Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Gajcy o PiS: znów otwiera sobie front

Nowe stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego, zawieszenie Krzysztofa Szczuckiego i spekulacje o rozmowach z PSL-em znów uruchomiły w PiS pytania o napięcia wewnątrz partii. Andrzej Gajcy ocenia, że największym problemem jest dziś to, iż ugrupowanie samo podgrzewa temat, który wcale nie musiał wrócić z taką siłą.
Gajcy o PiS: znów otwiera sobie front

Jarosław Kaczyński, fot. X/pisorgpl

Gajcy o PiS i Morawieckim: po co partia znów otwiera sobie front?

Andrzej Gajcy nie ma wątpliwości, że nowa inicjatywa Mateusza Morawieckiego stała się w PiS jednym z głównych tematów ostatnich dni. Oficjalnie ma chodzić tylko o kolejne stowarzyszenie, jedno z wielu tworzonych przez polityków partii. W praktyce sprawa wywołała w ugrupowaniu spore poruszenie, bo dotyczy człowieka o zbyt dużej pozycji, by taki ruch potraktować jak zwykłą aktywność organizacyjną.

Ranga polityka jest chyba tak duża, że przez całe święta w PiS-ie to był jeden z głównych tematów: po co Mateuszowi Morawieckiemu to stowarzyszenie, kto tam będzie. Lista do tej pory jest utrzymywana w tajemnicy

– mówi Andrzej Gajcy.

To właśnie ta niejasność – kto wejdzie do nowej struktury, jaki będzie jej realny zasięg i czy ma wyjść poza sam PiS – napędza dziś kolejne polityczne interpretacje. Gajcy zwraca uwagę, że formalnie nikt nie mówi o rozłamie, ale sam fakt, że temat tak mocno żyje wewnątrz partii, pokazuje jego wagę.

Stowarzyszenie Morawieckiego znów uruchomiło spekulacje

Wokół planu Morawieckiego od razu pojawiły się pytania, czy nie chodzi o budowanie szerszego zaplecza – nie tylko wśród własnych ludzi w PiS, lecz także poza partią. W tle wraca też temat debaty byłego premiera z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i spekulacje, czy nie jest to rodzaj politycznego sondowania pod przyszłe układy.

„Bardzo możliwe pytanie, czy to zahaczy o PSL. I znowu media rozpisują się o tym, że może to jest wyciągnięcie ręki do ludowców, może z tego coś będzie. I znowu w PiS huczy, że może tutaj Mateusz Morawiecki chce dogadać się z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem” – mówi dziennikarz Telewizji Republika.

To właśnie ten wątek szczególnie drażni część polityków PiS. Po okresie, gdy partia – przynajmniej z zewnątrz – próbowała pokazać większą spoistość, nagle znów wraca dyskusja o ambicjach, wewnętrznych środowiskach i przyszłych układach. Gajcy sprowadza ten problem do prostego pytania, które jego zdaniem samo narzuca się dziś obserwatorom polityki.

Wielu widzów, słuchaczy, wyborców PiS, ale też obserwatorów sceny politycznej może sobie zadać pytanie: po co znowu PiS sobie to robi?

– mówi Andrzej Gajcy.

W PiS wróciło pytanie: po co partia to sobie robi

Ten powracający motyw jest w całej rozmowie kluczowy. Gajcy przypomina, że jeszcze niedawno w partii wydawało się spokojniej: został wskazany kandydat na premiera, spory zostały przyciszone, a PiS próbował pokazywać, że działa jak jeden organizm. Tymczasem w krótkim czasie znów pojawiły się dwa silne ogniska napięcia – sprawa Krzysztofa Szczuckiego i inicjatywa Morawieckiego.

„Już był nie najgorzej. Już Przemysław Czarnek, lepszy czy gorszy, ale jest. Wszyscy się na niego zgodzili. Szli jak jedna pięść, jak to mówił prezes Jarosław Kaczyński. Zdusił wszelkie spory i nagle tuż przed świętami raz – Krzysztof Szczucki, a potem stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego” – mówi Gajcy.

W tej diagnozie nie chodzi tylko o sam konflikt, ale o moment, w którym wraca. Zdaniem dziennikarza PiS ma dziś wystarczająco dużo tematów do atakowania rządu i nie musi sam dokładać sobie wewnętrznej turbulencji. Tym bardziej że przeciwnicy polityczni chętnie taki obraz wykorzystają.

Sprawa Szczuckiego może jeszcze wrócić

Drugim ważnym wątkiem rozmowy była sytuacja Krzysztofa Szczuckiego. Gajcy zwraca uwagę, że sprawa nie jest domknięta, a zawieszenie posła może nie być ostatnim etapem. Szczególnie jeśli w partii uznają, że jego publiczna aktywność po tej decyzji oznacza dalsze zaostrzanie sporu.

„To będzie ciekawe obserwować, czy coś takiego się dzisiaj wydarzy. A to bliski stronnik Mateusza Morawieckiego. No i co wtedy? Czy Mateusz Morawiecki stanie w obronie i powie: nie pozwalam, non possumus?” – mówi Andrzej Gajcy.

Dziennikarz przypomina też, że sprawa ma konkretny polityczny punkt wyjścia – dwa ważne głosowania i późniejsze publiczne komentowanie własnej decyzji. Jednocześnie zwraca uwagę na pytanie, dlaczego reakcja partii była wybiórcza i dotknęła tylko jednego z posłów.

Postawiłem takie pytanie: czy to był powód do tego, żeby tak publicznie tę sprawę wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości rozdmuchiwać? Dlaczego nie poseł Jabłoński w takim razie? Dlaczego tylko jednego, a nie drugiego?

– mówi Gajcy.

W jego ocenie tego typu decyzje łatwo uruchamiają kolejne podszepty i podejrzenia, które w PiS bardzo szybko zaczynają żyć własnym życiem.

Morawiecki nie chce wychodzić z PiS

Mimo wszystkich spekulacji Gajcy nie wierzy, by Mateusz Morawiecki naprawdę szykował dziś własną partię i planował wyjście z PiS. Jego zdaniem czasu jest zbyt mało, a politycznie znacznie bardziej prawdopodobna jest inna strategia – budowanie silniejszego centrum wewnątrz samej partii i przygotowywanie się do sukcesji po Jarosławie Kaczyńskim.

Mateuszowi Morawieckiemu wcale nie chodzi o wyjście z PiS. Wręcz przeciwnie – o to, aby stać się następcą prezesa Jarosława Kaczyńskiego

– mówi Andrzej Gajcy.

To właśnie z tej perspektywy interpretuje on nowe stowarzyszenie. Nie jako projekt secesji, ale jako próbę politycznego poszerzenia własnego obozu i zbudowania przeciwwagi wobec twardszego, bardziej ideowego skrzydła partii.

„To jest próba poszerzenia w ramach PiS, zbudowania takiego centrum, które będzie jeszcze większą przeciwwagą dla tego prawego skrzydła, jak to mówią harcerze” – mówi Gajcy.

Tak postawiona teza ustawia Morawieckiego nie jako polityka wychodzącego z partii, lecz jako tego, który chce w niej w przyszłości odgrywać rolę znacznie większą niż dziś.

PSL znów pojawia się w politycznych kalkulacjach

W końcówce rozmowy pojawił się też wątek PSL. Gajcy zaznacza, że ludowcy od lat mają talent do wyczuwania politycznego momentu i nie można wykluczyć, że już dziś sondują alternatywy na czas po kolejnych wyborach. Nie oznacza to jeszcze żadnego przełomu, ale sam fakt, że ten scenariusz wraca, jest znaczący.

„Ludowcy zawsze mieli taką doskonałą umiejętność odczytywania nastrojów społecznych i tego politycznego wiatru, który z jednej czy z drugiej strony zaczyna dmuchać” – mówi Andrzej Gajcy.

Jego zdaniem nie warto dziś zamykać takiego wariantu z góry, zwłaszcza jeśli po wyborach miałoby zabraknąć kilku mandatów do zbudowania większości.

A może jest to rzeczywiście wariant także dla PiS taki, że jeśli zabraknie w kolejnych wyborach kilku mandatów, no to byłaby opcja, ta furtka, żeby wyciągnąć rękę do PSL-u i zobaczymy, co wtedy wyjdzie. Jest to rozsądne, niezamykanie się nawet na PSL

– mówi Gajcy.

W efekcie z całej rozmowy wyłania się obraz partii, która zamiast spokojnie korzystać z problemów rządu, znów zaczyna zajmować się sama sobą. A to – w ocenie Gajcego – jest dziś dla PiS największym problemem.

„Jest tyle tematów, którymi PiS powinien zajmować się i punktować obecny rząd. A mimo to wraca pytanie: po co PiS sobie to robi?” – mówi Andrzej Gajcy.

Przeczytaj więcej

Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje