Sromotna klęska i bunt wewnątrz partii
Wyniki ostatnich wyborów samorządowych na Wyspach są dla rządu bezlitosne. Partia Pracy straciła aż 1500 mandatów z posiadanych 2,5 tysiąca. To polityczne tsunami, które stawia pod znakiem zapytania przyszłość obecnego premiera.
– Zobaczymy, czy Keir Starmer przechodzi do przeszłości. Nie byłbym jeszcze tego aż tak pewien, chociaż bardzo wiele wskazuje na to, że faktycznie zostanie mu rzucona rękawica – analizuje Sławomir Wróbel. Jak podkreśla publicysta, pretendenci do fotela lidera już czekają w blokach startowych. Wśród nich wymienia się „króla północy”, burmistrza Manchesteru Andy’ego Burnhama oraz ministra zdrowia Wesa Streetinga.
System dwupartyjny w fazie rozkładu
Zdaniem Wróbla, problem Brytyjczyków sięga znacznie głębiej niż tylko personalne roszady na szczytach władzy. Obecna sytuacja przypomina agonię. „Jedno to jest rzucić rękawicę upadającemu Starmerowi, a drugie to mieć pomysł, jak z tego galimatiasu wyjść” – słyszymy w rozmowie.
Wielka Brytania mierzy się z upadkiem systemu, który premiował dwie główne siły. Dziś na horyzoncie pojawia się Partia Reform (28-29% poparcia), która depcze po piętach gigantom.






