Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

„Narcyz, przemocowiec i domowy ninja”. Violetta Kraskowska zabiera głos w sprawie jej męża – aresztowanego dziennikarza

Na portalu Facebook Violetta Kraskowska, żona Leszka Kraskowskiego, wydała oświadczenie, dotyczące jej relacji z mężem, z którym jest w trakcie rozwodu. Kobieta przedstawiła dowody świadczące, że jest pokrzywdzoną działaniami Leszka Kraskowskiego. "O skali przemocy fizycznej i psychicznej świadczą liczne interwencje policji na przestrzeni lat w naszym domu w Łosiu, w moim mieszkaniu w Piasecznie, założona Niebieska Karta (2017 r. oraz świeża, w lutym 2026 r.), dozór policyjny, założona sprawa o znęcanie się nad rodziną (art 207 k.k., odwieszona właśnie przez Prokuraturę) oraz nałożony zakaz zbliżania się do mnie i do dzieci, o którym napiszę w kolejnym punkcie" - napisała Kraskowska. Do jej stanowiska odniósł się obrońca Leszka Kraskowskiego, kreśląc inną wersję konfliktu małżeńskiego i przypominając, że organy państwa naruszyły prawo do obrony jego klienta.
„Narcyz, przemocowiec i domowy ninja”. Violetta Kraskowska zabiera głos w sprawie jej męża – aresztowanego dziennikarza

Leszek Kraskowski, fot. YouTube.com/Reporterzy Online

Leszek Kraskowski to tymczasowo aresztowany dziennikarz śledczy, któremu prokuratura zarzuca kierowanie gróźb karalnych do komendanta policji oraz nielegalne posiadanie broni gazowej. Do toczącego się przeciwko niemu śledztwa dołączono również sprawę dotyczącą znęcania się Kraskowskiego nad żoną.

Dziennikarze, w tym Radia Wnet, podnosili szereg wątpliwości, dotyczących zgromadzonego materiału dowodowego, a także zachowania prawa do obrony Kraskowskiego. Posiedzenie aresztowe dziennikarza odbyło się bez obecności obrońcy. Prokuratura nie przedstawiła też żadnych dowodów z zakresu badania informatycznego, że mail z groźbą do policjanta faktycznie przesłał Leszek Kraskowski. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba sam określił postępowanie w tym wątku jako poszlakowe.

W części pojawiających się w mediach publikacji Kraskowski był jednoznacznie przedstawiany jako ofiara politycznego działania władzy, która mści się m.in. za opisywanie przez Kraskowskiego sprawy Romana Giertycha.

Oświadczenie Violetty Kraskowskiej

W takich okolicznościach medialnych swoje oświadczenie dotyczące sprawy zamieściła na portalu Facebook żona Leszka Kraskowskiego, Violetta Kraskowska. W emocjonalnym wpisie zamieściła 17 punktów, w których przedstawiła swój punkt widzenia na relacje łączące ją z Kraskowskim, a także na szerszy kontekst całej sprawy.

– To nie jest łatwe zadanie: nigdy nie sądziłam, że będę zmuszona do napisania tego typu oświadczenia, gdzie padnie nazwisko, które (jeszcze) noszę. Nie miałam na to dość siły, woli, desperacji, nadziei, przełamanego wstydu. Teraz już mam. I robię to z podniesioną głową, jako kobieta i matka, w długiej i szczegółowej formie, chcąc stanąć w prawdzie i jednocześnie dać nadzieję i sygnał do właściwego działania innym kobietom, które być może znajdują się w podobnej sytuacji – rozpoczęła swój wpis.

Kraskowska, sama dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem, oskarżyła część mediów i środowisk dziennikarsko-politycznych o kłamliwe kierow status „redaktora” lub „dziennikarza śledczego” nie może być „wygodną przykrywką do robienia rzeczy, które nie licują z powagą tego zawodu, są złe, straszne, nieakceptowane społecznie i po prostu podlegają penalizacji w obowiązującym w Polsce kodeksie karnym”.

Podkreśliła, że w świetle jej wiedzy i tego, co ją spotkało ze strony Leszka Kraskowskiego rozumie, dlaczego sąd uznał, że wobec podejrzanego nieizolacyjny środek zapobiegawczy będzie niewystarczający.

– Bo ów aresztowany dziennikarz ma bogatą kartotekę „kontaktów z policją i wymiarem sprawiedliwości” – i między innymi tego zagadnienia dotyczy to oświadczenie – dodała.

I tak, niech te słowa padną od razu: obawiam się, że Leszek Kraskowski może zrobić krzywdę – mnie, moim dzieciom, mojemu partnerowi lub innym osobom. Pisząc wprost: obawiam się o zdrowie i bezpieczeństwo. Uważam, że równość wobec prawa i ewentualne konsekwencje powinny być jednolite: niezależnie od tego, czy osobą z zarzutami jest sprzedawca w markecie, sprzątaczka, naukowiec czy dziennikarz śledczy

– podkreśliła.

Nagły zwrot w sprawie aresztowania Leszka Kraskowskiego. „Sąd popełnił fatalny błąd”
Nagły zwrot w sprawie aresztowania Leszka Kraskowskiego. „Sąd popełnił fatalny błąd”

– Mamy do czynienia z bezwzględną podstawą do uchylenia aresztu – ujawnia mecenas Łukasz Pawelski. Obrońca Leszka Krasko…

Według Kraskowskiej w sprawie tej nie chodzi o żadne represje polityczne na dziennikarzu, ale o reakcję na działanie „przemocowca, domowego ninja, agresora, który znęca się nad swoją rodziną od wielu lat”.

– O sytuacje, które w połączeniu z niestabilnym zachowaniem Leszka Kraskowskiego oraz jego medialnym wzmożeniem i charakterem, dopuszczającym miotanie obelg, gróźb i innych agresywnych przejawów, rozwinęły się w taką formę – dodała.

Zastrzegła, że nie posiada wiedzy na temat prawdziwości zarzutów karnych dotyczących kierowania gróźb do komendanta policji oraz nielegalnego posiadania broni. Ma natomiast, jak podkreśliła, wiedzę o sprawie w wątku znęcania się nad członkami rodziny.

Wyraziła nadzieję, że jeżeli Kraskowski jest winny wszystkich zarzucanych mu czynów, to poniesie za nie odpowiedzialność.

– Jeżeli jest chory i zostanie to zdiagnozowane, niech trafi w ramach natychmiastowej hospitalizacji na oddział psychiatrii sądowej jednego z aresztów śledczych lub do szpitala więziennego na przymusowe leczenie (nie wierzę w jego dobrowolne działania w tym zakresie). Jeśli stan zdrowia uniemożliwia przebywanie w areszcie śledczym, niech sąd zamieni areszt na inny środek zapobiegawczy. Jeżeli jest niewinny – niech zostanie wypuszczony – stwierdziła.

Podkreśliła, że charakter zarzutów, które usłyszał Kraskowski koreluje z tym, czego sama doznała z jego strony. Nazwała to „koszmarem” i zapewniła, że nie ma to nic wspólnego z dławieniem krytyki prasowej ani przejęciem, jak określiła, „mitycznego archiwum byłych, obecnych czy przyszłych tematów dziennikarsko-śledczych”.

Żona uciekła od męża

We wspomnianych wyżej kilkunastu punktach Violetta Kraskowska rozwinęła swoje stanowisko. W pierwszym punkcie wskazała, że już 6 lat temu musiała uciec przed mężem z domu z dziećmi. Kraskowski pozostał w domu, który wcześniej wspólnie kupili na kredyt. Na jednym z załączonych do wpisu skanów widać, że Violetta Kraskowska korzystała dwukrotnie z córkami z pomocy Powiatowego Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Górze Kalwarii, a konkretnie przebywała w hostelu tej instytucji w roku 2017 i 2019. Jak dodała, pomimo opuszczenia domu Leszek Kraskowski dalej nachodził ją i dzieci i dopuszczał się wobec rodziny przemocy.

W kolejnym punkcie Kraskowska opisała swojego męża jako wyróżniającego się kiedyś dziennikarza śledczego, który „osuwa się w otchłań własnych demonów”, a także jednostek chorobowych. Według niej Kraskowski miał być zwolniony z funkcji PR-owca ministra infrastruktury, a sąd miał orzec, że działał na szkodę instytucji.

Podkreśliła, że dziennikarz zaczął traktować jako sposób na życie zbiórki pieniężne, przy czym zebrane środki wykorzystywane są na potrzeby bieżące oraz na sporadyczne dokładanie się w minimalnym stopniu do spłat rat kredytu hipotecznego.

W następnych punktach Kraskowska przytacza niekorzystne dla dziennikarza orzeczenia sądów, z których wynika, że nie potrafi on się dostosować do norm prawnych. Wspomina m.in. o sprawie nienależnie pobieranego dodatku wychowawczego na córkę z poprzedniego związku. A także o sprawie ostrzelania jego samochodu i domku ogrodowego dla dzieci.

– Winnych wskazywał w Ministerstwie Infrastruktury. Według jego publicznych relacji, musiał chronić się w Albanii oraz zapewnił bezpieczeństwo rodzinie. Rzekomo ja i dzieci w celu ochrony wylecieliśmy do Wielkiej Brytanii. Tymczasem całość zdarzenia wyglądała zupełnie inaczej. Chodziło o nieporozumienie Leszka z sąsiadami, a szkoda w postaci śladów po śrucie została naprawiona i rozliczona. Z kolei mój wyjazd do Wielkiej Brytanii miał na celu zwykłą wizytę u rodziny – napisała kobieta.

Sprawa z nożem zmyślona?

Jako zmyśloną przez Kraskowskiego opisała także sprawę grożenia dziennikarzowi nożem.

– Leszek Kraskowski od kilku tygodni publicznie twierdzi, że w Piasecznie zaatakował go nożownik, który, tu cytat: „groził nożem i pocięciem na kawałki jeśli w ciągu 7 dni nie wypier… do Albanii i nie odpier… się od Pińskiego i Giertycha”. Dowodem na to są tylko słowa samego Leszka K. W rzeczywistości nie było żadnego nożownika i gróźb, natomiast 22.05.2026 roku w moim mieszkaniu miała miejsce rozmowa Leszka Kraskowskiego z moim partnerem w mojej obecności. Nie muszę dodawać, że mój partner nie miał przy sobie noża, gazu czy pistoletu, nie zna panów Giertycha i Pińskiego, nie angażuje się politycznie, jest dziennikarzem realizującym się w zupełnie innym sektorze niż ja czy Leszek Kraskowski. Z dnia na dzień wersja Leszka K. ewoluowała, również do formy, którą publicznie przekazywał na swoich kanałach komunikacyjnych, cytat: „Wszystko o tobie skurwy… wiemy. Wszystko opublikujemy, a Piński nam w tym pomoże. Wiemy nawet gdzie mieszka twoja dorosła córka. Odpier… się od Pińskiego i Giertycha. 20 lat ci się udawało, ale to już koniec. Zadarłeś z niewłaściwymi ludźmi. Albo wypier… do Albanii i się zamkniesz albo jesteś skończony. Nikt ci już nie uwierzy. Ludzie dowiedzą się, że jesteś świrem. Zajeb…. Spier… do Albanii” – opisała tę sytuację.

Według Kraskowskiej powodem agresji jej męża i wezwania przez niego policji był fakt, że podczas rozmowy zażądała od niego rozliczenia się za raty kredytu, które płaciła.

– Leszek Kraskowski wezwał policję, twierdząc, że napastnik (mój partner) grozi mu nożem i gazem. Mundurowi spisali dane mojego partnera, ale nie stwierdzili podstaw do zatrzymania. Natomiast tytułem innej prowadzonej sprawy, policjanci zatrzymali Leszka Kraskowskiego. Powyższą sytuację wyjaśniałam podczas zeznań, które złożyłam 24.05.2026 r. na komendzie w Piasecznie, tak samo jak mój partner – napisała kobieta.

Z jej relacji wynika, że to właśnie na kanwie tej sytuacji Leszek Kraskowski miał się „nakręcać”, czego efektem było jego aresztowanie w związku z podejrzeniem kierowania gróźb i posiadania broni gazowej.

Niebieskie karty

Wśród licznych szczegółów, dotyczących sytuacji, w której się znalazła, Kraskowska wspomina też, że „wobec Leszka Kraskowskiego cztery miesiące temu, po kolejnej interwencji policji, oprócz założenia Niebieskiej Karty wydano nakaz opuszczenia mojego mieszkania oraz zakazy zbliżania się do mnie i do dzieci na odległość 100 metrów”.

Wcześniej Niebieska Karta miała być wobec niego założona w 2017 roku. Według relacji kobiety Kraskowski nie płaci alimentów, z kwota tego długu wynosi kilkanaście tysięcy złotych.

– Posiadam klauzulę wykonalności zabezpieczenia, wydaną przez Sąd Okręgowy w Warszawie w 2025 r. Co ciekawe, to „recydywa alimentacyjna”, ponieważ na córkę z poprzedniego małżeństwa również od pewnego momentu nie płacił – zaznaczyła.

Z kolei kwotę długu wobec niej, związanego z niepłaceniem rat kredytu hipotecznego oceniła na około 100 tys. złotych.

– Leszek K. nadal dopuszczał się aktów takich jak wyzywanie wulgarnie rodziny, niszczenie sprzętów domowych, grożenie i szarpanie mnie w moim mieszkaniu. Wysyłał również groźby do moich przełożonych, cytat: „Zadzwoń do mnie bo poleje się krew. Jeśli koleś od Was jeszcze raz mnie zaatakuje nożem, to po prostu go zastrzelę. Nie mam nic do stracenia”. Inne groźby zamieszczał w wiadomościach SMS oraz w swoich mediach społecznościowych. Publicznie chwalił się dostępem do broni palnej, czym byliśmy przerażeni – opisała dalej sytuację Violetta Kraskowska.

Wskazała także, że Kraskowski miał się podszyć pod policję w Prażmowie i wysłać do niej SMS-a o treści: „Prosimy o pilny kontakt w sprawie pani męża Leszka Kraskowskiego. Policja Prażmów. Jesteśmy na obiekcie w Łosiu. Przy ciele nie znaleziono żadnych dokumentów. Potrzebna jest Pani pomoc przy identyfikacji”. Do oświadczenia Kraskowska dołączyła screena z SMS-em.

Zdaniem kobiety Kraskowski miał ją nękać także w miejscach pracy, w tym wtedy, kiedy była sołtysem wsi Łoś.

– Zdarzało się, że podczas interwencji policji wzywane było również pogotowie, a Leszek Kraskowski trafiał na oddział ogólnopsychiatryczny – odmawiając jednocześnie hospitalizacji i dalszego leczenia – podała w oświadczeniu.

Nielegalne konta, zrujnowany dom

Leszek Kraskowski miał także bez jej wiedzy ubezwłasnowolnić cyfrowo ich córki, zakładając na serwisach społecznościowych (Facebook) konta pod ich imieniem i nazwiskiem.

– Następnie publikował w nich materiały polityczne, szkalujące m.in. polityków (przykład: film „Banaś Giertych dwa bratanki” lub wpisy: „pancerny Banaś wyprowadzony przez Hołownię z NIK”). Proceder trwa, platforma społecznościowa nie reaguje na moje monity, a Leszek K. używa nielegalnie założonych kont dzieci do siania swojej polityczno-śledczej propagandy. Niektóre z wpisów są datowane na ubiegły rok (2025) – dodała Kraskowska.

Dziennikarka zaznaczyła, że jej mąż zdewastował ich wspólny dom, z którego ona przed laty się wyprowadziła. Na dołączonych do oświadczenia fotografiach widać skrajnie zaniedbane pokoje. Na podłodze w niektórych z nich widać na podłodze odchody.

– Efektem wizyt Leszka Kraskowskiego w moim mieszkaniu były nie tylko awantury, ale również straty materialne, w tym zniszczenie cennych dla mnie pamiątek rodzinnych po zmarłej mamie. Dołączam do oświadczenia jedno z nagrań sprzed kilku miesięcy – jednocześnie przepraszając za jego drastyczny przebieg. W domu od czasu mojej wyprowadzki kilkukrotnie odcinane były media (prąd i woda) z powodu nieopłacania rachunków przez Leszka Kraskowskiego. Dom wygląda jak wysypisko śmieci. W budynku na ścianach widoczne są pęknięcia, grzyb, zniszczone są podłogi. Posesja i otaczający ją ogród z każdym rokiem niszczeją – wskazała.

Brak ustaleń prokuratury w kluczowej sprawie dotyczącej Leszka Kraskowskiego
Brak ustaleń prokuratury w kluczowej sprawie dotyczącej Leszka Kraskowskiego

Prokuratura nadal nie zna listy osób, które mogły znać sygnaturę akt, wskazaną w mailu rzekomo wysłanego przez Leszka Kr…

Kontra obrońcy Leszka Kraskowskiego

Do publikacji Violetty Kraskowskiej odniósł się obrońca Leszka Kraskowskiego mec. Łukasz Pawelski. Ocenił ją jako próbę postawienia jego klienta w jak najgorszym świetle. Zgodnie z jego słowami, małżonkowie w 2025 roku postanowili od siebie odpocząć i Leszek Kraskowski wyjechał wówczas do Albanii. W tym czasie jego żona miała wyremontować dom, a Kraskowski miał przekazać na to środki ze sprzedaży dwóch mieszkań w Łodzi.

– Gdy Kraskowski wrócił do Polski w grudniu 2025 problemy w relacji powróciły. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dot. znęcanie się nad rodziną zostało złożone na początku lutego 2026 r. Zaledwie miesiąc po powrocie z Albanii. Zarzuty dotyczą wieloletniego nękania. Natomiast zawiadomienie nie zostało złożone gdy np. Kraskowski był w Albanii – napisał adwokat.

Według relacji mec. Pawelskiego Kraskowski miał się nie zgodzić na rozwód. Gdy dowiedział się, że dzieci nie chodzą do szkoły, szukał pomocy w gminnym ośrodku pomocy społecznej.

Adwokat podtrzymuje, że jego klientowi grożono nożem i wtedy też padła zapowiedź zniszczenia go.

– Od samego początku sprawa rodzinna była kołem ratunkowym dla Prokuratury – jak inaczej tłumaczyć komunikaty i wlaczenie jej do akt postępowania głównego. Dlatego zalecam wstrzymanie się z oceną do czasu kiedy Kraskowski będzie mógł sam się publicznie do tego odnieść – podkreślił.

Przypomniał też błędy proceduralne w sprawie dotyczącej gróźb wobec komendanta i posiadania broni, a więc naruszenia prawa do obrony i przeszukania bez obecności Kraskowskiego, za to z obecnością jego żony.

– Dzisiejszy jej wpis tylko potwierdza, że nie powinna brać udziału w przeszukaniu – podkreślił.

Przeczytaj więcej

Sachajko o służbie zdrowia: miliony dla wybranych, kolejki dla pacjentów
Sachajko o służbie zdrowia: miliony dla wybranych, kolejki dla pacjentów
Polska podpisuje umowę z Niemcami. „Niewiele o niej wiemy”
Polska podpisuje umowę z Niemcami. „Niewiele o niej wiemy”
Susza. Sawicki alarmuje ws. polskiej wsi: „Za 20 lat będziemy pustynią”
Susza. Sawicki alarmuje ws. polskiej wsi: „Za 20 lat będziemy pustynią”