Media mówią o tym niechętnie, bo trudno im przyznać, że 47. prezydent USA zrobił coś, na co reszta świata nie miała odwagi. Łatwiej krytykować styl niż przyznać skuteczność. Łatwiej mówić o kontrowersjach niż uznać fakty. A fakty są takie, że ta rozgrywka trwa i jej końca jeszcze nie widać.
Wielu obserwatorów patrzy na politykę Trumpa powierzchownie, widząc w niej jedynie chaos, impulsywność i brutalność. Tymczasem pod tą warstwą znajdowała się logika imperialna, a ta jest stara jak świat. Imperia nie utrzymują dominacji wyłącznie dzięki armii. Imperia rządzą wtedy, gdy kontrolują handel, energię i przepływ towarów. Ten, kto kontroluje morza, kontroluje gospodarkę, ten, kto kontroluje cieśniny, kontroluje przemysł. Ten zaś, kto kontroluje przemysł przeciwnika, może osłabić go bez oddania jednego strzału.
Ta strategia zaczęła się już podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, a wtedy twierdziłem, że prezydent Stanów Zjednoczonych podpalił świat. Rozpadały się ekonomiczne układy, wybuchały wojny celne, rosły napięcia handlowe i dla wielu był to jedynie wybuch politycznej awantury. Mało kto chciał dostrzec, że wszystkie te działania miały wspólny mianownik, więc zatrzymanie wzrostu gospodarczego Chin. Trump mówił o tym półgębkiem, czasem obchodził temat, czasem robił to w sposób prostacki, ale konsekwencja celu była widoczna. Nie chciał iść na całość w pierwszej kadencji, bo chyba bardziej testował grunt. Sprawdzał reakcje sojuszników, badał odporność przeciwników i przygotowywał architekturę nacisku.

Druga odsłona tej polityki przyniosła realizację planu na pełną skalę. Trump przeszedł od presji handlowej do presji strategicznej. Zrozumiał, że same cła nie wystarczą. Cła są narzędziem politycznym, ale nie łamią fundamentów przeciwnika. Fundamentem Chin nie są taryfy, lecz logistyka. Chińska potęga nie opiera się tylko na taniej produkcji, lecz na zdolności nieprzerwanego transportu surowców i towarów, a jeśli ten krwiobieg zostanie przecięty albo choćby przyduszony, cała gospodarcza machina zaczyna tracić wydolność.







