Jest w niej coś z zimnej fali, tej chłodnej, zdystansowanej tkanki dźwięku, która nie szuka łatwego ciepła. A jednocześnie pulsuje w niej trip-hopowy rytm. Bardzo powolny, hipnotyczny, jak kroki kogoś, kto wraca nad ranem przez puste ulice Kazimierza.
Tutaj do wysłuchania program o triu UM:MA:
UM:MA to pełny organizm, trzy głosy i serca, trzy wrażliwości, które splatają się w jedną narrację.
Oto Karolina Ostojska, którą nazywam Caro — śpiew i teksty. Jej głos nie prowadzi piosenkowej narracji, on wciąga zbliżając się do miejsca, gdzie kończą się słowa, a zaczyna doświadczenie. Caro pisze tak, jakby dotykała rzeczy ukrytych głęboko. To ból, czułość, pamięć odmian ciała i duszy w różnym świetle.







