Brytyjska scena polityczna przechodzi bezprecedensowy wstrząs. Wybory lokalne, które niedawno odbyły się na Wyspach, nie są jedynie zwykłym sprawdzianem popularności. Zdaniem eksperta, dr. Przemysława Biskupa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, mamy do czynienia z sygnałami wskazującymi na koniec dotychczasowego systemu politycznego. Na fali tej zmiany triumfuje Nigel Farage i jego Reform Party, która z partii „fringowej” urosła do rangi głównego gracza.
Od „fringowej” partii do potęgi – fenomen Reform Party
„Poprzedni raz mieliśmy do czynienia z taką sytuacją 100 lat temu, kiedy Partię Liberalną zastępowała Partia Pracy jako jedna z tych głównych dwóch partii” – zaznacza dr Biskup, porównując obecną sytuację do początku XX wieku. Wtedy również doszło do „dużego rozdrobnienia partyjnego”, co prowadziło do „różnych takich dziwnych kombinacji, słabych rządów mniejszościowych”.
To, co wydaje się naprawdę szokujące, to błyskawiczny wzrost popularności Reform Party. „Partia, która jeszcze dwa lata temu chodziła za taką mocno fringową, taką pograniczną systemą, stała się rok temu ugrupowaniem, które zaczęło prowadzić we wszelkich sondażach” – podkreśla analityk. Dzisiejsze wyniki wyborcze to materializacja tych sondaży, a skala zjawiska jest zdaniem dr. Biskupa „ogromna”.
Lokalne, ale o znaczeniu krajowym
Mimo nazwy „wybory lokalne”, ich waga jest znacznie większa. Oprócz Anglii, głosowano również w Szkocji i Walii, a prawo do głosowania miało aż 30 milionów obywateli. „To można by przyrównać pod względem takiej wartości predykcyjnej do powiedzmy wyborów samorządowych w Polsce na szczeblu wojewódzkim” – wyjaśnia ekspert. Wyborów, które są „bardzo mocno partyjnych” i opartych o ordynację przypominającą tę parlamentarną.







