Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Syn Anny Walentynowicz: nie wiem, kto leży w grobie mojej mamy

Janusz Walentynowicz mówi wprost, że po 16 latach od katastrofy smoleńskiej nadal nie ma pewności, kto naprawdę został pochowany w grobie Anny Walentynowicz. W rozmowie wraca do identyfikacji ciała w Moskwie, późniejszej ekshumacji i do wieloletnich prób uzyskania odpowiedzi od prokuratury. Najmocniej wybrzmiewa jedno pytanie, które – jak przyznaje – zadaje od lat bez skutku.
Syn Anny Walentynowicz: nie wiem, kto leży w grobie mojej mamy

Miejsc katastrofy w Smoleńsku, fot. Serge Serebro, Vitebsk Popular News/wikipedia

Pytanie o grób Anny Walentynowicz

Syn Anny Walentynowicz przyznaje, że ilekroć staje nad grobem matki, wraca do tej samej myśli. Nie mówi już tylko o bólu po stracie, ale o podstawowej wątpliwości, której nikt nie potrafił rozwiać.

Zastanawiam się, kto w tym grobie leży i nie znajduję odpowiedzi na to

– mówi Janusz Walentynowicz.

Walentynowicz podkreśla, że dla niego sprawa nie została zamknięta, bo kolejne elementy materiału, z którym się zetknął, po prostu się nie zgadzały.

Katastrofa smoleńska. Brutalna i przerażająca relacja brata ciotecznego Jarosława Kaczyńskiego z miejsca tragedii
Katastrofa smoleńska. Brutalna i przerażająca relacja brata ciotecznego Jarosława Kaczyńskiego z miejsca tragedii

Jan Maria Tomaszewski w archiwalnej rozmowie z Radiem Wnet wracał do 10 kwietnia 2010 roku. Jego relacja jest pełna dras…

DNA, włosy i grupa krwi

Najbardziej konkretny zarzut dotyczy rozbieżności między ustaleniami prokuratury a cechami ciała, które – jak twierdzi – nie odpowiadały jego matce. Według śledczych badania DNA miały potwierdzać tożsamość Anny Walentynowicz. On sam wskazuje jednak, że inne elementy były z tym sprzeczne.

Według prokuratury DNA potwierdzało, że to jest moja mama, natomiast kolor włosów, grupa krwi tej osoby absolutnie się nie zgadza z tym, co powinno być u mamy

– mówi.

Podkreśla, że Anna Walentynowicz nigdy nie farbowała włosów, tymczasem – jak relacjonuje – genetyk miał wskazać włosy brązowe, wręcz rude. Do tego dochodziła niezgodność grupy krwi. Janusz Walentynowicz twierdzi, że wielokrotnie podnosił ten temat w prokuraturze, ale bez skutku.

„Ja te sprawy podnosiłem wielokrotnie w prokuraturze, ale to jakbym gadał do ściany. Oni mają swoje, że DNA potwierdza i to zamyka sprawę” – mówi.

Moskwa i identyfikacja ciała

W rozmowie wraca też do 10 kwietnia 2010 roku. O katastrofie dowiedział się przypadkiem, w salonie samochodowym, podczas odbioru auta dla syna. Potem przez cały dzień śledził informacje w telewizji, licząc jeszcze, że może ktoś przeżył.

Wieczorem – jak wspomina – otrzymał zapytanie od Żandarmerii Wojskowej czy pojedzie do Moskwy na identyfikację. Pojechał razem z żoną i córką. I właśnie ten moment, mimo upływu lat, pamięta z niezwykłą dokładnością.

Po tych 16 latach jestem w stanie niemal minutę po minucie odtworzyć swój pobyt w Moskwie, czas przed identyfikacją, samą identyfikację i później pisanie protokołu

– mówi Janusz Walentynowicz.

Podkreśla, że wtedy rozpoznał swoją matkę po rysach twarzy. Jak zaznacza, rozpoznały ją też inne osoby, które były na miejscu a wszystko miało zostać zaprotokołowane.

Kinga Hałacińska o Smoleńsku i Katyniu: ta rana wciąż się nie zabliźniła
Kinga Hałacińska o Smoleńsku i Katyniu: ta rana wciąż się nie zabliźniła

– Ta przeszłość czasami staje się teraźniejszością – mówi Kinga Hałacińska, przypominając o Katyniu, Smoleńsku i współcz…

Ekshumacja i kolejne wątpliwości

Najmocniejszy fragment rozmowy dotyczy jednak tego, co – jak twierdzi – zobaczył później, po ekshumacji. Janusz Walentynowicz mówi wprost, że nie była to ta sama osoba, którą widział wcześniej podczas identyfikacji.

Widzę swoją mamę leżącą na stole w trakcie identyfikacji i również widzę to, co zobaczyłem po ekshumacji – i to nie była ta sama osoba

– mówi.

Relacjonuje, że podczas identyfikacji rozpoznania dokonywano po twarzy. Tymczasem ciało, z którym zetknął się później, miało nie mieć głowy.

To, z czym się zetknąłem w trakcie sekcji i rzekomo jest to ta moja mama, to jest osoba, która nie posiadała głowy. Więc jak można rozpoznać kogoś po twarzy, kiedy tej twarzy w ogóle nie ma?

– pyta.

W jego ocenie ta sprzeczność powinna była stać się dla śledczych powodem do bardzo poważnej analizy. Jak twierdzi, tak się jednak nie stało.

Prokuratura i „zderzenie ze ścianą”

Janusz Walentynowicz mówi też o swoich późniejszych próbach wymuszenia dodatkowych czynności. Chciał przeprowadzić badania DNA na własny koszt, w wybranym przez siebie miejscu. Spotkał się jednak – jak relacjonuje – z kategoryczną odmową.

Ewa Stankiewicz-Jørgensen: remont Tu-154 w Samarze był częścią projektu zamachu
Ewa Stankiewicz-Jørgensen: remont Tu-154 w Samarze był częścią projektu zamachu

Ewa Stankiewicz-Jørgensen w rozmowie o katastrofie smoleńskiej wskazała trzy wątki, które – w jej ocenie – pozostają klu…

„Na moją prośbę, że chciałbym zrobić badania DNA na własny koszt, w wyznaczonym przez siebie punkcie, był kategoryczny sprzeciw i odmowa” – mówi.

Wspomina również spotkania w prokuraturze i rozmowę, podczas której sugerowano mu, że po latach mógł ulec emocjom albo coś błędnie zapamiętać. Tego nie był już w stanie zaakceptować.

„Nie dało się tego słuchać i wyszedłem stamtąd, bo obawiałem się, że mogę zrobić coś, za co będę odpowiadał karnie” – mówi.

Swoje wieloletnie starania podsumowuje jednym obrazem: mówi, że po prostu zderzył się ze ścianą i na tej ścianie został.

Pamięć o Annie Walentynowicz trwa

Choć rozmowa jest pełna bólu, bezsilności i oskarżeń pod adresem instytucji państwa, kończy się innym tonem. Janusz Walentynowicz przyznaje, że bardzo budujące są dla niego reakcje zwykłych ludzi. Mówi, że w sklepach, na ulicy, w codziennych sytuacjach spotyka osoby, które pamiętają o Annie Walentynowicz i okazują mu wsparcie.

Ludzie wiedzą o tym, co się dzieje, dlaczego moja sprawa i sprawa pochówku mojej mamy nie została załatwiona tak, jak zostać powinna

– mówi.

To właśnie ta pamięć – jak podkreśla – daje mu przekonanie, że sprawa nie odchodzi w zapomnienie. A wraz z nią nie gaśnie także pytanie, które od lat pozostaje bez odpowiedzi: gdzie naprawdę spoczywa Anna Walentynowicz.

Przeczytaj więcej

Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”