
Antoni Macierewicz / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

– Oświadczył mi to w sposób jednoznaczny, że po powrocie ze Smoleńska, a przed wyborami, aneks zostanie opublikowany – mówi Antoni Macierewicz o decyzji Lech...
Prowadzący:
Antoni Macierewicz powiedział na antenie Radia Wnet, że śp. prezydent Lech Kaczyński chciał opublikować aneks do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych po powrocie ze Smoleńska.
– Oświadczył mi to w sposób jednoznaczny, że po powrocie ze Smoleńska, że przed wyborami, aneks zostanie opublikowany – powiedział były szef MON.
W rozmowie podkreślił, że po śmierci Lecha Kaczyńskiego sprawa została zablokowana.
Macierewicz zwrócił uwagę, że dokument, o którym mowa, bywa błędnie opisywany jako „drugi aneks”.
– Najpierw był wydany raport w lutym, a później przygotowany został aneks, który jest kontynuacją raportu. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Jest rozwinięciem raportu – powiedział.
Jak dodał, raport liczył około 300 stron, natomiast sam aneks jest znacznie obszerniejszy.
– Aneks ponad dwa razy więcej – stwierdził, a później doprecyzował, że dokument ma ponad 900 stron.
Były minister obrony narodowej przekonywał, że aneks zawiera zarówno rozwinięcie materiału ujętego wcześniej w raporcie, jak i zupełnie nowe elementy.
– Jest dużo faktów, jest dużo informacji, jest dużo nazwisk – powiedział.
Jak zaznaczył, dokument ma pokazywać mechanizmy działania środowisk wywodzących się ze służb komunistycznych oraz ich dalszy wpływ na życie państwowe po 1989 roku.
– Istotą tego materiału jest przywołanie genezy i konsekwencji społeczno-gospodarczo-politycznej utworzenia służb specjalnych jako kontynuacji służb komunistycznych. I to jest główny problem – mówił.
Macierewicz dodał też, że opublikowany wcześniej raport obejmował tylko część całości.
– Raport był dużo mniejszy i zawierał po prostu tylko, o ile się nie mylę, tysiąc, tysiąc sto nazwisk chyba, czyli jedną dziesiątą tych nazwisk – powiedział.
W rozmowie padło również pytanie o obecną procedurę i o to, czy dokument ma szansę zostać ujawniony przez prezydenta Karola Nawrockiego.
– Prezydent Nawrocki już się zdecydował. To nie jest tak, że zdecyduje się. On się już zdecydował – powiedział Macierewicz.
Według niego dokument jest obecnie czytany przez marszałków Sejmu i Senatu, którzy mają określony czas na przedstawienie swojego stanowiska.
– Teraz czytają to szefowie zarówno Sejmu, jak i Senatu. Oni mają miesiąc czasu, teraz już tylko chyba trzy tygodnie. Po trzech tygodniach muszą podjąć swoje stanowisko, które nie jest decyzyjne. Decyzyjne jest stanowisko pana prezydenta – zaznaczył.
Macierewicz podkreślił, że nie wszystkie nazwiska muszą zostać ujawnione. Wskazał, że wcześniejsze rozstrzygnięcia sądowe zakładały ochronę części osób.
– Decyzja sądu była taka, żeby nazwiska tych osób, którzy nie podejmowali najbardziej negatywnych funkcji, nazwisk nie podawać i to jest roztropne – powiedział.
Jednocześnie zastrzegł, że kluczowe nazwiska i opisy działań powinny zostać ujawnione.
– Główne nazwiska antypolskich działań muszą być przekazane – dodał.
Pytany wprost, czy wierzy w publikację dokumentu, odpowiedział krótko:
– Liczę na to, że będzie.
I podkreślił, że jego zdaniem znaczenie aneksu wykracza poza sam wymiar historyczny.
– Istotą przecież tego raportu są dwie kwestie. Po pierwsze nazwiska agentury, a po drugie działania tej agentury zmierzające do dążenia do likwidacji Polski – powiedział.