Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Lisicki: Żurek miał rozliczać PiS, a sam stał się problemem Tuska

Paweł Lisicki ocenia, że Waldemar Żurek dostał od Donalda Tuska politycznie efektowne, ale realnie niewykonalne zadanie. Miał przynieść rozliczenia PiS, tymczasem – jak mówi publicysta – cały projekt był od początku oparty na „sprzedawaniu powietrza”.
Lisicki: Żurek miał rozliczać PiS, a sam stał się problemem Tuska

Waldemar Żurek w Sejmie, fot. YouTube.com

Żurek i Tusk. „Sprzedają ludziom powietrze”

Paweł Lisicki bardzo krytycznie ocenia polityczny sens wymiany w Ministerstwie Sprawiedliwości. W jego ocenie Donald Tusk, decydując się na zmianę Adama Bodnara na Waldemara Żurka, próbował odpowiedzieć na oczekiwania najbardziej radykalnej części swojego obozu, ale od początku był to ruch skazany na kłopoty. Nie dlatego, że zabrakło determinacji, lecz dlatego, że – jak mówi Lisicki – zabrakło realnych podstaw do spełnienia obietnic.

Od samego początku, kiedy pierwszy raz usłyszałem o pomyśle wymiany pana Bodnara na pana Żurka, mówiłem, że pomysł, żeby do Ministerstwa Sprawiedliwości wysyłać największego radykała, musi się źle skończyć

– mówi Paweł Lisicki.

Redaktor naczelny „Do Rzeczy” uważa, że na początku ten ruch mógł wyglądać atrakcyjnie dla wyborców oczekujących szybkich i twardych rozliczeń. Żurek miał być symbolem nowej energii, skuteczności i bezwzględności wobec ludzi poprzedniej władzy. Problem – jak przekonuje Lisicki – polegał jednak na tym, że polityczna obietnica rozminęła się z rzeczywistością.

Żurek miał być „sprawczy”

W ocenie Lisickiego wokół nowego ministra zbudowano prostą narrację: Bodnar był za miękki, za wolny i za mało skuteczny, a Żurek miał wreszcie „dowieźć” to, czego domaga się elektorat. Miał być tym, który pokaże PiS, że czas ochrony się skończył. Zdaniem Lisickiego ten projekt od początku opierał się jednak na emocjach, a nie na faktach.

Na początku była euforia. Wreszcie ten nieudolny, oporny Bodnar zostanie zmieniony na sprawczego, skutecznego, walecznego. On to dopiero tym pisowcom pokaże. On to ich wszystkich wsadzi do więzienia. Ale mówili to wyłącznie ludzie, których cechuje kompletna ignorancja i którzy nie rozumieją bardzo prostej rzeczy

– mówi Paweł Lisicki.

Tą „prostą rzeczą” ma być, według niego, elementarna zasada państwa prawa: żeby kogoś skazać, oskarżyć i skutecznie doprowadzić sprawę do końca, trzeba mieć realne przesłanki, dowody i podstawy prawne. Sama polityczna wola nie wystarcza, nawet jeśli jest bardzo silna.

Lisicki: Tusk obiecał zemstę

Najostrzejszy fragment tej części rozmowy dotyczył jednak samego Donalda Tuska. Lisicki przekonuje, że cały projekt rozliczeń PiS od początku był pomyślany nie jako realny proces oparty na materiale dowodowym, ale jako polityczna obietnica zemsty, skierowana do własnego obozu.

„Problem polega na tym w całej opowieści Donalda Tuska od początku, że on sprzedaje ludziom powietrze, to znaczy sprzedaje coś, czego nie ma. Sprzedaje opowieść o potwornych, niebotycznych przekrętach, które miały miejsce za czasów PiS, nie mając na to żadnych realnych dowodów” – mówi Paweł Lisicki.

W jego ocenie źródłem tego napięcia nie są wcale wielkie, jednoznacznie udowodnione przestępstwa, ale polityczna i emocjonalna potrzeba odwetu. Lisicki przedstawia to jako reakcję części elit III RP, które nie pogodziły się z utratą władzy i teraz chcą symbolicznego rewanżu.

„Ta żądza zemsty nie bierze się z tego, że mamy do czynienia z jakimiś nieprawdopodobnymi przestępstwami, ale z urażonej ambicji. Ci, którzy byli panami III RP, nie mogli pogodzić się z tym, że doszła do władzy inna partia”. – mówi Paweł Lisicki.

„Sprzedaje coś, czego nie ma”

W tym ujęciu Żurek nie jest głównym architektem problemu, ale raczej wykonawcą politycznego zlecenia, które od początku było nierealne. Miał zrealizować coś, czego – zdaniem Lisickiego – nie da się zrealizować, bo nie ma do tego materiału. Stąd bierze się frustracja, która zaczyna wracać do samego premiera.

„Pan Żurek też nic nie może zrobić, bo jak ma coś zrobić, jak nie ma żadnych dowodów winy? Mimo że on tam nie wiem co wymyśla i jakich prokuratorów nagromadzi, to i tak pozostaje w tej samej sytuacji kompletnej niemożności” – mówi redaktor naczelny „Do Rzeczy”.

Według Lisickiego Donald Tusk szybko wyczuł, że temat może obrócić się przeciwko niemu. Jeśli elektorat dostał obietnicę rozliczeń, a tych rozliczeń nie widać, ktoś musi zostać obciążony odpowiedzialnością. Najpierw był to Bodnar. Teraz – sugeruje Lisicki – może przyjść kolej na Żurka.

Frustracja rośnie w obozie władzy

W tej diagnozie premier jawi się jako polityk, który nie tyle rozwiązuje problem, ile przesuwa odpowiedzialność na kolejnych ludzi. Gdy Bodnar okazał się za mało skuteczny, zastąpił go Żurek. Gdy Żurek nie dostarczy efektu, może stać się następnym politycznym kozłem ofiarnym.

Tusk natychmiast wywęszył tę sytuację, że on przecież musi się jakoś inaczej ustawić, bo przecież on nie może błędu popełnić. No to kto jest winny? Oczywiście winny jest Żurek, bo obiecał, że on wszystkich posadza

– mówi Paweł Lisicki.

Jego zdaniem obóz rządzący wpada w pułapkę własnych obietnic. Najpierw rozbudza emocje, potem nie jest w stanie ich zaspokoić, a na końcu szuka kolejnego człowieka, który ma odegrać rolę twardego egzekutora. Problem w tym, że – jak twierdzi Lisicki – coraz mniej osób będzie chciało wejść w taki układ.

„Zaraz się okaże, że i pana Żurka Donald Tusk się pozbędzie. To nie będzie takie proste, bo musi znaleźć kolejnego wykonawcę tej wielkiej idei wsadzania pisowców do więzienia, a z tym jest chyba coraz trudniej, bo co sprytniejsi już wiedzą, że to jest wszystko jeden wielki humbuk” – mówi redaktor naczelny „Do Rzeczy”.

Morawiecki? Lisicki nie wierzy w rozłam

W końcowej części rozmowy pojawił się też wątek możliwej rekonfiguracji sceny politycznej, w tym spekulacje o Mateuszu Morawieckim. Lisicki pozostaje tu sceptyczny. Jego zdaniem były premier nie ma dziś potencjału, by samodzielnie wyjść z PiS i zbudować silne centrum.

„Kompletnie nie wierzę w to, że Mateusz Morawiecki sam wyszedł z PiS. Gdyby dzisiaj, jutro czy za miesiąc ogłosił, że wychodzi z PiS i zakłada własną partię, to myślę, że ta partia nie mogłaby liczyć na nic więcej niż jakieś 2–3 procent poparcia” – mówi Paweł Lisicki.

To ważna puenta tej rozmowy, bo pokazuje dwa równoległe procesy. Z jednej strony narastające napięcie w obozie władzy wokół niespełnionych obietnic rozliczeń. Z drugiej – brak wiary w szybki, skuteczny rozpad lub rozszczelnienie PiS. Jeśli więc Donald Tusk liczył, że polityczny nacisk i prawne rozliczenia osłabią opozycję bardziej niż własne problemy osłabią jego obóz, to – w ocenie Lisickiego – rachunek może okazać się dla premiera bardzo niekorzystny.

Przeczytaj więcej

Gen. Samol: Polska wciąż nie ma skutecznej obrony przed dronami
Gen. Samol: Polska wciąż nie ma skutecznej obrony przed dronami
„Trupie pole” i ślady zbrodni. Prof. Teul o pracy przy ekshumacjach na Wołyniu
„Trupie pole” i ślady zbrodni. Prof. Teul o pracy przy ekshumacjach na Wołyniu
Prokurator IPN: Od 10 lat Ukraina nie realizuje naszych wniosków o pomoc prawną ws. zbrodni wołyńskiej
Prokurator IPN: Od 10 lat Ukraina nie realizuje naszych wniosków o pomoc prawną ws. zbrodni wołyńskiej