Teraz na antenie:
Radio Wnet
Wiadomości

Inter Europol Competition po raz trzeci wygrywa w Le Mans. Wojciech Śmiechowski dla Radia Wnet

Jeden z najważniejszych wyścigów na świecie po raz trzeci, w klasie LMP2, padł łupem polskiej stajni, Inter Europolu Competition. Zaraz po ceremonii podium z założycielem zespołu w Le Mans rozmawiał Kamil Kowalik.
Inter Europol Competition po raz trzeci wygrywa w Le Mans. Wojciech Śmiechowski dla Radia Wnet

Wojciech Śmiechowski podczas świętowania wygranej w Le Mans, 2026 r. | fot.: Kamil Kowalik, Radio Wnet

Odsłuchaj rozmowę:

94. edycja legendarnego wyścigu w Kraju Loary przyniosła trzeci tryumf zespołowi spod warszawskiego Małopola. Skład zwycięskiej załogi numer 43 stanowili Jakub Śmiechowski, obecny szef ekpiy, Tom Dillmann oraz Nick Yelloly.

Miniona edycja całodobowej rywalizacji dla polskiej stajni okazała się jeszcze bardziej wyjątkowa od poprzednich dwóch zakończonych tryumfem. Stało się tak za sprawą odniesienia dubletu. Na drugiej pozycji wyścig ukończyła załoga samochodu oznaczonego numerem 343. W tym przypadku prototyp Oreci prowadzili Bijoy Garg, Reshad de Gerus i Nico Müller. To pierwszy dublet dla Inter Europolu w Le Mans.

Inter Europol Competition, obecnie jeden z najbardziej utytułowanych i najbardziej cenionych zespołów w klasie LMP2 na świecie, w 2010 roku założył Wojciech Śmiechowski. Z czasem kierowanie zespołem powierzył swojemy synowi, Jakubowi, który w 2023 roku został pierwszym polskim zwycięzcą 24-godzinnego klasyka we Francji.

Inter Europol Competition, załoga #43 | fot.: Michał Leja

Zaraz po ceremonii podium, okraszonej Mazurkiem Dąbrowksiego, w padoku toru Circuit de la Sarthe, z Wojciechem Śmiechowskim rozmawiał współprowadzący audycji „Czas na Motorsport” Kamil Kowalik.

Wielkie gratulacje. Trzeci tryumf w Le Mans, i to tym razem podwójny. Jak to smakuje? Jak to Pan odebrał?

Każde zwycięstwo to jest niepowtarzalna rzecz, bo nigdy człowiek nie wie, że może wygrać. My chcemy wygrać, ale to nie znaczy, że my to wygramy. I to jest właśnie ta olbrzymia frajda – jak już jest linia mety i uda się wygrać, to to jest nie do opisania.

„Nigdy nie wiemy, że wygramy”, czyli rozumiem, że takim kluczem dla Was jest jednak takie podejście: cały czas skupiamy się na tym, by być coraz lepsi, nie zapominamy, że są konkurenci, podchodzimy do tego z pokorą. Jaki jest przepis na to, żeby trzy razy wygrać w tak zaciętej rywalizacji w LMP2?

Na pewno to, co Pan powiedział, ale oprócz tego wydaje mi się, że tutaj jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa. To jest bardzo specyficzny wyścig i to jest rywalizacja, w której rzeczywiście to wyścig pozwala wygrać zawodnikom, a nie zawodnicy mogą tylko i wyłącznie sobie zawdzięczać zwycięstwo. To jest po prostu coś obłędnego. Jednak jest to połączenie techniki z umiejętnościami, strategią, zespołem, inżynierami. To jest taka mieszanka i do tego jeszcze łód szczęścia. Bo jak nie ma szczęścia, to nie ma szansy na wygraną.

Kiedy Pan zakładał zespół, jakie było Pana marzenie?

Moim marzeniem było po prostu zrobić coś fajnego, żeby można było naprawdę gdzieś pojechać, pokazać się. Ale pierwsze założenia były tak nieśmiałe… My w ogóle nie mieliśmy pojęcia, że wystartujemy w Le Mans, a o wygranej nikt nie myślał.

To oczywiście duży zespół, niezwykle ceniony w świecie sportu motorowego, ale mam wrażenie, że jednak cały czas jest w nim mocny akcent rodzinny. Widzę Państwa świętujących w swoich uściskach, czuć taką atmosferę rodzinną mimo sukcesów, mimo już pewnej wielkości marki.

Wielkość nie ma nic do rodziny. Natomiast rzeczywiście to, co ja zawsze całe życie promowałem i to, co zawsze robię, to jest postępowanie jak w rodzinie. Bo to nie jest sztuka tworzyć jakieś firmy, spółki, zespoły, które po prostu działają. Sztuką jest, żeby wszyscy się lubili i żeby działali, bo chcą, żeby to było dla wspólnego dobra.

od lewej: Jakub Śmiechowski, Tom Dillmann, Nick Yelloly

Jakie jest Pana uczucie względem syna, kiedy ten staje na szczycie podium w Le Mans, i to nie tylko jako kierowca, ale też jako szef zespołu, odziedziczonego po Panu przez Kubę?

Oczywiście jestem z tego bardzo dumny, ale to ciągle jest też uczucie takiego niedowierzania, że naprawdę się udało. To jest po prostu coś niemożliwego, bo to rzecz, którą rzeczywiście udało nam się dokonąć już po raz trzeci, a właściwie prawie po raz czwarty, bo jeszcze mieliśmy drugie miejsce dwa lata temu. To jest rzecz tak niewiarygodna z poziomu polskiego, normalnego kibica i z poziomu, ja bym to powiedział, ogólnie tradycji polskiej motoryzacji. To jest trudne do uwierzenia, nawet dla nas.

Czego można by Panu życzyć i całemu zespołowi Inter Europol Competition w tym momencie, już po tylu sukcesach?

Kolejnych sukcesów. To już proszę pytać Kubę, bo on jest szefem zespołu, on wie gdzie będzie chciał kierować siły zespołu, także proszę z nim już o tym rozmawiać.

Dziękuję bardzo, gratuluję raz jeszcze.

Bardzo dziękuję.

Jakub Śmiechowski w najbliższym czasie będzie gościł w programie „Czas na Motorsport”.

Odsłuchaj rozmowę:

Przeczytaj więcej

Mocna diagnoza polskich służb. „Mamy dziurawy system bezpieczeństwa”
Mocna diagnoza polskich służb. „Mamy dziurawy system bezpieczeństwa”
Wszyscy wiedzą, że UPA to była zbrodnicza organizacja? Wildstein rozwiewa wątpliwości
Wszyscy wiedzą, że UPA to była zbrodnicza organizacja? Wildstein rozwiewa wątpliwości
Trzy dekady sąsiedztwa i głęboki regres. Relacje polsko-niemieckie utknęły w martwym punkcie
Trzy dekady sąsiedztwa i głęboki regres. Relacje polsko-niemieckie utknęły w martwym punkcie