Wyobraźmy sobie, że w jakimś średniej wielkości kraju (o powierzchni i ilości mieszkańców takich jak polskie) nagle nastąpiło całkowite wyłączenie energii elektrycznej – na przykład na skutek działań innego, wrogiego państwa. Najpierw przestałyby funkcjonować systemy krytyczne – sieci komórkowe, internet, bankowość elektroniczna, bankomaty, stacje paliw i większość transportu. Wodociągi oraz oczyszczalnie ścieków mają zwykle tylko ograniczone zasilanie awaryjne, więc po pewnym czasie pojawiłyby się problemy z dostępem do wody i poważne kłopoty sanitarne. Nie byłoby telewizji, radia, telefonów komórkowych, a i stacjonarne zamilkłyby po pewnym czasie. Nie byłoby komunikacji, łączności, informacji. Po pewnym czasie (co najwyżej po kilku tygodniach) stanęłyby pociągi, tramwaje, autobusy i auta prywatne. Gdyby to była akurat zima, brak ogrzewania zabijałby masowo. Nocą ulice byłyby ciemne, a w zimnych mieszkaniach tliłyby się, oszczędnie używane, świece. Szpitale mogłyby działać dzięki generatorom, ale zapasy paliwa są przecież ograniczone. Magazyny chłodnicze i sklepy przestałyby funkcjonować, co prowadziłoby do braków żywności i leków. Wszelkie sterowanie elektroniczne czy komputerowe przestałoby działać. Przemysł oraz administracja praktycznie stanęłyby w miejscu. Zaczęłaby pojawić się panika. Najpierw w dużych miastach. Nastąpiłby wzrost przestępczości i problemy z utrzymaniem porządku publicznego. Państwo musiałoby wprowadzić racjonowanie zasobów. W dłuższej perspektywie skutki byłyby pod każdym względem tragiczne. Przedłużający się na tygodnie i miesiące blackout oznaczałby poważny kryzys humanitarny i cywilizacyjny. Gorszy niż pandemia. Widzimy jak ważna, dla społeczeństw rozwiniętych, jest dzisiaj energia. Jak śmiertelnie niebezpieczne może być nieodpowiedzialne majstrowanie wokół jej produkcji i dostaw.
Od węgla do cyfrowej rewolucji
Od energii i jej dostaw zaczęliśmy realnie uzależniać się pod koniec XIX wieku i to uzależnienie stale rośnie. Tak jak zapotrzebowanie na nią, które dzisiaj osiąga niewyobrażalnie wielkie rozmiary. Energia stanowi fundament postępu cywilizacyjnego ludzkości. Napędza rewolucje przemysłowe, wzrost gospodarczy i konflikty geopolityczne. Od początków industrializacji jej rola ewoluowała od prostego paliwa do kluczowego czynnika determinującego potęgę państw i korporacji. Historia ludzkości to opowieść o rosnącym znaczeniu energii w gospodarce oraz zaciętej walce o surowce energetyczne. Bez kontroli nad źródłami energii nie ma trwałego rozwoju.
Przełom w historycznej roli energii w rozwoju cywilizacyjnym nastąpił w XVIII wieku, gdy węgiel stał się paliwem w imperium brytyjskim, ówczesnym liderze postępu technicznego. Maszyna parowa Jamesa Watta (1736–1819), szkockiego wynalazcy, inżyniera oraz jednego z kluczowych twórców Rewolucji Przemysłowej, zwiększyła wydajność pracy do nawet 400–500%, umożliwiając mechanizację przemysłu tekstylnego i transport lądowy. Do roku 1850 Wielka Brytania wydobyła 1 mld ton węgla, co łączy się z 4-krotnym wzrostem PKB per capita. Na przełomie XIX i XX wieku ropa naftowa zrewolucjonizowała mobilność. Edwin Drake (1819–1880), amerykański pionier przemysłu naftowego, zainicjował erę ropy naftowej, a ropa, odkryta w Zatoce Perskiej, zasilała aliancką machinę wojenną. Globalne zużycie energii wzrosło z 10 EJ (exajuli) – w 1800 r. do 600 EJ – w roku 2025, czyli 60-krotnie, napędzając urbanizację i demograficzny boom. (1 eksadżul = 10¹⁸ dżuli. Ta jednostka energii używana jest do opisywania skali globalnej. 1 EJ ≈ roczne zużycie energii przez średniej wielkości kraj). Jednocześnie, nastąpił trzykrotny wzrost populacji globu i eksplozja innowacji.
We współczesnej gospodarce znaczenie energii stale i raptownie rośnie. Stanowi ona nawet 10-15% światowego PKB. W erze globalizacji energia napędza nie tylko produkcję, ale i cyfrową rewolucję. Serwery „data center” konsumują tyle prądu co całe kraje, np. Holandia. „Data centers” zużywają 2% elektryczności produkowanej na całym świecie, a prognozy przewidują wzrost do 10% do roku 2030.




