Afera w Szpitalu Południowym wstrząsnęła warszawskim samorządem, wywołując lawinę pytań o standardy w publicznej służbie zdrowia. Jak mówił na na antenie Radia Wnet Bronisław Wildstein, chociaż sprawa dotyczy gigantycznych pieniędzy publicznych i skandalicznych praktyk, rządzący oraz sprzyjające im media robią wszystko, by odwrócić uwagę od istoty problemu.
Afera w Szpitalu Południowym
W centrum bulwersującej sprawy stoi niespełna 30-letni lekarz bez specjalizacji i stażu, Dawid Kacprzyk, do niedawna też polityk Koalicji Obywatelskiej. Młody medyk w ciągu zaledwie jednego roku zarobił w warszawskiej placówce astronomiczne 1,6 miliona złotych, rzekomo pracując na całodobowych dyżurach.
– To był ordynarny, nazwijmy rzeczy po imieniu, przekręt. To był taki przewał, o którym musiała wiedzieć cała administracja – ocenił Bronisław Wildstein.
Publicysta zauważa, że doba młodego działacza KO musiałaby liczyć znacznie więcej niż 48 godzin, aby rzeczywiście wypracował on wykazane w dokumentach godziny. Co gorsza, dyrektorzy placówki ignorowali wszelkie ostrzeżenia o nieprawidłowościach, a uczciwi lekarze zderzali się ze ścianą.






