Teraz na antenie:
Radio Wnet
Polska

Afera w Kłodzku: dlaczego sprawa nie wybuchła wcześniej?

– Moim zdaniem to wpłynęło na wynik wyborów – mówi Jakub Pilarek, wskazując na moment kampanii 2023, w którym – według niego – opinia publiczna mogła usłyszeć o aferze w Kłodzku, ale tego nie usłyszała.
Afera w Kłodzku: dlaczego sprawa nie wybuchła wcześniej?

Jakub Pilarek, fot. Radio Wnet

Co naprawdę budzi pytania w sprawie afery w Kłodzku

Wokół sprawy z Kłodzka narosło wiele emocji, ale Jakub Pilarek próbuje ją uporządkować przez chronologię i procedury. Jego punkt wyjścia jest prosty: skoro dziś temat „niesie się” z mocą kampanii wyborczej, to naturalnie rodzi się pytanie, dlaczego w 2023 roku nie wybrzmiał w ogóle.

Pilarek nie sugeruje cynicznego wykorzystywania dramatu dzieci jako amunicji politycznej. Raczej pokazuje mechanizm życia publicznego: są sprawy, które – kiedy trafiają do świadomości społecznej – stają się nie do pominięcia. A to, że w środku kampanii wyborczej mogłyby uderzyć w konkretnych ludzi i układy lokalne, jest po prostu faktem z dziedziny politycznej fizyki.

Moim zdaniem to wpłynęło na wynik wyborów

– mówi Pilarek.

Kampania 2023 i „moment, w którym to mogło wybuchnąć”

W rozmowie pada konkretna data i konkretny kontekst. Czerwiec 2023 – kampania już się rozpędza, liderzy jeżdżą po Polsce, pracują struktury, buduje się mobilizacja. Pilarek przypomina, że w tym czasie w sprawie pojawiają się wątki, które – gdyby były publiczne – natychmiast uruchomiły lawinę pytań. Nie tylko o samą sprawę, ale o środowisko, które pozwalało jej trwać w tle.

To jest ten moment, kiedy informacja – nawet jeśli społecznie trudna – mogłaby wejść do obiegu i zacząć kształtować emocje elektoratu. Pilarek podkreśla, że dziś widać, jak mocno temat „przebija pancerz” milczenia. I że gdyby stało się to wtedy – kampania wyglądałaby inaczej, a presja na polityków byłaby natychmiastowa.

To uderzyło strasznie w Platformę w tej chwili

– mówi.

Dlaczego najpierw tylko wątek zwierząt

Jednym z kluczowych elementów, na które zwraca uwagę Pilarek, jest konstrukcja zarzutów na starcie. W rozmowie wyraźnie rozdziela się dwa porządki: wątek „zwierzęcy” oraz wątek dotyczący przestępstw wobec dziecka (w relacji Pilarka – później ujęty jako pomocnictwo). Punkt sporny nie dotyczy tego, czy prokuratura miała prawo dzielić postępowanie na etapy. Dotyczy tego, czy skala i ciężar materiału dowodowego uzasadniały tak długi odstęp czasu między jednym a drugim ruchem.

Pilarek stawia to pytanie bez „wyrokowania”, ale dość ostro: jeśli pewne materiały wystarczyły do postawienia zarzutów w jednym zakresie, to dlaczego nie stały się podstawą szybszych działań w zakresie znacznie poważniejszym – związanym z bezpieczeństwem dziecka.

Jeśli to jest sprawa „grubego kalibru”, to – w jego logice – nie ma miejsca na prowadzenie jej „na przytłumionym gazie”. Zwłaszcza, że konsekwencje nie są teoretyczne: one dotyczą realnych osób i realnych decyzji instytucji.

Największa wątpliwość: sąd rodzinny i ochrona dzieci

W tej rozmowie najmocniej wybrzmiewa nie wątek polityczny, tylko instytucjonalny. Pilarek mówi wprost: nawet gdyby na początku sprawa formalnie kręciła się tylko wokół zarzutów z ustawy o ochronie praw zwierząt, to – jego zdaniem – i tak powinna natychmiast uruchomić reakcję sądu rodzinnego. Bo w tle jest szerszy kontekst: dom, w którym dzieją się rzeczy skrajnie alarmujące, i sytuacja dzieci, które w takim środowisku funkcjonują.

Tu chodzi nie o „wchodzenie z butami” w rodzinę, tylko o standardy państwa: szybkie sprawdzenie, w jakich warunkach są dzieci, jaka jest ich sytuacja, czy potrzebują ochrony, czy należy wdrożyć dodatkowe instrumenty – diagnozy, ocenę psychologiczną, wsparcie instytucjonalne. Pilarek nie przesądza, że dzieci powinny być odebrane. Podkreśla natomiast, że przy ciężarze sprawy nie wystarczy bierny nadzór, który pojawia się po długim czasie.

Moje największe oburzenie budzi ten wątek nieskierowania do sądu rodzinnego

– mówi.

Pytanie dodatkowe: czy instytucje znały pełen obraz po poszerzeniu zarzutów

Pilarek dokłada jeszcze jeden ważny szczegół: nawet jeśli na jakimś etapie pojawił się nadzór, to kluczowe jest, czy instytucje prowadzące sprawy rodzinne miały aktualną wiedzę o zmianach w postępowaniu karnym. Innymi słowy: czy ktoś na bieżąco „dowoził” sądowi rodzinnego rodzaju informacje o tym, że sytuacja procesowa się zmienia, zarzuty są szersze, a obraz sprawy – cięższy.

W jego ocenie to nie jest techniczny detal. To jest pytanie o to, czy system w ogóle działał w trybie adekwatnym do zagrożenia, czy poruszał się siłą bezwładności i procedur, które nie były „podkręcone” do poziomu sprawy.

Jeżeli nie, to… totalny skandal

– mówi Pilarek.

Co dziś zostaje do wyjaśnienia

W tej rozmowie pojawia się kilka warstw: możliwy wpływ na kampanię, nietypowe przejęcie sprawy przez szefa prokuratury, chronologia zarzutów, reakcja instytucji rodzinnych. Pilarek zostawia jednak jasną klamrę: jego intencją nie jest ferowanie wyroków, tylko wymuszenie odpowiedzi na pytania, które – w jego ocenie – powinny paść natychmiast, bo dotyczą bezpieczeństwa i standardów państwa.

To powinno być rzetelnie przebadane

– podkreśla.

Autorzy:

Opracowanie:

Przeczytaj więcej

Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Prof. Krystyna Pawłowicz: Order Orła Białego nie może być dyplomatycznym „prezentem”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Kryzys wizerunkowy PO narasta. „Śmieszkowanie tylko szkodzi”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”
Krzysztof Bosak o KO: „Quasi-mafijna kultura”