Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Bieszczady na celowniku Ministerstwa Środowiska. „Człowiek stał się tu intruzem”

Niedźwiedzie spacerujące pod bieszczadzkimi przedszkolami, widmo bankructwa dziesiątek lokalnych firm i brutalne zderzenie z „warszawską bańką” decydentów. Samorządowcy z Bieszczad nie gryzą się w język. Na antenie Radia Wnet wójt i wicewójt gminy Olszanica wprost nazywają politykę władz centralnych „ekoterroryzmem”, walcząc o podstawowe prawo swoich mieszkańców: bezpieczeństwo i możliwość normalnego życia.
Bieszczady na celowniku Ministerstwa Środowiska. „Człowiek stał się tu intruzem”

Krzysztof Skowroński w czasie wywiadu w Bieszczadach, fot. Radio Wnet

Szekspir pod gwiazdami

Rozgoryczenie, poczucie marginalizacji i walka o podstawowe zasady bezpieczeństwa – to wnioski płynące z relacji bieszczadzkich samorządowców, którzy wzięli udział w niedawnej sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Zamiast dialogu, napotkali mur niezrozumienia i – jak sami twierdzą – urzędniczą arogancję. Goście Radia Wnet, wójt gminy Olszanica Krzysztof Zapała oraz wicewójt Robert Petka, w rozmowie z Katarzyną Uchaniuk i Krzysztofem Skowrońskim kreślą dramatyczny obraz regionu, o którym Warszawa zdaje się pamiętać jedynie w kontekście radykalnych dyrektyw ekologicznych.

Drapieżniki pod przedszkolami

Głównym problemem, który zasygnalizowano w Sejmie, jest drastyczny, niekontrolowany rozrost populacji drapieżników, głównie wilków i niedźwiedzi. Włodarze podkreślają, że nie chcą „wystrzelać wszystkich niedźwiedzi”, ale domagają się realnego zarządzania populacją, która w sposób bezpośredni zagraża mieszkańcom i turystom. Bezpieczeństwo w Bieszczadach staje się dziś towarem deficytowym.

Sytuacja jest poważna, a incydentów przybywa. Jak relacjonował wicewójt Robert Petka, dzikie zwierzęta pojawiają się już w centrach miejscowości: „Jeżeli w ścisłych zabudowaniach przy przedszkolu w Zagórzu (…) chodzą niedźwiedzie, przy przedszkolu w biały dzień w Uhercach Mineralnych widać wilki 70 metrów od [zabudowań – przyp. red.], to mamy problem. Musimy zapanować nad populacją”.

Lokalna społeczność doskonale pamięta tragiczne wydarzenia z 2014 roku z terenu gminy Olszanica, kiedy to atak niedźwiedzia zakończył się śmiercią.

Szekspir pod gwiazdami

Zginął człowiek (…) bardzo agresywny drapieżnik zaatakował i zabił człowieka, później zaatakował grupę poszukiwawczą składającą się z profesjonalnych GOPR-owców jadących profesjonalnym pojazdem jakim jest duży quad – wspomina wójt Krzysztof Zapała. Ratowników ocaliła wówczas jednostka OSP, która musiała odstraszać zwierzę wodą ze strażackiej armatki.

Samorządowcy ostrzegają, że brak kontroli to proszenie się o kolejną tragedię, ale w stolicy problem jest systematycznie pomniejszany.

Cały czas mamy wrażenie, że on jest zupełnie bagatelizowany i wręcz (…) próbuje się doprowadzić do historii chyba takiej, żeby ludzie się stąd zaczęli wyprowadzać – diagnozuje gorzko Zapała.

Gumowe kule na bestię

Odpowiedź władz centralnych na apele z południa Polski wywołuje wśród lokalnej społeczności uśmiech politowania wymieszany z przerażeniem. Podczas obrad komisji poinformowano o przeznaczeniu 16 milionów złotych na specjalną grupę przy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ), której zadaniem ma być… płoszenie niedźwiedzi.

Szekspir pod gwiazdami

Włodarze nie pozostawiają na tym pomyśle suchej nitki. Wskazują na całkowity brak wiedzy i wyobraźni decydentów.

Proszę sobie wyobrazić spłoszenie gumową kulą rozjuszonego do granic możliwości 300- czy 400-kilogramowego niedźwiedzia – ironizuje Robert Petka, przytaczając komentarz jednego z samorządowców z komisji: – Chciałbym takiego odważnego, który z 40 metrów będzie chciał strzelać do niedźwiedzia, który na niego z szybkością 50 km/h pędzi. (…) strzela do niedźwiedzia gumową kulą, która nie zabija tego niedźwiedzia, tylko go rozsjusza. Co wtedy?

Co więcej, podczas komisji okazało się, że Ministerstwo Środowiska operuje całkowicie niespójnymi danymi. Jeden resort twierdzi, że w Bieszczadach żyje około 400 niedźwiedzi, z kolei drugi – że zaledwie 120. Przedstawiciele rządu przyznają z „rozbrajającą szczerością”, że dokładnych danych nie posiadają.

„Człowiek stał się intruzem”

Brak twardych danych zastępuje nierzadko w środowiskach politycznych i ekologicznych krzywdząca dla górali ideologia. Symbolem tego podejścia, wskazywanym przez Radio Wnet, stała się wypowiedź posłanki Koalicji Obywatelskiej Klaudii Jachiry, która zasugerowała, że ludzie sami prowokują ataki, wchodząc z inwestycjami budowlanymi na tereny zwierząt.

Szekspir pod gwiazdami

Wójt Zapała kontruje te rewelacje twardymi faktami historycznymi: – W 44. roku (…) lesistość terenów wynosiła około 20%. Dzisiaj jest to blisko 60%. O czym my mówimy? To są przecież tereny, które były najbardziej zaludnione w Polsce, więc trudno mówić, że to ludzie się tutaj wprowadzili i jakby niszczą te siedliska.

Jeszcze więcej kontrowersji budzi postawa wiceministra klimatu i środowiska, Mikołaja Dorożały, który w ogóle nie pojawił się na spotkaniu z lokalnymi władzami. Wicewójt Petka ocenił jego postępowanie bezpardonowo.

Tworzą taką narrację, że to my jako ludzie dokonaliśmy inwazji na siedliska dzikich zwierząt i to my w 100 procentach ponosimy odpowiedzialność. (…) idąc tą logiką, to my powinniśmy wycofać się najprawdopodobniej i wynieść się stąd. I chyba w tym kierunku zmierza polityka ministerstwa – punktuje zastępca wójta, przypominając, że wiceszef resortu potrafił porównać ofiary dzikich zwierząt do ofiar wypadków drogowych i utonięć w Bałtyku. Zdaniem Petki, to klasyczna technika manipulacji i sprowadzanie debaty o ludzkim życiu do absurdu.

Ekoterroryzm i bankructwa

Niedźwiedzie i wilki to tylko wierzchołek góry lodowej. Bieszczady dławią się od restrykcyjnych przepisów nakładanych przez władze i Lasy Państwowe. Poważnym ciosem dla regionu był drastyczny zakaz wyrębu lasów (tzw. moratorium), wprowadzony nagle przez ministerstwo na początku roku.

Szekspir pod gwiazdami

Skutki są dramatyczne – zaledwie na przestrzeni kilku miesięcy na Podkarpaciu upadło około 20 proc. tartaków i firm przetwórstwa drewna.

Z dnia na dzień stracili pracę ludzie, którzy ciężką harówą w lesie zarabiali na chleb i utrzymywali z tego swoje rodziny. (…) To był przerażający widok. A pan minister Dorożała co mówi? (…) Że to jest rynek. Niech gra rynek – opowiada z goryczą wicewójt Olszanicy, wskazując na skrajną empatię państwa wobec zwierząt i rażącą znieczulicę wobec bieszczadzkich robotników.

Zderzenie z rygorystycznymi wymogami unijnymi i środowiskowymi potrafi generować na dole skrajne paradoksy. Jak ujawnił Robert Petka, podczas budowy nowoczesnej kanalizacji sanitarnej gmina musiała formalnie udowadniać absurdalną wręcz tezę. – Musieliśmy udowodnić, że oczyszczona woda, bez ścieków, w rzece nie wpłynie negatywnie na siedlisko bobrów. (…) Że ta czysta woda nie wpłynie negatywnie na bobry.

Samorządowcy z Bieszczad nie kryją już frustracji. Mają dość traktowania ich jak „grupy oszołomów”, która przeszkadza w wielkich ekologicznych projektach decydentów ze stolicy.

Szekspir pod gwiazdami

Jesteśmy w szponach ekoterrorystów – podsumowuje dobitnie wicewójt Petka. – Chrońmy środowisko naturalne, ono jest piękne. Chrońmy Bieszczady, chrońmy wszystko, ale znajdźmy dla człowieka też miejsce. I znajdźmy też proporcje, normalne, zdrowe proporcje. Mieszkańcy Bieszczad mówią „sprawdzam”. Pytanie, czy Warszawa usłyszy ich głos, zanim dojdzie do kolejnej tragedii na szlaku, lub zanim z mapy zniknie ostatni lokalny zakład dający ludziom chleb.

Przeczytaj więcej

Kolejki do lekarzy i polityczna burza. Gursztyn: wyborcy KO zaczynają mieć kłopot
Kolejki do lekarzy i polityczna burza. Gursztyn: wyborcy KO zaczynają mieć kłopot
Referendum przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu? Michał Moskal: „Bardzo bym chciał, żeby się tak wydarzyło”
Referendum przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu? Michał Moskal: „Bardzo bym chciał, żeby się tak wydarzyło”
Posłanka KO wepchnęła się bez kolejki do szpitala. Koziński: „Złoci chłopcy Tuska wrócili”
Posłanka KO wepchnęła się bez kolejki do szpitala. Koziński: „Złoci chłopcy Tuska wrócili”