Fani Argentyny, ale i nie tylko, czekają na mecze, w których na murawie pojawia się koszulka z numerem 10 i jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w historii piłki nożnej – Messi. Spotkanie z Algierią było 200. meczem Argentyńczyka w reprezentacji, tą barierę osiągnął jako 2. na świecie zaraz po Cristiano Ronaldo.
Już w pierwszych minutach Leo trafił do bramki. Był to jednak spalony, a po chwili to samo przydarzyło się jego przeciwnikom. Aż do końca pierwszego kwadransu obydwie drużyny próbowały stworzyć udane akcje. Piłka lądowała raz na jednej, a raz na drugiej stronie boiska bez większych zagrożeń dla któregokolwiek z bramkarzy. Wszystko zmieniło się jednak w 17. minucie. Po długim podaniu od Rodrigo De Paula, które ominęło 4 zawodników Algierii, Messiego od bramki dzielili tylko obrońcy. Piłka, posłana lewą nogą Argentyńczyka, wyminęła wszystkich i spotkała się z siatką w prawym okienku.
Do końca pierwszej połowy spotkania próby wykończenia akcji obydwu zespołów kończyły się, no właśnie, na próbach. Brakowało im najczęściej celności lub odrobiny szczęścia. W 60. minucie Leo Messi „uratował” akcje Argentyny, strzelając kolejnego gola po tym, jak piłka odbiła się od Luki Zidane’a. Chwilę później zdobył ostatnią bramkę tego meczu. Było to coś, z czego zawodnik z numerem 10 na koszulce jest znany: 76 minuta, z poza pola karnego, piłka idealnie obok słupka. Dla Messiego równie dobrze mógłby to być rzut karny.



