Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Ogromny pożar w Puszczy Solskiej to nie przypadek. Borowiec: bez deszczu strażacy nie daliby rady

W Puszczy Solskiej trwa dogaszanie i zabezpieczanie terenu po ogromnym pożarze w rejonie gminy Aleksandrów i Józefowa. Wójt Andrzej Borowiec mówi o bardzo dużych stratach i pyta, dlaczego system przeciwpożarowy Lasów Państwowych nie zadziałał na czas. Twierdzi, że takich zaniedbań nie było nigdy.
Ogromny pożar w Puszczy Solskiej to nie przypadek. Borowiec: bez deszczu strażacy nie daliby rady

Płonący las, fot. Open AI.

Deszcz pomógł opanować pożar

W Puszczy Solskiej sytuacja po ogromnym pożarze jest obecnie opanowana, ale służby nadal pozostają w gotowości. Andrzej Borowiec, wójt gminy Aleksandrów, podkreśla, że kluczowe znaczenie miały opady deszczu, które zaczęły się wieczorem.

– Sytuacja jest teraz opanowana. Od godziny 19 wczoraj wieczorem deszcz padał, w nocy nawet intensywnie. Te ilości są zadowalające. Ale obszar i teren pożaru, jak również intensywność przemieszczania się ognia, torfowiska, każą służbom trzymać się na baczności i służby czuwają – mówi Andrzej Borowiec.

Wójt nie ma wątpliwości, że bez pomocy natury walka z ogniem byłaby znacznie trudniejsza. Jak zaznacza, skala pożaru przekraczała możliwości zwykłej akcji gaśniczej.

– Deszcz pomógł, bo bez deszczu nie daliby sobie strażacy, nie dalibyśmy sobie rady – podkreśla Borowiec.

Ogromne straty w Puszczy Solskiej

Andrzej Borowiec, który przez 25 lat pracował w Lasach Państwowych, mówi o bardzo dużych stratach. Jak relacjonuje, już we wtorek wieczorem widział ściany ognia ciągnące się na dużych odcinkach.

– Straty są ogromne. Ja szacowałem jako leśnik, bo pracowałem 25 lat w Lasach Państwowych. Pojechałem w jedno miejsce – ściana ognia kilometr. Pojechałem w drugie miejsce, oddalone o dwa kilometry – w prawo, w lewo ściana ognia kilometr. Pojechałem w trzecie miejsce od Józefowa – kilometr, dwa – mówi wójt gminy Aleksandrów.

Według jego szacunków ogień mógł objąć ogromny obszar lasu.

– Pomnożyć to wszystko, to daje 6–7 kilometrów razy szerokość, gdzie trudno okiem ocenić, czyli 500–700 metrów. Efekt wychodzi taki, że to jest tysiąc hektarów – ocenia Borowiec.

„Takiego pożaru tutaj nie było”

Wójt gminy Aleksandrów ocenia, że był to największy pożar, jakiego doświadczył w regionie Puszczy Solskiej.

– Takiego pożaru tutaj w Puszczy Solskiej, w rejonie lubelskim, w tej części Polski Wschodniej nigdy nie było. Jedyny pożar porównywalny był w Kuźni Raciborskiej w latach 90. – wskazuje Andrzej Borowiec.

Jak przypomina, właśnie po tragicznych doświadczeniach z Kuźni Raciborskiej zbudowano system zabezpieczenia przeciwpożarowego w Lasach Państwowych. W jego ocenie teraz trzeba wyjaśnić, dlaczego ten system nie zatrzymał ognia na wczesnym etapie.

– Zależy zadać pytanie, dlaczego ten system nie zadziałał. Czy zawiódł system, czy zawiódł człowiek, kto dopuścił do rozprzestrzenienia się takiego pożaru – mówi wójt.

„Najważniejsze jest ugasić pożar w zarodku”

Borowiec podkreśla, że w lasach kluczowa jest szybka reakcja. Jego zdaniem nie można dopuścić do sytuacji, w której ogień obejmuje korony drzew.

– Najważniejsze jest ugasić pożar w zarodku. Nie można dopuścić do pożarów koron drzew, a tutaj dopuszczono. Właśnie zginął pilot, dlatego że paliły się korony drzew – mówi Andrzej Borowiec.

Wójt wskazuje na system wież obserwacyjnych, punkty alarmowo-dyspozycyjne i sprzęt Lasów Państwowych. Według niego te elementy powinny umożliwić szybką reakcję.

– To są sieci wież obserwacyjnych, punkty alarmowo-dyspozycyjne w nadleśnictwach. Te wieże mają za zadanie obserwować, wskazywać namiary i wtedy informować służby – tłumaczy Borowiec.

W jego ocenie odpowiedzialność za brak skutecznej reakcji powinna być wyjaśniona.

– To nie zadziałało, nie wiem dlaczego. Odpowiedzialność jest po stronie kierownictwa nadleśnictwa i Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, bo to jest ewidentne zaniedbanie – ocenia wójt gminy Aleksandrów.

OSP na pierwszej linii

Borowiec zwraca uwagę, że największy ciężar walki z ogniem ponieśli strażacy Ochotniczej Straży Pożarnej. Według niego to właśnie oni działali bezpośrednio w najtrudniejszych miejscach.

– Strażacy OSP wychodzili jak kominiarze, a inne służby miały czyściutkie mundury. To oni byli na pierwszej linii boju, bez rozkazów, bez wytycznych, szli i gasili – mówi wójt.

Jak dodaje, dzięki ich pracy udało się ochronić gminę Aleksandrów.

– Dzięki nim uratowana została gmina Aleksandrów – podkreśla Andrzej Borowiec.

Pytania o zabezpieczenie pogorzeliska

Wójt wskazuje także na kolejny etap akcji, czyli zabezpieczenie terenu po przejściu ognia. Jego zdaniem należało szybciej uruchomić działania polegające na oboraniu pożaru i zabezpieczeniu go do ziemi mineralnej.

– Wieczorem, z wtorku na środę, trzeba było uruchomić pilarzy, drwali, ciągniki rolnicze, ciągniki leśne, oborać, zabezpieczyć. Każdy wie tutaj, że trzeba ogień zabezpieczyć do ziemi mineralnej, żeby się nie rozprzestrzeniał – mówi Borowiec.

W jego ocenie brak takich działań był poważnym błędem.

– Nie zrobiono takich działań, pominięto to. Ogólnie był bałagan, brak zarządzania – ocenia wójt gminy Aleksandrów.

Przyczyny pożaru do wyjaśnienia

Andrzej Borowiec zaznacza, że na razie trudno przesądzać, czy pożar był skutkiem naturalnego zdarzenia, niedopałka, czy podpalenia. Jak mówi, ryzyko pożarów jest wpisane w funkcjonowanie tego regionu, ale właśnie dlatego system powinien działać szybko.

– Trudno powiedzieć. Bardzo dużo turystów się przemieszcza i wystarczy jakiś niedopałek papierosa. Te pożary są tutaj wpisane w ryzyko. Idea jest taka, żeby zadusić je w zarodku – mówi wójt.

Borowiec podkreśla, że najważniejsze jest dziś wyjaśnienie dwóch momentów: początkowej reakcji i późniejszego zabezpieczenia ognia.

– Dwa kluczowe momenty: początek, brak reakcji i późne wykrycie, a później niezabezpieczenie pożaru z wtorku na środę. To jest katastrofalny błąd – podsumowuje Andrzej Borowiec.

Przeczytaj więcej

Palmiry. Las, w którym Niemcy próbowali pogrzebać polską przyszłość.
Palmiry. Las, w którym Niemcy próbowali pogrzebać polską przyszłość.
ZAIKS pod presją pytań. Dominika Barabas, ePUAP i postulaty zmian. Część 2
ZAIKS pod presją pytań. Dominika Barabas, ePUAP i postulaty zmian. Część 2
Lumina Metals i gorączka złota pod Nową Solą. Prof. Pieńkowski ostrzega przed „folderem reklamowym”
Lumina Metals i gorączka złota pod Nową Solą. Prof. Pieńkowski ostrzega przed „folderem reklamowym”