Seria fałszywych alarmów bombowych, które w ostatnich dniach sparaliżowały pracę redakcji Telewizji Republika oraz uderzyły bezpośrednio w prywatne mieszkanie jej redaktora naczelnego, Tomasza Sakiewicza, to zdaniem ekspertów coś znacznie więcej niż tylko głupi żart. Jak wskazuje Cezary Gmyz, dziennikarz śledczy i publicysta „Do Rzeczy” oraz TV Republika, mamy do czynienia ze zorganizowaną operacją, z której płyną bardzo niepokojące wnioski dla bezpieczeństwa państwa.
Rosyjska „sprawdzeniówka” i testowanie państwa
W ocenie dziennikarza, sposób przeprowadzenia akcji nosi wyraźne znamiona działań inspirowanych z zewnątrz. Rządzący sami przyznali zresztą, że w sprawie pojawia się „ślad wschodni”.
– Tego typu operacje to jest rzeczywiście specjalność ze wschodu, a w szczególności z Rosji, które badają odporność państwa – zaznaczył Gmyz na antenie Radia Wnet. Jak podkreślił, do wywołania chaosu nie trzeba dziś skomplikowanych narzędzi, wystarczy komputer schowany za systemem VPN, uniemożliwiającym namierzenie sprawcy.
Publicysta wprost wskazał, kto zazwyczaj sięga po takie narzędzia: – To są metody, które dość powszechnie używa czy to SWR, czyli wywiad zagraniczny rosyjski, czy wywiad wojskowy GRU, ale również (…) działa tak również FSB. Gmyz porównał tę taktykę do znanej bajki o chłopcu, który ciągle krzyczał „wilk”. Chodzi o celowe „zajeżdżanie” służb fałszywymi wezwaniami. – Z boku takie służby rosyjskie mogą się przyglądać, jak [polskie służby] działają i kiedy tracą odporność na tego typu działania – tłumaczy ekspert.






