Teraz na antenie:
Radio Wnet
Opinie

Piotr Witt: „zielone ludziki” i początek wojen bez wypowiedzenia

To kronika o wojnie, która przestała mieć twarz. Piotr Witt przypomina „zielone ludziki” z początku konfliktu na Ukrainie, a potem prowadzi przez gęstwinę współczesnych przykładów: od Donbasu po dno Bałtyku. Zostaje pytanie: kto pociąga za spust, a kto naprawdę pociąga za sznurki?
Piotr Witt: „zielone ludziki” i początek wojen bez wypowiedzenia

Piotr Witt / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio Wnet

Chopin w Łodzi i rakieta na Lwów

Poniedziałek 23 marca spędziłem w epoce Chopina. Na zaproszenie Michała Kolińskiego i jego wydawnictwa Księży Młyn mówiłem w Łodzi o Chopinie od rana do wieczora. Na zajutrz rakieta spadła na Lwów. Stary kościół św. Bernarda cudem nie został uszkodzony. Pożar sąsiedniej kamienicy nie przerwał zresztą negocjacji pokojowych.

Kiedy popatrzę wstecz na długi film mojego życia, zawsze widzę negocjacje pokojowe. Wojny trwają. Zmienia się tylko ich oblicze. Opowieści o bohaterstwie indywidualnym mogącym zmienić losy bitwy tworzone są i rozpowszechniane na użytek wojska. Historia wykazuje zwykle zwycięstwo lepszej technologii i nowocześniejszej broni.

Kodeks wojenny i rycerskie złudzenia

Okrucieństwo wojen podlegało jednak zawsze pewnym regułom. Wolno zabijać, kierując się wszelako pewnym kodeksem wojennym, dawniej zwyczajowym, później pisanym. Przed bitwą pod Fontenoy w 1745 roku hrabia d’Auteroche, w ukłonie zamiatając ziemię kapeluszem z piórami, zawołał do lorda Charlesa: „Hej! Panowie Anglicy, strzelajcie pierwsi”. Panowie Anglicy skorzystali z uprzejmego zaproszenia, strzelili i położyli trupem pierwszy szereg piechoty francuskiej.

Tradycja rycerska przetrwała długo. Opowiadano, że podczas pierwszej wojny, w największej bitwie morskiej pod Skagerrakiem i Kattegatem, etos rycerski wciąż jeszcze był żywy. Anglicy mieli w zasadzie przewagę, działa Royal Navy były potężniejsze i niosły na odległość 20 kilometrów dalej niż armaty wroga.

Wiceadmirał Beatty, oburzony na ten brak fair play, rozkazał podpuścić flotę Kaiserliche Marine bliżej, aby dać równe szanse. Niemcy podpłynęli i zadali w flocie brytyjskiej straszliwe ciosy, gdyż dysponowali artylerzystami lepiej wyszkolonymi oraz systemem optycznym celowania i telemetrii marki Zeissa lepszymi od przyrządów szkockich Barr & Stroud. Dopiero zapadnięcie nocy przerwało wzajemną rzeź, w czasie której zginęło prawie 10 tysięcy marynarzy.

Prawo międzynarodowe i wojna „bez wypowiedzenia”

Dziś noc nie przeszkadza zniszczeniu i śmierci, choć i dziś prawa nie pozwalają strzelać do cywilów, do sanitariuszy ani do spadochroniarzy w powietrzu. Jak są przestrzegane te prawa, każdy wie. Prawo międzynarodowe stawia także szereg innych wymogów i precyzuje warunki wypowiedzenia wojen. Nigdy ludzkość nie dysponowała lepiej opracowanym orężem prawnym. Nigdy wcześniej instancje międzynarodowe powołane do przestrzegania zasad i do karania nadużyć nie były liczniejsze: Organizacja Narodów Zjednoczonych, Rada Bezpieczeństwa, trybunały międzynarodowe.

Pamiętajmy jednak, od czego zaczęła się wojna obecna na Ukrainie. Nie było wystrzałów, nie było wypowiedzenia. Pewnego dnia w lasach przygranicznych pojawili się ludzie – ni to cywile, ni to wojskowi. Zielone ludziki, ubrane bez dystynkcji, bez oznak, bez pagonów. Przyszli, nie mówiąc skąd, ani kto ich wysłał, ani dokąd idą. Armaty przemówiły w ślad za nimi. Jeszcze podczas II wojny światowej nie tylko żołnierze, nawet samoloty bojowe oznakowane były barwami uczestników, aby wiadomo było, kto zaczął.

Sądzę, że zastosowanie rakiet i dronów, obiektów bezzałogowych, zmieniło zasadniczo oblicze wojny. Albo raczej zainicjowało epokę wojen bez oblicza, w których ofiary są znane, ale sprawcy anonimowi: podejrzewani, przewidywani, których zidentyfikowanie jednak jest trudne, jeżeli nie niemożliwe.

Boeing MH17 i początek epoki „nieznanych sprawców”

Afera jest świeża. Mój komputer nie zna jeszcze słowa „dron”, sądzi, że jestem w błędzie, proponuje zastąpić nieznane słowo przez Dorn, Don, John, Aaron lub dziesięć innych synonimów. Zna za to słowo „rakieta”.

Nowa era anonimowych wojen zaczęła się w dniu 17 lipca 2014 roku od rakiety, od zestrzelenia samolotu Boeing 777 w rejonie Donbasu. W samolocie Malaysia Airlines zginęło 239 osób.

Nikt nie przyznał się do wystrzelenia pocisku Buk M1 ziemia–powietrze. Pół roku później Niemcy ustalili, że rakietę odpalił oficer 53. Rosyjskiej Brygady Przeciwlotniczej. Rosjanie ze swej strony twierdzili, że to Ukraińcy. Inni, że to jakiś chuligan dysponujący rakietą Buk. Dziś, po 12 latach, wciąż nie ma pewności, kto strzelał.

Nord Stream i „rozkaz od nieznanych zwierzchników”

Nieznani sprawcy wielokrotnie jeszcze dali znać o sobie. 26 września 2022 roku przeprowadzili atak na gazociąg podmorski. Przerwali w kilku miejscach rurę Nord Stream, która doprowadzała gaz rosyjski do Europy Zachodniej. To, co nazywamy nitką gazociągu, jest w rzeczywistości zespołem 100 tysięcy rur stalowych o średnicy ponad metra, otoczonych 24 tonami betonu.

Kto i w jaki sposób przetransportował setki kilogramów trotylu, aby uszkodzić gazociąg napełniony 300 milionami metrów sześciennych gazu? Po roku wskazano na Ukraińców. Niemcy stwierdzili, że sprawcy działali pod fałszywą flagą, że to Rosjanie. Rosjanie, że to Ukraińcy. Niemcy wskazali na Rosjan, Ukraińcy wspominali o Polakach.

Wśród wielu hipotez jedno było pewne: niezależnie od tożsamości wykonawców rozkaz dali nieznani zwierzchnicy. Podobnie jak w przypadku Boeinga pod Donbasem. Podobnie rakiet wystrzeliwanych przez Hamas w kierunku Izraela, jak i w przypadku rakiet wystrzeliwanych przez Hezbollah też w tamtą stronę.

Jak wreszcie w przypadku rakiety na Lwów, która eksplodowała obok kościoła św. Bernarda i pobliskiego archiwum. Polska obrona powietrzna, zaalarmowana przez radary, poderwała samoloty bojowe, ale po ustaleniu, że rakieta nie naruszyła obecnej polskiej przestrzeni powietrznej, tylko dotknęła ukraińskie miasto Lwów, samoloty z biało-czerwoną szachownicą wróciły na lotnisko.

Prowokacja, „nieznani zwierzchnicy” i polityczna magia obietnic

Ataki anonimowe stanowią fenomenalne narzędzie prowokacji. Jeżeli rakieta uderzyła i jeśli są ofiary, wystarczy podać kierunek, z którego nadleciała, oraz ogólne przeświadczenie, aby na podstawie widzimisię zaatakować z góry upatrzonego przeciwnika. Dziesiątki, czasami setki ofiar domagają się szybkiej zemsty i ukarania winnych.

Niekiedy udaje się zidentyfikować sprawców. Jeśli się to nie uda, zawsze zostają w rezerwie Rosjanie. Największym wynalazkiem naszych czasów, obok komputera indywidualnego, jest Putin. Po wykradzeniu 16,5 miliona akt z archiwów policyjnych francuskie MSW natychmiast wskazało na jego robotę. Choć wkrótce, wobec oczywistości, musiano skierować podejrzenia w inną, nieznaną stronę.

Wykonawcy złapani na gorącym uczynku bywają sądzeni albo i nie. Nieznani zwierzchnicy nigdy. Znamy tylko ich posłów, ich ambasadorów, przemawiających w ich imieniu, a jakby w swoim.

Jakże lubiliśmy jednego z nich, prezydenta Donalda Trumpa, kiedy jako kandydat obiecywał zakończyć wojnę na Ukrainie w 24 godziny po objęciu najwyższego urzędu. „To proste. Powiem Putinowi: Władimir, skończ tę wojnę – i on skończy.” Dziś w Wielkim Tygodniu mógłby powiedzieć do Netanjahu: „Malejkowski, skończ tę wojnę.” Ale czy nieznani zwierzchnicy aprobowaliby takie słowa?

Wielki Tydzień i powrót do Paryża

Okoliczności zmusiły mnie do pozostania w kraju przez Wielki Tydzień. Odlecę do Paryża w Wielką Sobotę, a następnego dnia powiemy ludziom w Europie, w Azji, w Afryce: Chrystus zmartwychwstał. Alleluja!

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Kompromitacja RPO w sprawie prokuratora Jana Drelewskiego. Wiącek chowa głowę w piasek
Kompromitacja RPO w sprawie prokuratora Jana Drelewskiego. Wiącek chowa głowę w piasek
Piotr Matczuk alarmuje: „Do końca dekady Polska może zostać rozebrana”
Piotr Matczuk alarmuje: „Do końca dekady Polska może zostać rozebrana”
Gorzkie słowa Jacka Skały. Szef związku zawodowego o lekceważeniu święta prokuratury
Gorzkie słowa Jacka Skały. Szef związku zawodowego o lekceważeniu święta prokuratury