
Polska delegacja w Chinach, na zdjęciu m.in. Władysław T. Bartoszewski, fot. x.com/@JakubKumoch

Komisja Europejska pod wodzą Ursuli von der Leyen rozpoczyna nową batalię gospodarczą, której celem jest wojna celna UE Chiny. W tym samym czasie wiceministe...
Prowadzący:
Bruksela pod wodzą Ursuli von der Leyen wraca do ostrego kursu wobec Pekinu. Unia Europejska rozpoczyna kolejną batalię handlową, nakładając nowe cła na chińską stal i aluminium.
– Ursula von der Leyen znów wznawia swoją krucjatę przeciwko Chinom i chce doprowadzić do kolejnego starcia – zaznaczył Andrzej Zawadzki-Liang. Ekspert ostrzega, że na unijnych sankcjach ucierpią przede wszystkim europejscy konsumenci oraz przedsiębiorstwa importujące komponenty z Azji.
Decydujące starcie nastąpi w czerwcu 2026 roku. To wtedy zaplanowano kluczowe spotkania grupy G7 we Francji, posiedzenie Rady Europejskiej oraz wizytę unijnej delegacji w Chinach. Pekin już teraz wysyła jasne sygnały ostrzegawcze, że nie pozostanie bezbronny i odpowie na każdy restrykcyjny krok Brukseli.
Unijny front nie jest jednak jednolity, a poszczególne stolice grają na siebie. Podczas gdy Francja mocno prze do konfrontacji i domaga się zablokowania importu chińskich aut elektrycznych, inne kraje szukają porozumienia za kulisami.
Niemcy regularnie wysyłają do Chin delegacje rządowo-biznesowe z prezesami największych koncernów na czele. Z kolei Hiszpania, przyjmując miliardowe inwestycje, wyrasta na drugi po Węgrzech chiński przyczółek w Europie.
– Chiny zdecydowanie będą broniły swoich przedsiębiorstw i swoich pozycji – dodał Andrzej Zawadzki-Liang. Wskazuje on na przykład aut elektrycznych, które mimo unijnych barier i tak coraz mocniej zalewają europejski rynek, kusząc klientów niską ceną i nowoczesnym designem.
Na tym dynamicznym tle działania Warszawy wyglądają co najmniej kuriozalnie. Wiceminister spraw zagranicznych, Władysław Teofil Bartoszewski, udał się niedawno do Pekinu na Dialog Strategiczny Polska-Chiny.
Wizyta przeszła w Chinach zupełnie bez echa, a jedynym ogłoszonym sukcesem było uzgodnienie protokołu dotyczącego eksportu… polskiego drobiu. Stało się to aż dwa lata po hucznych zapowiedziach prezydenta Andrzeja Dudy.
– Coś tu jest absolutnie niezrozumiałe, bo dwa lata po wizycie prezydenta Dudy w Chinach jesteśmy w miejscu, gdzie dopiero uzgadniamy ostateczną wersję protokołu – powiedział Andrzej Zawadzki-Liang. Ekspert uważa to za rażący dowód na bezwład polskiej dyplomacji i nieumiejętność twardego negocjowania z azjatyckim partnerem.
Liczby są bezlitosne dla polskiej gospodarki. Podczas wizyty prezydenta Dudy w Chinach eksperci alarmowali o 15-krotnej dysproporcji w wymianie handlowej na korzyść Pekinu. Dziś deficyt handlowy z Chinami wzrósł już do dramatycznego, 18-krotnego poziomu.
– Chcemy tę różnicę w tym bilansie handlowym zlikwidować drobiem? – pyta retorycznie Andrzej Zawadzki-Liang. Dodaje, że polskie ulice zalewają świetne chińskie smartfony, elektronika i nowoczesne samochody, podczas gdy Warszawa nie potrafi zaoferować niczego poza produktami rolnymi.
Polska strona z uporem maniaka ignoruje realne szanse biznesowe i technologiczne. Jeszcze jesienią ubiegłego roku chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi oferował w Warszawie strategiczną współpracę w obszarze metali rzadkich, baterii oraz aut elektrycznych. Polski rząd tę ofertę odrzucił.
Poważne pytania budzi także sam przebieg wizyty wiceministra Bartoszewskiego. Zamiast spotkań z kluczowymi decydentami, polski polityk rozmawiał z urzędnikami niższego szczebla, m.in. z Hua Chunying, odpowiadającą w chińskim MSZ głównie za protokół i prasę.
– Pan wiceminister spotkał się też z Suan Haiyan, zastępcą dyrektora departamentu KC KPCh. Program trzeba było mu czymś po prostu wypełnić – tłumaczy Andrzej Zawadzki-Liang.
Pikanterii całej sprawie dodają nieoficjalne doniesienia dotyczące drugiego obywatelstwa wiceszefa polskiego MSZ, co w Pekinie miało wywołać spore poruszenie dyplomatyczne.
– Mówi się tutaj w Chinach, że wiceminister ma paszport brytyjski. Jeśli na takim szczeblu mają rozmawiać z osobą, która ma drugie obywatelstwo, to dla Chińczyków jest to dyplomatyczny zgrzyt – podsumował Andrzej Zawadzki-Liang.