Chopin w Łodzi i rakieta na Lwów
Poniedziałek 23 marca spędziłem w epoce Chopina. Na zaproszenie Michała Kolińskiego i jego wydawnictwa Księży Młyn mówiłem w Łodzi o Chopinie od rana do wieczora. Na zajutrz rakieta spadła na Lwów. Stary kościół św. Bernarda cudem nie został uszkodzony. Pożar sąsiedniej kamienicy nie przerwał zresztą negocjacji pokojowych.
Kiedy popatrzę wstecz na długi film mojego życia, zawsze widzę negocjacje pokojowe. Wojny trwają. Zmienia się tylko ich oblicze. Opowieści o bohaterstwie indywidualnym mogącym zmienić losy bitwy tworzone są i rozpowszechniane na użytek wojska. Historia wykazuje zwykle zwycięstwo lepszej technologii i nowocześniejszej broni.
Kodeks wojenny i rycerskie złudzenia
Okrucieństwo wojen podlegało jednak zawsze pewnym regułom. Wolno zabijać, kierując się wszelako pewnym kodeksem wojennym, dawniej zwyczajowym, później pisanym. Przed bitwą pod Fontenoy w 1745 roku hrabia d’Auteroche, w ukłonie zamiatając ziemię kapeluszem z piórami, zawołał do lorda Charlesa: „Hej! Panowie Anglicy, strzelajcie pierwsi”. Panowie Anglicy skorzystali z uprzejmego zaproszenia, strzelili i położyli trupem pierwszy szereg piechoty francuskiej.
Tradycja rycerska przetrwała długo. Opowiadano, że podczas pierwszej wojny, w największej bitwie morskiej pod Skagerrakiem i Kattegatem, etos rycerski wciąż jeszcze był żywy. Anglicy mieli w zasadzie przewagę, działa Royal Navy były potężniejsze i niosły na odległość 20 kilometrów dalej niż armaty wroga.



