Gates łagodzi klimatyczną apokalipsę
Bill Gates, współzałożyciel Microsoft, filantrop i inwestor, postrzegany jako guru „wyznawców religii klimatycznej i jej bojowników”, a co najmniej znaczący sojusznik tych środowisk, od dawna deklarował, że za obecne zmiany klimatu, a w szczególności jego ocieplenie, odpowiada działalność człowieka. W 2021 r. w książce „How to Avoid a Climate Disaster” („Jak uniknąć katastrofy klimatycznej”) przedstawił plan “wyzerowania emisji” gazów cieplarnianych i ostrzegał, że bez radykalnych działań w tym kierunku grożą nam katastrofalne skutki. W tym okresie Gates posunął się do zalecania jednostkom m.in. ograniczenia konsumpcji i zmniejszenia własnego śladu węglowego, jako formy osobistego zaangażowania. Założyciel Microsoftu nawoływał bogate kraje do spełniania moralnego obowiązku dążenia do zerowej emisji netto i trzeba przyznać, że jednocześnie jego firma inwestowała w technologie zielonej energetyki.
W 2025 r. Gates, zaskakując wielu, przedstawił nowe, nieortodoksyjne stanowisko, znacznie obniżające dramatyczne, czasem histeryczne napięcie opanowujące wyznawców ideologii klimatycznej. Na blogu i w mediach stwierdził, że choć zmiany klimatu przyniosą „poważne konsekwencje, zwłaszcza dla najbiedniejszych krajów”, to nie doprowadzą do zagłady ludzkości. Obecnie, według Gatesa, błędem jest twierdzić, że kryzys klimatyczny oznacza koniec świata. Miliarder teraz rozsądnie sugeruje by zamiast skupiać się wyłącznie na redukcji emisji i temperaturze, traktować klimat w kontekście jakości życia, zdrowia, ubóstwa i rozwoju, czyli żeby priorytetem uczynić łagodzenie skutków zmian klimatu, a nie tylko samo ich powstrzymywanie. Według „nowej teorii” Billa Gatesa przesadny alarmizm prowadzi do nieefektywnego wydatkowania zasobów, które lepiej inwestować w poprawę warunków życia, opiekę zdrowotną oraz rozwój, niż w “katastroficzne scenariusze”.
Gates przestał prezentować klimatyczny „apokaliptyzm” jako centralny motyw swoich działań. Przed konferencją klimatyczną COP30 (od angielskiego Conference of the Parties – „Konferencja Stron” – coroczne spotkanie wszystkich państw, które podpisały Ramową Konwencję Narodów Zjednoczonych o Zmianach Klimatu, podczas konferencji, która odbyła w dniach 10–21 listopada 2025 r. w Brazylii), opublikował 17-stostronicowe memento, które liczni osłupiali i oburzeni naukowcy oraz wyznawcy religii klimatycznej skrytykowali za stworzenie, jak to nazwali – „fałszywej dychotomii” między walką z biedą a działaniami klimatycznymi. Wskazali, że choć zmiany klimatu same w sobie nie oznaczają natychmiastowego „końca świata”, ich skutki – fale upałów, powodzie, susze, ekstremalne zjawiska pogodowe – już teraz prowadzą do wzrostu cierpień, zwłaszcza na globalnym Południu. Krytycy „zreformowanych” poglądów klimatycznych Gatesa wyrażają obawy, że taka retoryka może być wykorzystana jako pretekst do opóźniania lub łagodzenia działań „chroniących klimat”. Twierdzenie twórcy Microsoft’u: jeśli „nie dojdzie do zagłady”, to może warto zrezygnować z ambitnych celów emisyjnych na rzecz rozwoju technologii czy adaptacji, jest zdaniem wielu niebezpiecznym precedensem. W skrócie: część, ta „lepsza”, naukowców i aktywiści klimatyczni dostrzegają w deklaracjach Gatesa próbę przewartościowania priorytetów, z obawą, że „ludzkie dobro” – o zgrozo – zostanie uznane za ważniejsze niż środowisko, a to już „pogląd całkiem wywrotowy”. Czy znany ze swoich, dotyczących losu ludzkości i jej planety, proroctw miliarder, guru i prorok religii klimatycznej widząc zmianę trendu z ideologicznego na racjonalny koniunkturalnie zmienił stanowisko, czy po prostu poszedł po rozum do głowy? Nie wiem. Ale uważam, że wolta Gatesa daje prawo do ostrożnego optymizmu.
Davos mówi już językiem energii
Na domiar złego, na tegorocznym World Economic Forum (WEF) w Davos, ku zaskoczeniu uczestników i obserwatorów, nie pojawił się założyciel i, nieprzerwanie od 54-ch lat, prezes Forum, Klaus Schwab, którego miejsce zajęli jako tymczasowi współprzewodniczący – „Interim Co-Chair”: dotychczasowy szef Kuratorium Forum, prezes największej na świecie, amerykańskiej korporacji inwestycyjnej – BlackRock Inc., Larry Fink oraz André Hoffmann szwajcarski przedsiębiorca, filantrop, ekolog i wiceprzewodniczący rady dyrektorów Roche Holding AG. Fink, otwierając obrady, zapowiedział m.in. powrót do energetyki węglowej, gazowej i atomowej gdyż okazuje się, że odnawialne źródła energii są zbyt niestabilne oraz za mało wydajne by sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię konieczną do zasilania rozwijającej się techniki sztucznej inteligencji, robotyzacji i automatyzacji. I to pomimo, iż BlackRock i inne firmy inwestycyjne lokowały dotychczas poważne fundusze w odnawialne źródła energii.



