Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

„Koniec wojny w PiS” i znaczenie porozumienia Kaczyński–Morawiecki

– Nie porozumienie między Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim będzie kluczowe, tylko porozumienie między Patrykiem Jakim, Tobiaszem Bocheńskim, Jackiem Sasinem i Mateuszem Morawieckim – mówił w Radiu Wnet Mariusz Staniszewski. Publicysta ocenił, że nocne zdjęcie i wpis Adama Bielana nie zamykają całej sprawy, ale pokazują, że scenariusz rozpadu PiS nie był realny.
„Koniec wojny w PiS” i znaczenie porozumienia Kaczyński–Morawiecki

Od lewej; Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński, Adam Bielan, fot. x.com/@AdamBielan

Nocny wpis Adama Bielana, opatrzony wspólnym zdjęciem Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i samego europosła, uruchomił pytania o „koniec wojny w PiS” i początek nowego otwarcia w partii. Mariusz Staniszewski w Radiu Wnet tonował jednak taką interpretację i przekonywał, że najważniejsze napięcia nie przebiegają dziś na linii Kaczyński – Morawiecki.

Myślę, że tutaj nie porozumienie między Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim będzie kluczowe, tylko porozumienie między Patrykiem Jakim, Tobiaszem Bocheńskim, Jackiem Sasinem i Mateuszem Morawieckim. To byłoby kluczowe, a nie porozumienie Jarosław Kaczyński – Mateusz Morawiecki, bo tam tak naprawdę wielkiego sporu nie było – mówił Mariusz Staniszewski.

„Tam tak naprawdę wielkiego sporu nie było”

W ocenie publicysty relacje między Mateuszem Morawieckim a Jarosławem Kaczyńskim od dawna były znacznie stabilniejsze, niż sugerowała część komentarzy. Staniszewski przypomniał, że były premier przez lata bardzo blisko współpracował z prezesem PiS, a najważniejsze decyzje rządu były konsultowane z kierownictwem partii.

Spotkanie z Macronem w Gdańsku. Jasina: Tusk chciał pokazać, że jest ważny
Spotkanie z Macronem w Gdańsku. Jasina: Tusk chciał pokazać, że jest ważny

– Donald Tusk potrzebował sukcesu na skalę międzynarodową. Potrzebował wsparcia, pokazania, że jest ważny – mówi dr Łuka…

– Warto powiedzieć, że tych polityków łączą takie dość silne więzi, dlatego że oni się wzajemnie cenią. I to jest tak, że Mateusz Morawiecki przez przecież siedem lat swojego premierowania bardzo blisko współpracował z Jarosławem Kaczyńskim i wszystkie kluczowe decyzje, które były podejmowane przez rząd, były konsultowane z Jarosławem Kaczyńskim – mówił Staniszewski.

W tym kontekście odniósł się także do zarzutów, które od dłuższego czasu pojawiają się wobec byłego premiera w sprawach relacji z Unią Europejską czy warunkowości KPO.

– Te wszystkie zarzuty stawiane mu w sprawie, nie wiem, warunkowości KPO i tak dalej, tych relacji z Unią Europejską, to nie są przecież wyłącznie decyzje Mateusza Morawieckiego, co próbuje dzisiaj udowodnić czy przekazać, czy przypisać Morawieckiemu ci jego adwersarze. Były to decyzje także Jarosława Kaczyńskiego, o czym Jarosław Kaczyński także mówił wielokrotnie – podkreślał.

Morawiecki „musiał się upodmiotowić”

Zdaniem Staniszewskiego obecne napięcia w PiS wynikają przede wszystkim z tego, że Morawiecki postanowił zbudować własną pozycję wewnątrz partii i przestać być jedynie celem ataków ze strony przeciwników.

Wotum nieufności dla Hennig-Kloski. PSL nie daje gwarancji poparcia
Wotum nieufności dla Hennig-Kloski. PSL nie daje gwarancji poparcia

Los minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski wcale nie jest przesądzony. Marek Sawicki z PSL jasno sygnalizuj…

– Morawiecki zdał sobie sprawę z tego, że bez upodmiotowienia się w partii będzie ciągle ofiarą takich, często podłych ataków ze strony swoich adwersarzy, niesprawiedliwych w każdym razie. Więc postanowił zbudować swoją silną jakąś frakcję po to, aby móc odpierać te zarzuty, aby mieć realną siłę do tego, aby odpowiadać na tego rodzaju ataki – mówił publicysta.

Jak zaznaczył, Jarosław Kaczyński dobrze rozumie ten mechanizm, dlatego sam nie traktował całej sytuacji jako początku realnego rozłamu.

– Jarosław Kaczyński doskonale to rozumie i myślę, że obaj byli w pewien sposób, delikatnie mówiąc, rozbawieni tym wieszczeniem rozpadu PiS, bo myślę, że ani przez jeden moment takiego scenariusza realnie nie było – ocenił Staniszewski.

Dodał jednocześnie, że w otoczeniu Morawieckiego byli ludzie, którzy myśleli o dalej idącym scenariuszu.

– Chociaż trzeba przyznać, że jest kilku bliskich ludzi Morawieckiemu, którzy do takiego rozwiązania dążyli, ale tu nie było chyba większego, na poważnie takiego scenariusza rozpatrywanego – mówił.

„Nie można przy lekkich zgrzytach mówić o końcu”

W rozmowie pojawił się też wątek sondaży i pytań o to, czy PiS może sobie pozwalać na wewnętrzne napięcia w czasie, gdy partia pozostaje pod presją słabych badań opinii publicznej. Staniszewski nie bagatelizował problemu, ale sprzeciwiał się katastroficznym interpretacjom.

– Nie jest super, nie można się bezkarnie bawić, natomiast nie można też przy byle jakich, przy lekkich zgrzytach od razu mówić, że to jest koniec, katastrofa, klęska i rozpad i w ogóle już możemy się żywcem położyć do grobu, bo inaczej i tak nic nie osiągniemy – mówił.

Według niego napięcia w partii są w dużej mierze naturalnym skutkiem walki o pozycję i wpływy, zwłaszcza wśród młodszych polityków, którzy chcą wejść do ścisłego kierownictwa obozu.

– Polityka to polityka. Jest dynamiczna. Młodzi politycy, którzy nie mają na koncie wielkich sukcesów, chcą wreszcie wejść do pierwszej ligi i zacząć walczyć o najwyższe cele – mówił Staniszewski.

W tym kontekście wskazał konkretnych polityków.

– Przegrali wybory w Warszawie i Patryk Jaki, i Tobiasz Bocheński przegrali w pierwszej turze. Muszą się jakoś wykazać i chcą, aby starsi politycy, tacy jak Morawiecki, odeszli trochę w cień, bo chcą zająć ich miejsce. Nie jest to nic szczególnego w polityce. Tak to działa – dodał.

PiS, Konfederacja i Braun

W dalszej części rozmowy Staniszewski odniósł się także do sondażowych porównań między PiS a prawicą poza PiS, zwłaszcza Konfederacją i środowiskiem Grzegorza Brauna. Odrzucił tezę, że zsumowane poparcie tych środowisk tworzy dziś realną alternatywę dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

– Jeżeli ktoś łączy dzisiaj poparcie Konfederacji Grzegorza Brauna i Konfederacji Mentzena i Bosaka i mówi, że to będzie przeciwwaga dla PiS, to myślę, że to jest po prostu… równie dobrze mógł zsumować poparcie Konfederacji i Lewicy. Wszystko można zsumować ze wszystkim. Jaki jest sens tego? Sens jest tego żaden – mówił.

Publicysta bardzo ostro ocenił też środowisko Brauna i jego polityczne zaplecze.

– Jeżeli bierze na swoje listy takie postaci, takie polityczne zombie, jak Stanisław Tymiński czy Mateusz Piskorski, to znaczy, że tam jest jakiś kryzys kadrowy. Jeżeli jedną z głównych postaci tam jest Sebastian Pitoń, to to znaczy, że tam jest pewien problem – mówił.

Jednocześnie podkreślił, że po prawej stronie najważniejsze będzie to, czy PiS i Konfederacja będą zdolne do rozmowy i czy uznają wspólną odpowiedzialność za odsunięcie Donalda Tuska od władzy.

– Dwie najbardziej przewidywalne partie opozycyjne, czyli Prawo i Sprawiedliwość i Konfederacja, powinny być w stanie po pierwsze ze sobą rozmawiać bez jakichś takich przecinek i głupich emocji, a po drugie, żeby obie zrozumiały, że spoczywa na nich odpowiedzialność odsunięcia od władzy Donalda Tuska – mówił Staniszewski.

„Efekt Czarnka” jeszcze za wcześnie oceniać

Na koniec rozmowy padło też pytanie o Przemysława Czarnka i to, czy projekt budowania jego pozycji jako jednego z ważnych polityków PiS nie wytracił impetu. Staniszewski przekonywał, że na takie oceny jest jeszcze za wcześnie.

– Nie, Przemysław Czarnek jest politykiem, który ma dużą determinację, dużą siłę. Nie wiem, czy to jest najlepszy polityk dzisiaj na te wyzwania, które stają przed Prawem i Sprawiedliwością, ale nie można zamykać tego projektu i mówić, że Przemysław Czarnek się nie nadaje po dwóch miesiącach jego działalności – mówił.

Dodał, że Czarnek pracuje intensywnie w terenie, a efekty takich działań nie muszą być od razu widoczne w standardowych badaniach.

– Jeżeli rzeczywiście jest politykiem pracowitym, a jest politykiem pracowitym, jeździ po Polsce, spotyka się z ludźmi, przyciąga tłumy ludzi, to znaczy, że jakaś energia w tym jest. Jeżeli będzie w stanie popracować jeszcze w ten sam sposób, to za trzy, cztery miesiące, pół roku będziemy wiedzieć, czy to się sprawdza, czy się nie sprawdza – mówił Staniszewski.

W jego ocenie nocne zdjęcie i wpis Adama Bielana nie tyle zamykają całą historię sporów w PiS, ile pokazują, że najważniejsza rozgrywka w partii nie toczy się dziś między Kaczyńskim a Morawieckim. Jak wynika z jego słów, stawką jest raczej układ sił wokół byłego premiera i odpowiedź na pytanie, kto w najbliższych miesiącach będzie miał realny wpływ na przyszły kształt największej partii opozycyjnej.

Przeczytaj więcej

Gorąca sesja Rady Warszawy. Ostre słowa o Szpitalu Południowym
Gorąca sesja Rady Warszawy. Ostre słowa o Szpitalu Południowym
Piotr Gliński: W Warszawie funkcjonuje „brudna wspólnota”
Piotr Gliński: W Warszawie funkcjonuje „brudna wspólnota”
Andrij Sadowy: Głupstwo przeciwko przyszłości. Jarosław Kaczyński: [Sadowy] to oczywisty banderowiec! Spór o pamięć i polityczną moralność w świetle oszukania polskiej firmy.
Andrij Sadowy: Głupstwo przeciwko przyszłości. Jarosław Kaczyński: [Sadowy] to oczywisty banderowiec! Spór o pamięć i polityczną moralność w świetle oszukania polskiej firmy.