Teraz na antenie:
Radio Wnet
Opinie

Big Pharma – ceny leków, lobbing i granice odpowiedzialności [OPINIA]

Big Pharma to nie tylko symbol postępu medycyny, ale też wielkich pieniędzy, agresywnego marketingu i sporów o granice etyki. Gdzie kończy się innowacja, a zaczyna system nastawiony przede wszystkim na zysk?
Big Pharma – ceny leków, lobbing i granice odpowiedzialności [OPINIA]

Big Pharma to gigantyczny biznes, fot. Grok

Big Pharma – mit czy realna siła?

Szlachetne zdrowie,
Ile kosztujesz,
Każdy się dowie,
Gdy się zepsujesz.

Big Pharma to nie nazwa jawnej albo tajnej organizacji, ale raczej skrót myślowy, czy też termin publicystyczny używany do opisu całej branży farmaceutycznej lub grupy największych firm tego sektora, takich jak: Pfizer, Johnson & Johnson, Roche, Novartis, Merck & Co., GlaxoSmithKline (GSK), AstraZeneca, Sanofi i Bayer. Big Pharmę definiuje się także jako element teorii spiskowych utrzymujących, że firmy medyczne, a zwłaszcza wielkie korporacje farmaceutyczne, dopuszczają się działań szkodliwych dla społeczeństw. Mają się one posuwać nawet do ukrywania skutecznych metod leczenia chorób i ich prawdziwych przyczyn, w ten sposób odpowiadając za poszerzanie się ich skali.

Można się spierać, czy Big Pharma istnieje rzeczywiście, czy tylko jako fantom teorii spiskowej, ale pewne jest, że odgrywa kluczową rolę w postępie medycyny. Dla jednych to niezbędny motor innowacji medycznych, dla innych – symbol rozbuchanego komercjalizmu w ochronie zdrowia. Rzeczywista czy wirtualna, Big Pharma jest krytykowana za zawyżanie cen leków, wpływanie na politykę zdrowotną, marketing skierowany do lekarzy, ukrywanie niekorzystnych wyników badań, konflikty interesów albo zmowy cenowe.

Niektóre z tych praktyk zostały udowodnione przez sądy lub organy nadzoru, np. Komisję Europejską, amerykańską Federal Trade Commission czy polski UOKiK. I tak: w 2019 roku Teva, Pfizer i inni producenci leków generycznych w USA zostali oskarżeni o zmowę cenową dotyczącą ponad 100 leków – część firm przyznała się do winy i zapłaciła kary; Aspen Pharmacare w Europie podwyższyła ceny leków ratujących życie o kilkaset procent – śledztwo UE wykazało nadużycie pozycji rynkowej; w 2020 roku Roche i Novartis we Włoszech zostały ukarane za zmowę mającą promować droższy lek kosztem tańszego odpowiednika.

To nie są teorie spiskowe, ale potwierdzone przypadki dotyczące karteli rynkowych – czyli rzeczywistych spisków gospodarczych. Przykłady spraw sądowych i przyznanych odszkodowań można mnożyć. Chodzi jednak o to, czy „uchybienia” były błędami – wszak errare humanum est i nie myli się tylko ten, kto nic nie robi – czy też wynikały z premedytacji polegającej na przedkładaniu zysku nad ludzkie zdrowie i życie. A idzie tu o miliardy osób, o populację świata, bo właśnie taki zasięg mają działania Big Pharmy.

Historia przemysłu farmaceutycznego

Historia współczesnego przemysłu farmaceutycznego sięga początków XIX wieku, a pierwszym celowym odkryciem leku pochodzenia roślinnego było wyodrębnienie w latach 1803–1805 morfiny przez niemieckiego pomocnika aptekarza. W połowie XIX wieku lokalni aptekarze rozszerzyli swoją tradycyjną rolę dystrybutorów leków roślinnych o produkcję hurtową. Przed rozpoczęciem XX wieku leki produkowali drobni wytwórcy, którzy formalnie nie gwarantowali ich bezpieczeństwa ani skuteczności. W tym zakresie prawo albo milczało, albo było egzekwowane bardzo swobodnie.

W USA do powstania regulacji dotyczących szczepionek i innych leków biologicznych przyczyniły się wybuchy epidemii tężca i zgony spowodowane dystrybucją zakażonej szczepionki przeciw ospie i antytoksyny błoniczej. Ustawa o kontroli biologicznej z 1902 roku wymagała zgody rządu federalnego na wprowadzenie na rynek każdego leku biologicznego oraz zatwierdzenia procesu produkcji i samego zakładu produkcyjnego. W 1906 roku uchwalono ustawę o czystej żywności i lekach, która zabraniała dystrybucji międzystanowej fałszywie lub niewłaściwie oznaczonej żywności i lekarstw. Lek uznawano za niewłaściwie oznaczony, jeśli zawierał alkohol, morfinę, opium, kokainę albo którykolwiek z innych potencjalnie niebezpiecznych czy uzależniających narkotyków, a na etykiecie nie podano ich ilości lub proporcji.

Jednak próby władz ścigania producentów za nieprawdziwe deklaracje dotyczące skuteczności lekarstw były blokowane przez orzeczenia Sądu Najwyższego, ograniczające uprawnienia rządu federalnego do przypadków nieprawidłowej specyfikacji składników leku. Amerykańska ustawa z 1938 roku o żywności, lekach i kosmetykach okazała się przełomem, gdyż po raz pierwszy stawiała wymóg udowodnienia bezpieczeństwa leku przed wprowadzeniem go na rynek i wyraźnie zakazała udzielania nieprawdziwych informacji o jego właściwościach terapeutycznych.

Tragedia związana z niemieckim lekiem uspokajającym talidomidem, który mimo wycofania w Europie trafił na rynek USA, gdzie spowodował nowe ofiary, przyczyniła się do wprowadzenia w 1962 roku prawa nakazującego producentom udowodnienie skuteczności i bezpieczeństwa leku przed wprowadzeniem go na rynek amerykański. Agencja Żywności i Leków – FDA (Food and Drug Administration) – otrzymała uprawnienia do kontrolowania reklam leków na receptę i ustalania dobrych praktyk produkcyjnych. Wszystkie leki wprowadzone na rynek amerykański między rokiem 1938 a 1962 musiały być skuteczne. Jednak wspólne badania FDA i National Academy of Sciences wykazały, że prawie 40 proc. z nich takie nie było. Kompleksowe badanie produktów dostępnych bez recepty rozpoczęto dziesięć lat później.

Bezpieczeństwo leków w UE

W Unii Europejskiej obowiązuje rozbudowany system nadzoru nad bezpieczeństwem leków (pharmacovigilance), który ma gwarantować, że korzyści ze stosowania leków przewyższają ryzyko. System ten jest regulowany głównie przez prawo unijne i koordynowany przez Europejską Agencję Leków (EMA) oraz odpowiednie organy krajowe, np. w Polsce – Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL).

Jako przykłady kluczowych procedur i zasad dotyczących bezpieczeństwa leków w UE można wymienić: system nadzoru nad bezpieczeństwem farmakoterapii (Pharmacovigilance System), zgodnie z którym każdy posiadacz pozwolenia na dopuszczenie leku do obrotu (MAH – Marketing Authorisation Holder) musi posiadać system farmakowigilancji, wyznaczoną osobę odpowiedzialną za farmakowigilancję (QPPV – Qualified Person for Pharmacovigilance) i dokument opisujący ten system (Pharmacovigilance System Master File, PSMF).

Zgłaszanie i analiza działań niepożądanych (ADR – Adverse Drug Reactions) obejmują obowiązek powiadamiania przez profesjonalistów medycznych, a także pacjentów, o podejrzeniach działań niepożądanych wywoływanych przez specyfik, które trafiają do krajowych baz danych oraz do EudraVigilance – centralnej bazy EMA. EMA i państwa członkowskie analizują otrzymane dane w celu wykrycia ewentualnych nowych zagrożeń.

Ocena ryzyka i zarządzanie nim polegają na przypisaniu każdemu lekowi planu zarządzania ryzykiem (RMP – Risk Management Plan), który identyfikuje potencjalne i znane ryzyka, określa działania minimalizujące ryzyko, np. ograniczenia stosowania czy edukację lekarzy, oraz jest aktualizowany wraz z napływem nowych danych.

Poza tym obowiązują okresowe raporty dotyczące bezpieczeństwa (PSUR – Periodic Safety Update Reports), ocena sygnałów bezpieczeństwa i rekomendowanie działań przez Stały Komitet ds. Oceny Ryzyka w ramach Farmakowigilancji (PRAC – Pharmacovigilance Risk Assessment Committee). Rozbudowany system unijny zawiera jeszcze wiele innych procedur formalnych, zaś transparentność i informowanie publiczne są obligatoryjne.

Jednak formalnie rozwinięty system kontroli nie uchronił Unii przed znacznym przepłaceniem szczepionek na COVID-19 ani nie zmusił przewodniczącej Komisji Europejskiej do ujawnienia kulis jej negocjacji w sprawie ich zakupu. Gdzie się podziała „obligatoryjna transparentność”? Przepisy swoją drogą, a „argumenty” Big Pharmy – swoją?

Manipulacja i ukrywanie danych

W stosunku do osób wątpiących w moralną i etyczną czystość intencji oraz transparentność działań Big Pharmy stosuje ona starą jak świat metodę ośmieszania krytyków i umieszczania ich na półce dla zwolenników teorii spiskowych. Lobbyści Big Pharmy przewrotnie argumentują, że dziennikarze śledczy i naukowcy często ujawniają nadużycia – co nie byłoby możliwe, gdyby istniała całkowita „zmowa”.

Jest prawdą, że nie istnieją – przynajmniej oficjalnie ujawnione – dowody na istnienie jednej wielkiej „zmowy” wielkich firm farmaceutycznych działających jako spójny kartel, który dla zysku celowo ukrywa leki, choroby czy terapie. Branżowi influencerzy twierdzą, że to, co bywa nazywane „zmową Big Pharmy”, jest raczej mieszanką faktów związanych z problemami systemowymi w przemyśle farmaceutycznym i teorii spiskowych, które przesadzają lub błędnie interpretują rzeczywistość.

Jednak jest rzeczą wiadomą i pewną, że firmy farmaceutyczne są nastawione na zysk, co prowadzi do agresywnego marketingu, zawyżania cen albo wyżej wspomnianych – udowodnionych i ukaranych – zmów cenowych, czy manipulowania danymi w badaniach, czego przykładem były skandale z opioidami w USA. Udokumentowano przypadki nieetycznych działań, takich jak ukrywanie negatywnych wyników badań klinicznych, naciski na lekarzy czy instytucje regulacyjne, fałszywe kampanie informacyjne dotyczące skuteczności leków – jak w sprawach firm Purdue Pharma, GlaxoSmithKline i Pfizer w przeszłości.

Optymistycznie można zauważyć, że choć system regulacyjny jest niedoskonały, to jednak istnieje, a europejska EMA, amerykańska FDA i inne agencje wymagają publikacji danych, audytów i zgłoszeń skutków ubocznych.

Książki o Big Pharmie

Big Pharma doczekała się wielu opracowań książkowych. Na przykład w 2006 roku brytyjska dziennikarka Jacky Law wydała książkę Big Pharma: Exposing the Global Healthcare Agenda, w której twierdzi, że wzrost wpływów międzynarodowych firm farmaceutycznych ma szkodliwy wpływ na opiekę zdrowotną, a producenci leków wprowadzają produkty w oparciu o prognozy zysku, a nie względy medyczne. Branża utrzymuje przychody, modyfikując produkty istniejące i wydając coraz więcej na marketing adresowany do lekarzy i pacjentów.

Autorka zauważa wysoki stopień „życzliwości” działających za pieniądze publiczne organów decyzyjnych w stosunku do firm farmaceutycznych. Jako przykład podaje zatwierdzenie przez FDA specyfiku przeciwbólowego Vioxx, powodującego poważne skutki uboczne, w tym zawały serca i udary. David Graham, urzędnik FDA, powiedział, że zatwierdzenie Vioxx było „największą katastrofą związaną z bezpieczeństwem leków w historii USA, lub nawet świata”. 9 listopada 2007 roku producent Vioxxu, firma Merck & Co., zgodził się zapłacić odszkodowania w całkowitej wysokości 4,85 mld USD, kończąc w ten sposób tysiące procesów dotyczących szkodliwości działania swojego produktu. Była to największa ugoda, jaką kiedykolwiek zawarto z producentem leków.

Jednocześnie uchwalono ustawę zalecającą władzom przeznaczanie większej ilości środków na staranne testowanie bezpieczeństwa i skuteczności leków. Autorka podkreśla, że firmy farmaceutyczne nie powinny mieć możliwości ingerowania w badania kliniczne, które powinny polegać na porównaniu nowych leków z ich poprzednikami, a nie z placebo, bo ta metoda jest zbyt szeroko stosowana.

Książkę uznano za opartą na rzetelnej argumentacji, nieprzesadzającą w krytyce branży oraz będącą czytelną, wszechstronną i bezstronną relacją o tym, jak największe światowe firmy farmaceutyczne „programują choroby”. Nie rozgrzeszając producentów, publicystka zauważa błędy także po stronie społecznej, ponieważ – jej zdaniem – obywatele, pacjenci i lekarze dokonują „wolnych wyborów”, dzięki którym branża mogła osiągnąć obecną potęgę.

Tu pozwolę sobie zauważyć, iż zwykle pacjenci tych „wolnych wyborów” dokonywali pod presją diagnozy, strachu i bujdy, lekarze z naiwności, niedouczenia albo chciwości, a inni po prostu z niewiedzy. Wybory i rygory powinny stosować kompetentne instytucje państwowe, którym obywatele płacą za ochronę przed skutkami chciwości Big Pharmy.

Bad Pharma i badania kliniczne

Wydana sześć lat później, czyli w roku 2012, książka brytyjskiego lekarza i naukowca Bad Pharma: Jak firmy farmaceutyczne wprowadzają lekarzy w błąd i szkodzą pacjentom znacznie ostrzej traktuje poczynania farmaceutycznych dyktatorów. Goldacre twierdzi wprost, że „gmachowi medycyny grozi ruina”, ponieważ argumenty naukowe stanowiące jego fundamenty są systematycznie zniekształcane przez przemysł farmaceutyczny.

Pisze, że przemysł ten finansuje większość badań klinicznych własnych produktów i znaczną część ustawicznego kształcenia lekarzy, że badania kliniczne są często prowadzone na małych, niereprezentatywnych grupach, a wyniki negatywne są rutynowo ukrywane, zaś autorami pozornie niezależnych opracowań naukowych mogą być firmy farmaceutyczne lub ich kontrahenci – oczywiście przy zachowaniu dyskrecji.

Określając bez ogródek sytuację jako „morderczą i katastrofalną”, autor przedstawia propozycje działań naprawczych do realizacji przez pacjentów, lekarzy, naukowców i sam przemysł farmaceutyczny. Książka opisuje badania nowych leków: przejście ze stadium eksperymentowania na zwierzętach do badań na ludziach, które składają się z trzech etapów – fazy 1, eksperymentu z wolontariuszami, oraz faz 2 i 3, czyli badań klinicznych.

Uczestnicy fazy 1 są określani jako wolontariusze, ale w USA płaci się im 200–400 USD dziennie, a badania mogą trwać kilka tygodni. Ponadto wolontariusze mogą brać udział w testach kilka razy w roku, co oznacza spory dochód, więc główną motywację uczestnictwa stanowi najprawdopodobniej zarobek. Uczestnicy są zwykle wybierani z najbiedniejszych grup społecznych, a „outsourcing” w coraz większym stopniu oznacza przeprowadzanie testów przez kontraktowe organizacje badawcze w krajach o „wysoce konkurencyjnych” zarobkach i w tzw. trzecim świecie.

Przejście na outsourcing rodzi kwestie dotyczące integralności danych, nadzoru zgodności z przepisami, trudności językowych, znaczenia pojęcia świadomej zgody wśród znacznie uboższej populacji, standardów opieki klinicznej oraz zakresu, w jakim korupcja może być uważana za rutynę w niektórych krajach. Autor stawia pytanie: „czy wyniki badań klinicznych z wykorzystaniem jednej populacji można stosować gdzie indziej?” i dostrzega oczywistość istnienia różnic zarówno społecznych, jak i fizycznych. Goldacre pyta, czy pacjenci ze zdiagnozowaną depresją w Chinach są rzeczywiście tacy sami jak pacjenci z tą samą chorobą w Kalifornii, i zauważa, że ludzie pochodzenia azjatyckiego metabolizują leki inaczej niż mieszkańcy Zachodu.

Ciemna strona testów leków

Zdarzały się również przypadki zaniechania dostępnego leczenia podczas badań klinicznych. W 1996 roku w Kano w Nigerii firma Pfizer porównywała nowy antybiotyk stosowany podczas epidemii zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych z jego konkurencyjnym odpowiednikiem, ale skutecznym tylko w wyższych dawkach niż stosowane podczas badania. Goldacre pisze, że w obu grupach badanych zmarło jedenaścioro dzieci. Prawie po równo w każdej.

Rodzinom najwyraźniej nie powiedziano, że konkurencyjny antybiotyk w skutecznej, czyli podwojonej dawce był dostępny w przychodni Lekarzy bez Granic, w sąsiednim budynku. Świadome dopuszczenie do wielu śmierci, gdy ratunek był na wyciągnięcie ręki, ale u konkurencji.

Ile kosztuje nowy lek

Opracowywanie nowych leków jest coraz bardziej kosztowne. Ze wszystkich badanych związków przeznaczonych do stosowania u ludzi tylko niewielka część jest ostatecznie dopuszczana do światowego obrotu. Tworzenie, ochrona i sprzedaż leków przez duże koncerny farmaceutyczne składają się – przynajmniej według oficjalnych informacji – z następujących etapów:

Odkrycie i badania podstawowe – identyfikacja potencjalnego celu biologicznego choroby, np. enzymu, receptora lub genu. Opracowanie zwykle setek tysięcy rodzajów cząsteczek chemicznych i sprawdzanie, które mogą wpływać na cel.

Badania przedkliniczne – testy prowadzone na komórkach i zwierzętach w celu sprawdzenia bezpieczeństwa, toksyczności i sposobu działania leku. Jeśli wyniki są obiecujące, firma składa wniosek do odpowiednich urzędów krajowych o zgodę na testy na ludziach.

Badania kliniczne – faza I: testy bezpieczeństwa (20–100 zdrowych ochotników), faza II: badanie skuteczności i dawek (setki pacjentów), faza III: duże badania kliniczne (tysiące pacjentów w wielu krajach). W przypadku pomyślnych wyników firma składa dokumentację o dopuszczenie leku do obrotu.

Zatwierdzenie i patent – jeśli regulator, np. FDA w USA lub EMA w UE, zatwierdzi lek, firma otrzymuje prawo do sprzedaży i ochronę patentową, zwykle 20 lat od momentu odkrycia. W tym czasie tylko ona może produkować i sprzedawać ten lek.

Marketing i sprzedaż – reklamy tam, gdzie są dozwolone, przedstawiciele medyczni odwiedzający lekarzy, finansowanie konferencji naukowych, współpraca z szpitalami i uniwersytetami. To często najbardziej kontrowersyjna część modelu, ponieważ granica między edukacją a marketingiem bywa cienka.

W kryteriach czasu i kosztów opracowanie nowego leku wygląda następująco:

Odkrycie i badania podstawowe – odpowiednia cząsteczka; średni czas: 3–6 lat; koszt orientacyjny: 100–300 mln USD.
Badania przedkliniczne – bezpieczeństwo; średni czas: 1–2 lata; koszt orientacyjny: 50–100 mln USD.
Badania kliniczne – skuteczność na ludziach; średni czas: 6–10 lat; koszt orientacyjny: 1–2 mld USD.
Zatwierdzenie i marketing – dopuszczenie do rynku; średni czas: 1–2 lata; koszt orientacyjny: 50–500 mln USD.

Nietrudno wyliczyć, że średni okres czasu potrzebny na opracowanie nowego leku to 11–20 lat, zaś średni koszt takiej operacji wynosi 1,2–2,9 mld USD. Jednak nie załamywałbym rąk nad ciężkim losem wytwórców leków, ponieważ trudno ufać wyliczeniom wysokości kosztów opracowania i urynkowienia nowego produktu podawanym przez producenta zainteresowanego ich windowaniem w górę. Szczególnie jeśli nie wiadomo, co zostało „wrzucone” w koszty oraz jakie składowe i w jakich proporcjach zostały wliczone – ponieważ polityka obliczania kosztów nie jest transparentna.

Poza tym nie ma się pewności, czy nowy produkt nie jest pochodną któregoś z poprzednich, ponieważ firmy mają prawo do zachowania tajemnicy technologicznej, oraz za jaką cenę i od kogo otrzymano cząstkowe wyniki badań składających się na rezultat końcowy. Ponadto międzynarodowe koncerny farmaceutyczne coraz częściej zlecają badania podstawowe na zewnątrz, co często pozwala na obniżenie kosztów, a firmy biotechnologiczne odgrywają coraz ważniejszą rolę w branży. Niektóre zatwierdzone leki, na przykład oparte na modyfikacji istniejącego składnika aktywnego, zwane przedłużeniami linii, są znacznie tańsze w opracowaniu niż oryginał.

Lobbing Big Pharmy

Do niezbędnych wydatków Big Pharmy trzeba doliczyć te na lobbing, który – choć kosztowny – walnie przyczynia się do pomnażania zysków. Amerykański przemysł farmaceutyczny, wliczając tzw. wyroby prozdrowotne, to jedna z branż wydających najwięcej na lobbing w USA. W latach 1999–2018 łączne „wydatki lobbingowe” tego sektora wyniosły ok. 4,7 mld USD, zaś w roku 2024 branża farmaceutyczna zapłaciła za lobbing w USA ponad 300 mln USD, co czyni ją najaktywniejszym sektorem gospodarczym pod tym względem.

Według raportu Health Action International z 2011 roku liczba zarejestrowanych lobbystów reprezentujących sektor farmaceutyczny w USA wynosiła ok. 1500 osób. Big Pharma wspiera także kampanie polityczne poprzez darowizny i PAC (Political Action Committees). Główne mechanizmy wpływu to stowarzyszenia, np. Pharmaceutical Research and Manufacturers of America (PhRMA), lobbujące na rzecz dużych producentów leków. Lobbyści docierają do Kongresu i administracji federalnej, a nawet finansują kampanie wyborcze.

Lobbing dotyczy także kwestii regulacyjnych, w tym cen leków, np. negocjacji cen w ramach programów federalnych, kwestii patentowych i ochrony innowacji czy dostępu do leków generycznych. Funkcjonuje technika tzw. „drzwi obrotowych” (revolving door), kiedy to osoby z administracji przechodzą do sektora farmaceutycznego i odwrotnie. Z oczywistych względów tutaj dane są mało precyzyjne.

Lobbing w UE i w Polsce

W Unii Europejskiej budżet lobbingowy sektora farmaceutycznego szacuje się oficjalnie na ok. 40 mln euro rocznie, ale rzeczywiste kwoty mogą być o wiele wyższe i w skali roku przewyższać sumę 90 mln euro. Podobnie szacowana oficjalnie na 220 osób liczba lobbystów może w rzeczywistości być znacznie wyższa. Branża farmaceutyczna działa poprzez silne stowarzyszenia, np. European Federation of Pharmaceutical Industries and Associations (EFPIA), reprezentujące interesy producentów leków w relacjach z instytucjami UE.

W Unii lobbing obejmuje m.in. procesy legislacyjne i regulacyjne dotyczące leków, ochrony danych klinicznych, własności intelektualnej, dostępności leków generycznych, a także negocjacji handlowych, np. relacji UE–USA. Raporty wskazują, że firmy farmaceutyczne mogą mieć relatywnie łatwy dostęp do urzędników Komisji Europejskiej i innych instytucji unijnych.

W rejestrze działań lobbingowych polskiego Ministerstwa Zdrowia odnotowano jedynie dwa podmioty i tylko w odniesieniu do jednej ustawy – o przeciwdziałaniu narkomanii. W opracowaniu licencjackim (UJ Kraków, 2025 r.) Lobbying a korupcja w ochronie zdrowia wskazano na brak przejrzystości działań lobbingowych w naszym kraju, stwierdzono konieczność wprowadzenia skutecznych mechanizmów nadzoru oraz wskazano, że mechanizmy wpływu w ochronie zdrowia w Polsce są często nieformalne, zaś dane formalne uznano za bardzo ograniczone.

Na przykład firma Aflofarm Farmacja Polska ujawniła wydatki na „marketing i reprezentację” w wysokości ok. 209 mln zł w jednym roku, jednak dane te dotyczą marketingu i reklamy, a nie wprost lobbingu. Czyli wydatki de facto lobbingowe nie zostały oficjalnie przedstawione jako lobbing. Istnieje wiele przesłanek, by sądzić, że w Polsce występuje na znaczną skalę lobbing nieformalny, nieujęty w rejestrach oficjalnych, przy czym nie są publikowane dane dotyczące spotkań przedstawicieli firm farmaceutycznych z urzędnikami, wydatków tych firm na organizacje reprezentujące branżę czy finansowania kampanii wizerunkowych.

Skąd my tę strategię mętnej wody znamy? Niedawno w jednym z wywiadów dr Artur Bartoszewicz powiedział, że „np. w Hiszpanii czy Izraelu lekarze ordynują po pierwsze leki produkowane w ich krajach, zaś w Polsce przepisuje się specyfiki Big Pharmy mimo istnienia krajowych odpowiedników…, a hiszpański minister zdrowia do współtworzenia strategii lekowej zaprasza lokalne firmy farmaceutyczne…, zaś w Polsce strategię lekową tworzy Big Pharma”.

Cóż, obowiązuje u nas pogląd, że zagraniczne zawsze lepsze, a jeśli nie lepsze, to jakby bardziej opłacalne. Dla kogo?

Reklama leków i suplementów

British Medical Journal podawał już w 2012 roku suche, mówiące same za siebie liczby: na każdego dolara wydanego przez Big Pharmę na badania podstawowe przypadało wówczas 19 dolarów poświęconych na promocję i reklamy. Chociaż dziś firmy inwestują ogromne środki w badania i rozwój, wydatki na promocję i sprzedaż nadal są bardzo znaczące. W tej dziedzinie Polska zdecydowanie wyprzedza większość krajów europejskich. Telewizja, radio, internet i billboardy prześcigają się w promocji preparatów leczniczych bez recepty i suplementów diety.

Polskie prawo dopuszcza stosunkowo swobodną reklamę leków wydawanych bez recepty, o ile reklamy zawierają wymagane ostrzeżenia. W krajach takich jak Niemcy, Francja czy Szwecja przepisy są znacznie bardziej restrykcyjne – reklamy leków są dokładnie kontrolowane, a suplementy nie mogą być przedstawiane jako środki o działaniu leczniczym. W Wielkiej Brytanii każda reklama musi zostać zatwierdzona przez urząd ds. leków, co skutkuje mniejszą liczbą spotów i bardziej edukacyjnym przekazem.

Według raportów branżowych w Polsce nawet 60–70 proc. reklam telewizyjnych dotyczy preparatów zdrowotnych, co pozwala zaliczyć nasz kraj do najbardziej „reklamowych” rynków farmaceutycznych w Europie.

Podżeganie chorobowe

Jeśli mowa o reklamie, nie można nie wspomnieć o jednym z wyjątkowo odrażających sposobów na zwiększenie sprzedaży leków lub usług medycznych, czyli tzw. „podżeganiu chorobowym”, które polega na przedstawianiu normalnych stanów fizjologicznych, drobnych odchyleń lub ryzyka choroby jako poważnego schorzenia wymagającego leczenia – najczęściej farmakologicznego.

Termin „podżeganie chorobowe” nie jest oficjalnym pojęciem prawnym ani medycznym. To raczej publicystyczne lub krytyczne określenie pewnych zjawisk w systemie ochrony zdrowia i w marketingu farmaceutycznym. Najczęściej używa się go jako tłumaczenia lub parafrazy angielskiego terminu disease mongering, który dosłownie oznacza „handlowanie chorobami” lub „rozszerzanie granic choroby”.

Ta perfidna strategia została nazwana przez British Medical Journal „korporacyjnym konstruowaniem choroby”. Periodyk napisał, że „można zarobić masę pieniędzy na wmawianiu ludziom, że są chorzy” i wyjaśnił, iż „firmy farmaceutyczne najpierw biorą udział w procesie definiowania chorób, a potem ogłaszają ich istnienie pacjentom i konsumentom”. Stosowane tu często narzędzia to: tworzenie nowych „chorób” lub „zaburzeń”, rozszerzanie definicji chorób istniejących, intensywna promocja badań i terapii oraz wpływanie na opinię publiczną i środowisko lekarskie.

Oto kilka przykładów z praktyki: zespół niespokojnych nóg, łagodna depresja, niskie libido czy nadpobudliwość u dzieci (ADHD). Krytycy twierdzą, że w niektórych z tych przypadków granice diagnoz zostały „sztucznie rozszerzone” przez działania marketingowe i obniżanie progów diagnostycznych, np. nadciśnienia, cholesterolu czy osteoporozy. Takie praktyki sprawiają, że więcej osób „kwalifikuje się” jako chore i wymagające leczenia.

Kampanie edukacyjne sponsorowane przez firmy farmaceutyczne „uczą” ludzi rozpoznawania u siebie objawów chorób i promują konkretne leki. Reklamy w mediach sugerują, że codzienne emocje czy dolegliwości to choroby wymagające leczenia farmakologicznego.

I jeszcze kilka przykładów z „naszego podwórka”. „Zmęczenie”, „niska odporność”, „brak energii” – remedium mają stanowić suplementy diety. Reklamy preparatów witaminowych i immunostymulujących – „na odporność”, „na stres”, „na sen” – często opisują zwykłe zmęczenie lub stres jako stan wymagający leczenia. Raport NIK z 2021 roku Kontrola suplementów diety wskazuje, że wymieniane w reklamach objawy, takie jak zmęczenie, skurcze czy senność, mogą mieć wiele innych przyczyn niż niedobory niektórych minerałów czy witamin, a nagłaśnianie niekorzystnych skutków takich niedoborów służy zwiększeniu sprzedaży suplementów diety z magnezem, witaminą D i B6, nie zaś rzeczywistej poprawie zdrowia konsumentów.

Mimo wielokrotnych ostrzeżeń ekspertów NIZP-PZH i UOKiK, że reklamy suplementów „tworzą choroby” i sugerują efekty lecznicze, Polska pozostaje jednym z największych rynków suplementów w Europie, szacowanym na ok. 6 mld zł rocznie.

Zyski firm farmaceutycznych

Koszty z jednej strony, a przychody i zyski z drugiej. Big Pharma do interesu nie dopłaca. Bilans jest na plusie. I to mocno. Na przykład w 2024 roku firma Pfizer Inc. odnotowała przychody w wysokości ok. 63,6 mld USD – wzrost rok do roku o ok. 7 proc. Zaś dane o zysku netto, zależnie od źródła, nieco się od siebie różnią, ale według Wikipedii zysk netto Pfizera wyniósł ok. 8,02 mld USD – spadek rok do roku o 23,6 proc. z powodu obniżenia sprzedaży szczepionki na COVID-19.

Novartis AG raportowała natomiast przychody na poziomie ok. 50,3 mld USD – wzrost o ok. 11 proc. rok do roku, a zysk netto wyniósł ok. 11,9 mld USD – zwyżka o 39 proc. rok do roku. Spoglądając szerzej, 19 z 20 największych spółek biotechnologiczno-farmaceutycznych raportowało wzrost przychodów w roku 2024, a łączna ich wartość wyniosła ok. 880,4 mld USD, co oznacza przyrost o ok. 7,9 proc. w stosunku do roku 2023. Odnotowany w ostatnich latach wzrost przychodów firm farmaceutycznych wskazuje na pomyślną koniunkturę dla tej branży, zwłaszcza w takich obszarach jak onkologia, immunologia i leki metaboliczne.

Pfizer i pandemia COVID-19

Przyjrzyjmy się finansom Pfizera, uważanego za największą firmę farmaceutyczną na świecie. Ma on na koncie dwie rewelacje farmaceutyczne: Viagrę – rok 1998 – i szczepionkę przeciw COVID-19 Comirnaty, stworzoną we współpracy z niemieckim BioNTech w roku 2020.

Ze sprzedaży szczepionki Comirnaty, wspólnie z BioNTech, firma Pfizer Inc. osiągnęła w roku 2021 przychód w wysokości ok. 36,8 mld USD. W roku 2022 suma przychodów tej firmy z Comirnaty oraz leku antywirusowego Paxlovid wyniosła około 57 mld USD. W roku 2023 Comirnaty i Paxlovid przyniosły razem Pfizerowi przychód na poziomie już tylko ok. 12,5 mld USD. Firma przewidywała, że przychody w roku 2024 z Comirnaty i Paxlovidu ograniczą się do 8 mld USD. W okresie 2022–2023, wraz z wygasaniem pandemii, wystąpił znaczny spadek – o ok. 78 proc. – przychodów z nią związanych.

Pfizer Inc. nie chwali się zyskiem netto przypadającym na produkty przeciw COVID-19. Czy dlatego, że te dane zadziwiłyby wysokością marży? Pfizer powtarza, iż nie jest firmą państwową i dlatego sam może ustalać ceny na swoje produkty. Jednak te twierdzenia nie odzwierciedlają pełnej prawdy. BioNTech, niemiecka firma, która w rzeczywistości opracowała szczepionkę, na którą Pfizer nalepił swoją etykietkę, otrzymała od rządu RFN dotację w wysokości 455 mln USD i gigantyczne gwarancje zakupu specyfiku przez USA i UE – liczone nawet w miliardach USD.

Ponadto szczepionka Pfizera jest oparta na technologii mRNA opatentowanej przez amerykański National Institutes of Health i sfinansowanej przez rząd USA. Krótko mówiąc, Pfizer wykorzystał partnerstwo z nieznaną wówczas niemiecką firmą biotechnologiczną, która otrzymała dotacje od rządu swojego kraju na opracowanie szczepionki opartej na technologii finansowanej przez amerykańskich podatników, a następnie uzyskała państwowe gwarancje zakupu na miliardy dolarów. Pfizerowi udało się sprywatyzować wszystkie zyski, uspołeczniając całe ryzyko.

Rosnące ceny leków

Big Pharma zarabia coraz więcej, ceny leków stale rosną, a firmy farmaceutyczne nie zawsze potrafią merytorycznie wyjaśnić powód tego wzrostu. Rażącym przykładem dowolnego manipulowania ceną leków, a zatem ludzkim zdrowiem i życiem, jest podniesienie ceny z 13,5 do 750 USD za tabletkę, czyli o 5,5 tys. proc., specyfiku Daraprim – popularnego w USA leku dla nosicieli HIV.

Tego „wyczynu” dokonał w 2015 roku Martin Shkreli, nowy szef koncernu farmaceutycznego Turing Pharmaceuticals, po wykupieniu praw do wspomnianego leku, stosowanego w leczeniu toksoplazmozy i osłabienia systemu odpornościowego, np. u chorych na AIDS. Specyfik ten znajduje się od 60 lat na rynku amerykańskim. Korzystają z niego również polscy pacjenci.

Big Pharma i II wojna światowa

Brunatne, ze swastyką w herbie, oblicze Big Pharmy ukazała II wojna światowa. Udział niemieckich firm chemicznych i farmaceutycznych w wykorzystywaniu pracy przymusowej oraz w prowadzeniu eksperymentów medycznych na więźniach obozów koncentracyjnych w tych strasznych czasach jest dobrze udokumentowany.

Po wojnie kilku dyrektorów IG Farben, ogromnego niemieckiego koncernu chemiczno-farmaceutycznego, do którego wówczas należały m.in. Bayer, BASF i Hoechst, zostało skazanych w procesach norymberskich, tzw. procesie IG Farben, za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, a mianowicie: stworzenie i prowadzenie zakładów produkcyjnych przy obozie Auschwitz III-Monowitz, korzystanie z pracy dziesiątek tysięcy więźniów jako niewolniczej siły roboczej, stworzenie i utrzymywanie nieludzkich warunków pracy prowadzących do śmierci tysięcy osób, finansowanie funkcjonowania obozu oraz czerpanie zysków dzięki ekstremalnie niskim kosztom pracy przymusowej.

Część pseudonaukowych i pseudomedycznych badań prowadzonych w obozach koncentracyjnych miała charakter „badawczo-farmaceutyczny” i była powiązana z firmami lub instytutami współpracującymi z przemysłem. Bayer, wówczas część IG Farben, kupował więźniów z Auschwitz do eksperymentów z nowymi lekami – głównie środkami przeciwbólowymi i preparatami przeciw chorobom zakaźnym. Zachowały się dokumenty i listy wymieniane między kierownictwem IG Farben/Bayer a administracją obozu, dotyczące „zakupu” kobiet do testów klinicznych.

W Dachau, Auschwitz i Ravensbrück IG Farben prowadziło badania nad lekami na tyfus, malarię, gruźlicę i czerwonkę, często o skrajnie brutalnym przebiegu. Przymusowo zakażano więźniów śmiertelnymi chorobami w celu testowania substancji chemicznych lub szczepionek. By nie mnożyć opisów tych nieludzkich praktyk, dodam tylko, że uczestniczyły w nich inne niemieckie firmy i instytuty, a „badania medyczne” prowadzone przez SS były finansowane lub wspierane materiałowo przez przemysł.

W Norynberdze IG Farben zostało potraktowane stosunkowo łagodnie, a wyroki, które zapadły, były relatywnie niskie. Firmy składowe IG Farben – Bayer, BASF i Hoechst – zostały oddzielone i funkcjonują jako samodzielne duże koncerny chemiczne i farmaceutyczne. Niektóre z nich dopiero pod koniec XX wieku wypłaciły odszkodowania ofiarom pracy przymusowej. Nie wszystkim. Trudno mi o tym nie myśleć, gdy zażywam zwykłą „bajerowską” aspirynę.

Wnioski o odpowiedzialności

Teoria spiskowa opiera się na założeniu, że za kulisami działa grupa osób lub organizacja, potajemnie dążąca do osiągnięcia ukrytych celów, i zakłada, że to, co widzimy oficjalnie, jest tylko „zasłoną dymną”, a prawda jest celowo ukrywana przez wpływowe siły.

Czy wierzę w globalny spisek firm farmaceutycznych w celu mnożenia zysków? Nie. Ale wiele ujawnionych – ile pozostaje nieujawnionych? – faktów wskazuje na to, że korporacje, koncerny i wielkie spółki z tej branży, samodzielnie albo w porozumieniu z innymi, systematycznie i z założenia albo ad hoc działają w celu pomnażania zysków, nie oglądając się na dobro społeczne.

Czy tępiciele teorii spiskowych nie słyszeli, że z rzadkimi wyjątkami nie ma dymu bez ognia? Sami przyznają, iż wielkim firmom farmaceutycznym „zdarzają się grzeszki”, jednocześnie pouczając, że zaprzeczanie temu byłoby naiwnością, oraz wyjaśniając, że „te firmy jak wszystkie inne walczą o klientów i czasem stosują naganne praktyki”.

Otóż nie. „Te firmy” nie są jak „wszystkie inne”. One mają władzę nad zdrowiem i życiem miliardów, co oznacza zaufanie, uczciwość, przejrzystość oraz misję społeczną i odpowiedzialność.

Autor: Adam Gniewecki


Tekst ma charakter opinii autora. Przedstawione w nim tezy i oceny są elementem publicystycznej i społecznej debaty, a zawarte w nim oceny i wnioski nie muszą być tożsame ze stanowiskiem redakcji.

Przeczytaj więcej

Była konsul RP alarmuje. „Polska straciła ogromny potencjał w relacjach z Ukrainą”
Była konsul RP alarmuje. „Polska straciła ogromny potencjał w relacjach z Ukrainą”
Dildo Baggins kontratakuje krążkiem „Pijak i złodziej”. Kilka notatek z Dublina o Bartku Marmolu i płycie, która przyszła we właściwym czasie
Dildo Baggins kontratakuje krążkiem „Pijak i złodziej”. Kilka notatek z Dublina o Bartku Marmolu i płycie, która przyszła we właściwym czasie
O Bartoszu Marmolu, Dildo Bagginsie, sztuce opowiadania i płycie, co nie boi się zaglądać pod powierzchnię pozornie nudnej codzienności
O Bartoszu Marmolu, Dildo Bagginsie, sztuce opowiadania i płycie, co nie boi się zaglądać pod powierzchnię pozornie nudnej codzienności