Pułapki języka i definicji
Jeśli chcemy mówić o inteligencji sztucznej, a poczuwamy się do naturalnej, spróbujmy inteligentnie używać pojęć. Język polski jest bogaty i trafnie odróżnia termin „technika” od pojęcia „technologia”. W poprawnej polszczyźnie:
- technika to sposoby wykonywania czynności, umiejętności praktyczne, rozwiązania inżynierskie, stan rozwoju narzędzi i maszyn. Innymi słowy: technika odpowiada na pytanie „czym i jak coś robimy”;
- technologia to nauka o procesach wytwarzania albo organizacja procesu produkcyjnego (np. technologia produkcji stali, technologia fermentacji). Czyli technologia odpowiada na pytanie „w jaki sposób przebiega proces wytwarzania” (z uwzględnieniem etapów, parametrów i metod).
Natomiast w miłościwie nam obecnie panującym języku angielskim słowo technology już od XIX wieku zaczęło uniwersalnie obejmować znacznie szerszy zakres znaczeń. Oznacza nie tylko procesy produkcyjne, ale także: urządzenia, systemy techniczne, wiedzę inżynierską, metody działania, cały dorobek techniczny społeczeństwa. Coraz częściej, a właściwie prawie zawsze, obserwuję, jak w wypowiedziach lub pismach pojęcie technologia zastępuje dwa, tak mądrze rozróżnione w języku polskim, terminy: technika i technologia. Po co zubożać nasz język, jeśli wszelkie inne ubóstwo i tak galopująco wdziera się pod polskie strzechy? Skoro o sztucznej inteligencji będzie mowa, rozróżnijmy proces produkcji jej siedliska, czyli komputera (technologia), od stanu wiedzy i możliwości, które pozwoliły mędrcom go zaprojektować (technika).
Inteligencja to zdolność do uczenia się, rozumowania, analizowania informacji, dostrzegania zależności, adaptowania się do nowych sytuacji i rozwiązywania problemów. Dotyczy głównie sprawności procesów poznawczych.
Mądrość to umiejętność trafnego wykorzystywania wiedzy, doświadczenia, refleksji i osądu w realnych sytuacjach życiowych. Obejmuje także uwzględnianie konsekwencji działań, wartości, dobra własnego i innych ludzi oraz niepewności świata.



