Polska wieś stoi dziś przed największym wyzwaniem od dekad. Z jednej strony mordercza susza i niskie ceny skupu, z drugiej – widmo zalania rynku tanią, niekontrolowaną żywnością z Ameryki Południowej. Adam Reimann nie gryzie się w język, punktując absurdy unijnej polityki celnej i handlowej.
Żywność traktowana jak narkotyki
Najbardziej szokujący w rozmowie jest wątek standardów produkcji. Podczas gdy unijny rolnik musi spełniać restrykcyjne normy, kraje Mercosur (m.in. Brazylia) grają na zupełnie innych zasadach.
– Jeżeli polski rolnik przyznałby się do wykorzystania środków chemicznych zakazanych w UE, jego produkt zostałby zutylizowany jak narkotyki. Zostałby spalony, bo nie nadawałby się nawet dla zwierząt – alarmuje Adam Reimann. Tymczasem te same substancje są standardem u producentów zza oceanu, których towary bez przeszkód wjeżdżają do europejskich portów.
Salmonella i luki w systemie
Pytania o bezpieczeństwo nie są bezzasadne. Pierwsze partie importowanego drobiu pokazały skalę problemu – mówi się nawet o 80-procentowym zakażeniu salmonellą.







