Rozgoryczenie, poczucie marginalizacji i walka o podstawowe zasady bezpieczeństwa – to wnioski płynące z relacji bieszczadzkich samorządowców, którzy wzięli udział w niedawnej sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Zamiast dialogu, napotkali mur niezrozumienia i – jak sami twierdzą – urzędniczą arogancję. Goście Radia Wnet, wójt gminy Olszanica Krzysztof Zapała oraz wicewójt Robert Petka, w rozmowie z Katarzyną Uchaniuk i Krzysztofem Skowrońskim kreślą dramatyczny obraz regionu, o którym Warszawa zdaje się pamiętać jedynie w kontekście radykalnych dyrektyw ekologicznych.
Drapieżniki pod przedszkolami
Głównym problemem, który zasygnalizowano w Sejmie, jest drastyczny, niekontrolowany rozrost populacji drapieżników, głównie wilków i niedźwiedzi. Włodarze podkreślają, że nie chcą „wystrzelać wszystkich niedźwiedzi”, ale domagają się realnego zarządzania populacją, która w sposób bezpośredni zagraża mieszkańcom i turystom. Bezpieczeństwo w Bieszczadach staje się dziś towarem deficytowym.
Sytuacja jest poważna, a incydentów przybywa. Jak relacjonował wicewójt Robert Petka, dzikie zwierzęta pojawiają się już w centrach miejscowości: „Jeżeli w ścisłych zabudowaniach przy przedszkolu w Zagórzu (…) chodzą niedźwiedzie, przy przedszkolu w biały dzień w Uhercach Mineralnych widać wilki 70 metrów od [zabudowań – przyp. red.], to mamy problem. Musimy zapanować nad populacją”.
Lokalna społeczność doskonale pamięta tragiczne wydarzenia z 2014 roku z terenu gminy Olszanica, kiedy to atak niedźwiedzia zakończył się śmiercią.





