
Źródło: PEJ

„Amerykanie chcą od nas bardzo dużych zaliczek, a rozliczać podwykonawców najlepiej nigdy” – alarmuje prof. Ludwik Pieńkowski. Budowa elektrowni jądrowej w P...
Prowadzący:
Kluczowym elementem, który zadecyduje o sukcesie budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce, jest zaangażowanie rodzimego sektora budowlanego. Bez tego gigantyczna inwestycja nie przyniesie polskiej gospodarce oczekiwanego skoku technologicznego oraz korzyści dla krajowego rynku pracy.
„Zasadniczym elementem, który rozstrzygnie, czy ta budowa jest prowadzona, czy jest to dobry projekt dla Polski, to jest udział polskiego przemysłu. Takie kluczowe słowo, local content się nazywa, 40% ma być po stronie polskiej”
– wyjaśnia prof. Ludwik Pieńkowski.
Zamiast partnerskiej współpracy, zagraniczny gigant próbuje narzucić polskim wykonawcom umowy oparte na prawie amerykańskim. Najbardziej niepokojący jest jednak asymetryczny podział ryzyka finansowego, który stawia polskich partnerów w roli petenta.
„Amerykanie chcą od nas, od polskich elektrowni jądrowych dostać bardzo duże zaliczki i to szybko, a rozliczać etapami i nieważne czy będzie wybudowana elektrownia czy nie. Natomiast oni z podwykonawcami to chcą dawać małe zaliczki, a rozliczać najlepiej nigdy”
– alarmuje prof. Ludwik Pieńkowski.
W branży budowlanej rośnie zaniepokojenie, że polskie firmy zostaną sprowadzone do marginesu, wykonując jedynie najprostsze, niskomarżowe zadania. Pojawia się pytanie, czy szumnie zapowiadane gwarancje udziału krajowego przemysłu mają dziś jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości.
„Czy ten local content nie jest tutaj jakimś takim panaceum na wszystko, czy warto w ogóle się tym zajmować? Ponieważ będzie decydował generalny wykonawca, czyli amerykańskie konsorcjum Westinghouse-Bechtel”
– zastanawia się wiceprezes Zbigniew Zieliński, wskazując, że Amerykanie mogą ostatecznie sprowadzić tańszych pracowników z Azji lub Afryki, ograniczając polski udział do absolutnego minimum.
Sytuację dodatkowo komplikuje głęboki konflikt polityczny w kraju. Rok temu nadzieję na porozumienie dał wybór Tomasza Stępnia – sprawnego menadżera kojarzonego z budową Baltic Pipe – na szefa stowarzyszenia reprezentującego polskie firmy budowlane (PZPB-Atom).
Obecnie jednak, w obliczu narastającego konfliktu politycznego w kraju, wypracowany z trudem kompromis branżowy stoi na progu całkowitego rozpadu. Eksperci wskazują, że brak silnego wsparcia politycznego ze strony rządu w Warszawie stawia krajowych przedsiębiorców na z góry straconej pozycji.
„Ustąpienie premiera Tuska w tej sytuacji byłoby wręcz wskazane, bo inaczej… Amerykanie i tak dostaną kontrakt, tylko że polskie firmy dostaną gorsze warunki, bo nikt nie będzie ich bronił”
– ocenia prof. Ludwik Pieńkowski, podkreślając, że polityczne igrzyska paraliżują obronę strategicznych interesów RP.
Podczas gdy ważą się losy polskiego atomu, państwo polskie ponosi gigantyczne straty na innych frontach surowcowych. Symbolem porażki stał się międzynarodowy spór wokół planowanej kopalni Jan Karski na Lubelszczyźnie.
Australijski inwestor Prairie Mining (obecnie działający pod szyldem GreenX) zdołał skutecznie zablokować rozwój sąsiednich złóż, a międzynarodowy trybunał arbitrażowy przyznał mu astronomiczne zadośćuczynienie kosztem polskiego podatnika.
„To jest miliard dwieście milionów złotych, które skarb państwa musi zapłacić tej firmie. I ta firma już nie nazywa się w tej chwili Prairie Mining, tylko GreenX i zajmuje się łupkami miedzionośnymi właśnie w okolicach Nowej Soli”
– przypomina Zbigniew Zieliński.
Sprawa firmy GreenX oraz kanadyjskiego koncernu Lumina odsłania kolejny, niezwykle bulwersujący wątek – ciche przejmowanie polskich złóż miedzi i srebra przez zagraniczny kapitał. Chodzi o tzw. Kupferschiefer, czyli potężny pas miedzionośny rozciągający się od Dolnego Śląska aż po granicę z Niemcami.
Geologiczne analizy pokazują, że polski państwowy gigant KGHM operuje na skraju pasa miedzionośnego, podczas gdy jego najcenniejsze serce znalazło się w rękach zagranicznego kapitalu. Prywatne podmioty sprytnie wykorzystały darmowe, wieloletnie badania Państwowego Instytutu Geologicznego, by przejąć tereny o niewyobrażalnej koncentracji kruszców.
„W KGHM-ie zawartość miedzi w rudzie jest 1,5%, a srebra 50-60 gramów na tonę urobku. Natomiast w środku tego pasa, pod Nową Solą, zawartość miedzi to 3-5%, a srebra jest pięć razy więcej niż u nas, czyli 200-250 gramów na tonę”
– wylicza wiceprezes Zbigniew Zieliński.
Mimo trudniejszych warunków termicznych na dużych głębokościach, tak wysoka koncentracja surowców sprawia, że wydobycie pod Nową Solą będzie żyłą złota. Niestety, zyski z tego tytułu nie zasilą polskiego budżetu, lecz popłyną bezpośrednio do Kanady i Niemiec.
W tym samym czasie, gdy zagraniczne firmy zabezpieczają swoje interesy na polskich złożach, w kraju trwa pospieszna i bolesna likwidacja tradycyjnej energetyki. Symbolem tego procesu jest wejście w stan likwidacji kopalni Bielszowice, co oznacza zwolnienie ponad 1700 osób.
Podczas gdy tradycyjne, stabilne źródła energii są pospiesznie wygaszane pod hasłami transformacji klimatycznej, inwestycje w odnawialne źródła energii nabierają zawrotnego, momentami chaotycznego tempa. Ironiczny obraz tego procesu widać najwyraźniej nad samym polskim morzem.
„Zamiast tych reaktorów atomowych to rosną wiatraki. To w tempie jeden na tydzień, półtora tygodnia. Także tempo jest niesamowite”
– zauważa Zbigniew Zieliński, wskazując na olbrzymie zadłużenie zagraniczne, z którego finansowane są te projekty.
Eksperci nie mają wątpliwości – bez wypracowania ponadpartyjnej, spójnej strategii obrony interesów gospodarczych, Polska zostanie całkowicie zmarginalizowana na arenie międzynarodowej. Dotyczy to zarówno relacji z mocarstwami zachodnimi, jak i najbliższymi sąsiadami.
Brak asertywności Warszawy w relacjach międzynarodowych przekłada się na marginalizację polskich firm przy przyszłych, lukratywnych kontraktach zagranicznych. Mimo bezprecedensowego, humanitarnego wysiłku polskiego społeczeństwa, nasz biznes może zostać całkowicie pominięty.
„Jeżeli całe społeczeństwo nie będzie pilnowało jednym chórem własnych interesów, to nawet krawężnika w Lwowie nie pozwolą nam wybudować. Takie są realia”
– podsumowuje prof. Ludwik Pieńkowski.