Podczas gdy rządzący świętują sukces i przekonują opinię publiczną, że unijne środki z programu SAFE bezpowrotnie odmienią polski przemysł obronny, eksperci i politycy opozycji tonują te nastroje. Program, który na poziomie deklaracji ma zwiększyć potencjał militarny Europy, w praktyce opiera się na nierealistycznych założeniach i grozi poważnymi turbulencjami gospodarczymi.
– Największe zagrożenie chyba dotychczas było najmniej przedyskutowane i ono wiąże się z tym, że ostateczny termin realizacji dostaw z tych kontraktów to rok 2030. To jest bardzo krótki termin – alarmuje wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak na antenie Radia Wnet.
Polityk zwraca uwagę na podstawową zasadę ekonomii: linie produkcyjne przemysłu obronnego nie są z gumy. Jeśli wszystkie państwa europejskie jednocześnie rzucą się do zakupów za pożyczone pieniądze, efektem będzie drastyczny wzrost cen lub niedotrzymanie terminów kontraktów przez przeciążonych producentów.
Program SAFE i nierealny majowy deadline
Kolejną bombą z opóźnionym zapłonem jest narzucony przez Brukselę, skrajnie krótki czas na negocjacje umów indywidualnych, który upływa z końcem maja. Bosak wprost nazywa te założenia absurdalnymi.






