wyżej to jest tylko i wyłącznie po prostu zabójstwo – dodał rzecznik NIL.

Przedstawiciele izby podkreślają, że nie zamierzają nikogo przedwcześnie skazywać. Zapewniają jednak o pełnej, bezkompromisowej współpracy z organami ścigania.

– My tutaj musimy naprawdę tę sprawę dogłębnie wyjaśnić we współpracy z prokuraturą – zadeklarował Jakub Kosikowski.

Mordercza praca ponad siły

Jednym z najbardziej bulwersujących wątków afery jest czas pracy, jaki w szpitalu miał spędzać dr Dawid Kacprzyk. Z analizy grafików wynika, że medyk mógł pracować nawet ponad 300 godzin w miesiącu na dyżurach.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że lekarz odbywał specjalizację w trybie pozarezydenckim. W takim przypadku to szpital, a nie Ministerstwo Zdrowia, ustala warunki i czas pracy. Przy pełnym wymiarze specjalizacji lekarz powinien poświęcić kolejne 200 godzin na naukę w oddziale macierzystym.

Matematyka w tym przypadku jest bezlitosna: łączny czas aktywności lekarza w szpitalu mógł sięgać nawet wokół 300 godzin + 200 godzin = 500 godzin w skali miesiąca. To niemal cała doba spędzona na nogach przez 30 dni z rzędu.

– Szanujmy inteligencję słuchaczy. Jakbym wszedł do szpitala i powiedział, że chcę takie pieniądze, to by mnie wyśmiano – skomentował Jakub Kosikowski, nawiązując do warunków finansowych i organizacyjnych, na jakich zatrudniono lekarza.

Mroczne kulisy szpitalnego prosektorium

Oliwy do ognia dolały kolejne publikacje Kanału Zero. Wynika z nich, że w szpitalnym prosektorium bez przeszkód funkcjonował nielegalny „biznes pogrzebowy”. Szef tej jednostki miał promować konkretny dom pogrzebowy i utrudniać rodzinom odbiór ciał bliskich, jeśli te zdecydowały się na ofertę konkurencji.

W mediach natychmiast pojawiły się drastyczne porównania do głośnej afery łowców skór z Łodzi. Samorząd lekarski tonuje jednak te emocje, wskazując na kluczową różnicę.

– Łowcy skór to było mordowanie pacjentów dla zysku. Znajmy skalę, bo to była jedna z największych afer w historii Polski. Tu mamy do czynienia z sytuacją, gdzie utrudniano korzystanie z tańszego zakładu pogrzebowego. Na szczęście jest to inna skala, ale sprawa też jest bardzo bulwersująca – podsumował Jakub Kosikowski.

Przeczytaj więcej

Wynagrodzenia lekarzy. Nawet 1000 złotych za godzinę? „Te kominy płacowe są patologią”
Wynagrodzenia lekarzy. Nawet 1000 złotych za godzinę? „Te kominy płacowe są patologią”
Polskie skarby narodowe niszczeją na Ukrainie. Kijów nie chce ich oddać
Polskie skarby narodowe niszczeją na Ukrainie. Kijów nie chce ich oddać
Szokujące słowa byłego szefa NFZ: Szpitale doprowadza się do upadku, a potem żąda dotacji
Szokujące słowa byłego szefa NFZ: Szpitale doprowadza się do upadku, a potem żąda dotacji