Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Afera w Kłodzku. Życzkowski mówi o nowych wątkach i nagraniach

Janusz Życzkowski ocenia, że wokół afery w Kłodzku wciąż pozostaje wiele niewyjaśnionych wątków. W rozmowie mówił także o nowym zatrzymaniu w powiecie kłodzkim i możliwych nagraniach, które mogą mieć znaczenie polityczne.
Afera w Kłodzku. Życzkowski mówi o nowych wątkach i nagraniach

Policja. Zdjęcie ilustracyjne, fot. Gemini

Nowa Ruda i nowy wątek

Janusz Życzkowski podkreślał, że trzeba rozdzielić dwie sprawy, które dziś nakładają się na siebie w przekazie medialnym w temacie – afera w Kłodzku. Jak zaznaczył, „afera kłodzka” dotyczy przede wszystkim sprawy Kamili L., byłej działaczki Koalicji Obywatelskiej i bliskiej współpracowniczki Moniki Wielichowskiej, a także reakcji środowiska politycznego na to, co się wydarzyło.

Dla porządku myślę, że warto podkreślić, że mówiąc o aferze kłodzkiej, to jednak mówmy o sprawie Kamili L. – byłej działaczki Koalicji Obywatelskiej, bliskiej współpracowniczki Moniki Wielichowskiej, o tym, co robiły struktury partyjne z tą sprawą, jaki był stan wiedzy

– mówi Janusz Życzkowski.

Dziennikarz przypomniał też, że osobnym tematem jest nowy wątek z Nowej Rudy. Tam – jak relacjonował – zatrzymana została osoba znana lokalnie z działalności społecznej, współpracująca z samorządem, ale bez wyraźnych podstaw do politycznego łączenia obu spraw.

„Ten kolejny wątek, który nam się otwiera, dotyczy Nowej Rudy. To jest miejscowość niedaleko Kłodzka. Tam policja zatrzymała – według naszych informacji – osobę, która pełniła funkcję społecznika, była prezesem fundacji, prowadziła świetlicę środowiskową. Trudno mówić o związkach politycznych tej osoby” – zaznacza dziennikarz Telewizji Republika.

Jak dodaje, sama sprawa jest bulwersująca i – niezależnie od jej tła – budzi jednoznaczny sprzeciw. „Wszelkie przestępstwa wobec dzieci to jest coś niedopuszczalnego” – podkreśla.

Milczenie wokół sprawy Kamili L.

W dalszej części rozmowy Życzkowski odniósł się do reakcji polityków Koalicji Obywatelskiej. W jego ocenie milczenie części środowiska nie wynika z przypadku, ale raczej z obawy, że nie wszystko zostało jeszcze ujawnione.

Wydaje mi się, że nie. I właśnie to milczenie Koalicji Obywatelskiej, najważniejszych polityków, także tutaj na Dolnym Śląsku, najpewniej jest związane z tym, że nie wszystko jeszcze zostało powiedziane, nie wszystkie fakty ujrzały światło dzienne

– mówi Życzkowski.

Jego zdaniem „sieć powiązań i różnego rodzaju okoliczności nadal jest skrywana albo osnuta pewną mgłą”. To właśnie z tym – jak ocenia – może wiązać się ostrożność polityków, którzy nie chcą szerzej komentować sprawy.

Życzkowski przypomniał też, że Kamila L. nie była – w jego ocenie – szeregową działaczką. Przeciwnie, należała do lokalnego środowiska partyjnego od wielu lat i miała istotną pozycję.

„To nie była osoba przypadkowa. To była osoba, która była w tej partii od lat. Nie była zwykłym, szarym działaczem, ale pełniła ważne funkcje. W tak niedużym środowisku, tam na ziemi kłodzkiej, zapewne była też dysponentem władzy, wiedzy o tym, jak funkcjonuje władza”
– podkreśla.

600 GB nagrań i polityczne pytania

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy były możliwe nagrania, które – według relacji Życzkowskiego – mogą wykraczać poza materiały dokumentujące same przestępstwa.

„Wiemy tylko tyle, że jest 600 gigabajtów nagrań. Oczywiście tam są zarejestrowane te bulwersujące czyny, ale właśnie w tych nagraniach być może są również kompromaty na polityków”
– mówi.

Dziennikarz zaznaczał, że w Kłodzku krążą informacje o możliwym rejestrowaniu życia towarzyskiego i spotkań organizowanych przez małżeństwo L. To właśnie ten wątek – jeśli zostałby potwierdzony – mógłby okazać się szczególnie niewygodny dla części lokalnych i regionalnych polityków.

„Krąży już taka informacja, że być może Kamila L. ze swoim mężem nagrywała również bujne życie towarzyskie, w którym uczestniczyła. Być może nagrywała także gości w swoim domu”
– relacjonuje Życzkowski.

W jego ocenie pytania dotyczą nie tylko samej treści tych materiałów, ale też wiedzy, jaką na temat sprawy mogli posiadać politycy związani z Koalicją Obywatelską.

Mieszkania po powodzi pod lupą

W rozmowie wrócił również temat mieszkań przyznanych rodzinie Kamili L. po powodzi. Życzkowski mówił wprost, że w tej sprawie trudno uznać wszystko za przypadek, zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejsze relacje z lokalną władzą.

„Nie ulega wątpliwości, że Kamila L. nie była osobą anonimową. Burmistrz wiedział doskonale, kto otrzymuje najwyższą liczbę punktów”
– mówi.

Jak dodał, ustalenia wskazują, że była ona wcześniej pracownikiem urzędu podległą burmistrzowi. W jego ocenie nie chodziło więc o anonimowego mieszkańca, ale o osobę znaną lokalnemu establishmentowi.

„Do dziś ustaliliśmy tyle, że na pewno była pracownikiem urzędu, wcześniej podległą burmistrzowi. Z pewnością były to również relacje prywatne. Jak bardzo prywatne, to jest odrębna sprawa, ale tutaj trudno mówić o przypadku”
– zaznacza Życzkowski.

Dziennikarz podkreślał też, że sprawa budzi dodatkowe emocje z uwagi na skalę potrzeb po powodzi. „Osób, które oczekują na wsparcie czy oczekiwały, w dalszym ciągu jest wiele” – przypominał.

Tusk, Wielichowska i pytanie o wiedzę

W końcowej części rozmowy Życzkowski przeszedł do szerszego tła politycznego. Zwrócił uwagę, że sprawa rozgrywała się w czasie kampanii wyborczej w 2023 roku, a sam Donald Tusk rozpoczynał ją właśnie w Nowej Rudzie, czyli – jak mówił – w politycznym mateczniku Moniki Wielichowskiej.

„Donald Tusk w ogóle rozpoczął kampanię wyborczą w Nowej Rudzie, w mateczniku Moniki Wielichowskiej. Tam było pierwsze spotkanie”
– mówi.

Życzkowski relacjonował również, że Tusk uczestniczył w prywatnych spotkaniach w tym środowisku. Z tego powodu – jak zaznacza – pojawia się pytanie, czy został wtedy poinformowany o aferze i czy nie zapadła decyzja o jej wyciszeniu przed wyborami.

„Pytanie brzmi, czy Donald Tusk w tamtym czasie został poinformowany i czy już wiedział o tym, że jest afera w kręgach Platformy Obywatelskiej, i czy właśnie nie podjęto decyzji związanej z wyciszeniem tej sprawy z uwagi na zbliżające się wybory”
– mówi Życzkowski.

W jego ocenie ujawnienie sprawy w tamtym momencie mogłoby mieć realny wpływ na polityczne nastroje i przebieg kampanii. Dlatego – jak sugeruje – temat może być dla części polityków szczególnie niewygodny także dziś.

Finał sprawy nadal daleko

Z wypowiedzi Janusza Życzkowskiego wyłania się obraz sprawy, która wciąż nie została domknięta ani politycznie, ani społecznie. Dziennikarz przekonuje, że wokół afery kłodzkiej nadal pozostaje wiele niewyjaśnionych okoliczności, a nowy wątek z Nowej Rudy tylko wzmacnia napięcie w regionie.

„To, z czym mamy dziś do czynienia, to jest szalenie niewygodne dla polityków”
– podkreśla.

I właśnie ten element najmocniej wybrzmiał w całej rozmowie: przekonanie, że nie wszystko jeszcze zostało pokazane opinii publicznej, a kolejne informacje mogą wciąż wracać do sprawy, która od miesięcy budzi ogromne emocje.

Przeczytaj więcej

Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Referendum to dopiero początek? „Mieszkańcy powiedzieli dość”. Kraków czeka na polityczne trzęsienie ziemi
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
Jest śledztwo w sprawie działania policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje
KAS jako narzędzie opresji wobec przedsiębiorców? Szefowa związku zawodowego protestuje