Teraz na antenie:
Radio Wnet
Świat

Paweł Rakowski: Iran może przenieść wojnę na cały region

Iran nie tylko odpowiada na groźby USA, ale – jak ocenia Paweł Rakowski – skutecznie przenosi ciężar wojny na cały region. W tle trwa też brutalna kampania Izraela w Libanie.
Paweł Rakowski: Iran może przenieść wojnę na cały region

Izraelskie F 35, fot. x.com/Israeli Air Force

Paweł Rakowski: Iran może przenieść wojnę na cały region

Paweł Rakowski ocenia, że konflikt wokół Iranu wszedł w etap bardzo ostrej eskalacji, a groźby kierowane pod adresem Teheranu nie pozostają bez odpowiedzi. W jego ocenie irańska strona już pokazuje, że jest gotowa przenosić ciężar wojny na całe otoczenie Stanów Zjednoczonych i Izraela na Bliskim Wschodzie.

– Media irańskie podają, że wokół najważniejszych obiektów kraju i fabryk mają być łańcuchy ludzkie, że po prostu mają być cywile w tych obiektach, żeby swoją obecnością uchronić je przed potencjalnymi bombardowaniami – mówi Paweł Rakowski.

Publicysta przypomina też deklaracje płynące z irańskiego establishmentu. Jak wskazuje, po zapowiedziach dotyczących ultimatum dla Teheranu pojawiły się także sygnały, że Iran może uderzyć w amerykańskich sojuszników w regionie.

Speaker irańskiego parlamentu powiedział, że po tym, jak ultimatum minie, Iran przeniesie ciężar na sojuszników amerykańskich w regionie

– zaznacza Rakowski.

Jego zdaniem nocne wydarzenia tylko potwierdzają, że konflikt już rozlewa się na kolejne obszary. – Doszło do ataku najprawdopodobniej izraelskiego na obiekty gazowe Iranu. W zamian Iran odpowiedział, atakując obiekt naftowy i port w Arabii Saudyjskiej. Idzie ostro, idzie bardzo ostro – mówi.

Iran stawia własne warunki

Rakowski podkreśla, że Teheran nie ogranicza się dziś do samej obrony. Według niego Iran przedstawił już własną propozycję zakończenia wojny i próbuje narzucić warunki polityczne, gospodarcze i regionalne.

– Amerykanie mają zapłacić odszkodowania, które Iran chce pobierać. Mówi też o zakończeniu wojny w Libanie. To jest o tyle istotne, że Iran upomina się o swoich protegowanych. Nie tylko dba o siebie, ale też o swoje aktywa – mówi Rakowski.

W jego ocenie dla Teheranu równie ważne jest to, by konflikt doprowadził do definitywnego rozliczenia z Waszyngtonem. – Kwestia podstawowa jest taka, że Iran chce zakończenia wojny w taki sposób, żeby sankcje były zdjęte, żeby wszystko wyjaśnić i żeby rozpocząć kolejny etap w nowym świecie – podkreśla.

Rakowski zaznacza, że przyjęcie irańskich żądań oznaczałoby wejście w zupełnie nową rzeczywistość polityczną. Jednocześnie dodaje, że wciąż nie wiadomo, czy Donald Trump blefuje, czy rzeczywiście ma przygotowane dalsze, twardsze kroki.

– Czekamy te dwadzieścia parę godzin, żeby zobaczyć, czy Donald Trump żartuje, czy ma jakieś poważne asy w rękawie. Nie można drwić z potęgi armii amerykańskiej, chociaż czas trwania tej wojny pokazuje, że nie wszystko Amerykanie do końca przemyśleli – mówi.

Iran ma czym uderzać

W rozmowie Rakowski zwraca uwagę, że w tej wojnie kluczowe pozostają nie tylko deklaracje polityczne, ale też realna zdolność do zadawania strat. Jego zdaniem Iran nadal ma możliwości, by bardzo poważnie zagrozić państwom Zatoki Perskiej.

– Jeżeli będziemy się trzymali tych sześciu krajów Zatoki Perskiej, to Iran ma bardzo duże możliwości ku temu, żeby dokończyć swoje dzieło, to znaczy żeby po prostu te kraje jakoś zgładzić – mówi.

W przypadku Izraela sytuacja – jak zaznacza – jest bardziej skomplikowana, ale i tu Teheran nie rezygnuje z presji. Rakowski zwraca przy tym uwagę na rolę Kataru, Emiratów Arabskich i Turcji, które w nowym układzie regionalnym będą musiały określić swoje miejsce.

– Emiraty Arabskie już zadeklarowały, że będą dalej proamerykańskie i proizraelskie. Trzeba będzie obserwować, czy gniew ajatollahów nie skupi się właśnie tam. To jest prawie pewne i oczywiste – ocenia.

Jego zdaniem siła Iranu polega również na prostocie środków, którymi prowadzi tę wojnę. – Iran atakuje sąsiadów w sposób całkowicie skuteczny, ale bardzo prosty. To znaczy i drony, i rakiety – to wszystko jest niewyrafinowane i nie wymaga wielkiej technologii – mówi Rakowski.

To właśnie dlatego, jak dodaje, Teheran upatruje swojej szansy w przenoszeniu wojny na wyjątkowo wrażliwy punkt świata. – Po tych ponad czterech tygodniach w jakiś sposób osiąga sukcesy. Jeżeli ta wojna miałaby się zakończyć w najbliższym czasie przy obecnym wyniku, to raczej Iran wychodzi z niej zwycięsko – ocenia.

USA i Izrael mają różne cele

Rakowski przekonuje, że Stany Zjednoczone i Izrael nie patrzą dziś na Iran w identyczny sposób. Według niego Waszyngton dopuszcza jeszcze polityczne porozumienie, podczas gdy Izrael myśli przede wszystkim o dalszym osłabianiu irańskiego państwa.

– Izrael i Amerykanie mają odrębną filozofię. Amerykanie deklarują, że mogliby się dogadać, że ta ekipa rządząca, która jest, ona jest odpowiednia, ona pasuje Trumpowi. Natomiast jeśli chodzi o Izrael, to stawia sprawę bardzo prosto – Iran nie chce rozmawiać z Izraelem w żadnym wypadku – mówi.

W jego ocenie izraelska strategia jest dziś nastawiona na możliwie głębokie uderzanie w fundamenty państwa irańskiego. – Skoro nie ma zmiany reżimu, albo raczej jej nie będzie, to trzeba Iran jak najbardziej poosłabiać, czyli atakować obiekty cywilizacyjne, te które tworzą siłę i moc islamskiego reżimu, i też kadrowo dalej przetrzebiać – mówi Rakowski.

Publicysta dodaje, że Donald Trump może w pewnym momencie zostać zmuszony do prowadzenia bardziej samodzielnej polityki wobec Iranu. Zwłaszcza jeśli okaże się, że po wygaśnięciu ultimatum Teheran nie tylko nie ustąpił, ale jeszcze mocniej uderzył w sąsiadów.

– To wtedy będziemy mieli sytuację jeszcze bardziej zawiłą – zaznacza.

Wojna w Libanie wciąż trwa

Rakowski sporo uwagi poświęca także wojnie Izraela z Hezbollahem. Jego zdaniem, choć w przestrzeni medialnej pojawiają się daleko idące tezy o całkowitym zajęciu południowego Libanu, obecny obraz frontu jest bardziej złożony.

– Na chwilę obecną stan walk pomiędzy Izraelem i Hezbollahem to jest cztery czy sześć kilometrów od granicy, więc kwestia zajęcia całego południowego Libanu to jeszcze na pewno nie jest ten etap, żeby tak to ogłaszać – mówi.

Jak podkreśla, walki nie ustały, a z samego frontu dociera niewiele wiarygodnych informacji. – Cały czas rakiety idą, cały czas toczą się walki. Hezbollah wypuszcza raz na jakiś czas filmiki z udanych uderzeń rakietowych na izraelskie Merkawy. Natomiast jeśli chodzi o stronę izraelską, to jest całkowita cisza, całkowity blackout – mówi Rakowski.

Jego zdaniem nie widać oznak, by ta kampania przebiegała po myśli Izraela. – Nie ma nastroju w Izraelu, że ta kampania przebiega gładko, lekko i przyjemnie. Raczej jak krew z nosa – ocenia.

Izrael patrzy na Litani

Rakowski wskazuje, że strategicznym celem Izraela pozostaje teren aż do rzeki Litani. To właśnie tam – według niego – ma się koncentrować izraelska koncepcja dalszego prowadzenia wojny.

– Koncepcja izraelska jest taka, żeby zająć tereny do rzeki Litani. Cały czas Liban jest bombardowany. Przed chwilą miasto Tyr było dość potężnie zbombardowane – mówi.

Publicysta zwraca uwagę, że z izraelskiej strony padają już deklaracje, które wywołują ogromne kontrowersje. – Cele Izraela są ogłoszone i one są wręcz bulwersujące. Mówi się o tym, że całe tereny do rzeki Litani mają być strefą buforową, co oznaczałoby, że setki tysięcy ludzi z południa nie wrócą tam przynajmniej długofalowo – zaznacza.

Przypomina też wypowiedzi izraelskich polityków sugerujące jeszcze dalej idące ambicje. – Była też cała koncepcja, którą wyraził minister Smotricz, że generalnie do Litani to mają być w przyszłości tereny izraelskie. To zawsze było marzenie Izraela, żeby właśnie zmniejszać granicę na Litani – mówi Rakowski.

W jego ocenie paradoks całej sytuacji polega na tym, że przyszłość wojny w Libanie może dziś zależeć nie tyle od samego Libanu, ile od rozstrzygnięcia starcia wokół Iranu. – To właściwie od Iranu teraz zależy, kiedy ta wojna się w pewien sposób skończy. Jeżeli Amerykanie przyjmą warunek irański odnośnie tego, że wojna w Libanie ma być zakończona, no to wtedy wojna w Libanie będzie zakończona. A jak nie, to właściwie nie wiemy, kiedy ta wojna musi się skończyć – mówi.

Na końcu Rakowski stawia diagnozę szerszą niż tylko wojskowa. Jego zdaniem świat pozostaje wobec tych wydarzeń bezradny, a Benjamin Netanjahu działa dziś przede wszystkim według własnej regionalnej logiki.

– Nataniakhu tak właściwie świat nie interesuje. Interesuje go własne podwórko i własna wizja wykorzystania tej koniunktury, która mu się przytrafiła, to znaczy uporządkowania spraw regionalnych. I po prostu to wykorzystuje – podsumowuje Paweł Rakowski.

Przeczytaj więcej

Kryzys rosyjskich wpływów w Afryce? Arkadiusz Szyszka przybliża coraz gorszą sytuację Rosjan na Czarnym Lądzie
Kryzys rosyjskich wpływów w Afryce? Arkadiusz Szyszka przybliża coraz gorszą sytuację Rosjan na Czarnym Lądzie
„To kwalifikowałoby do odwołania”. Piekło krytykuje kierownika placówki w Kijowie
„To kwalifikowałoby do odwołania”. Piekło krytykuje kierownika placówki w Kijowie
Brakuje leków, wody i paliwa. Caritas o dramatycznej sytuacji w Gazie
Brakuje leków, wody i paliwa. Caritas o dramatycznej sytuacji w Gazie